Posty

PLATFORMY PO-PiS

  Motto: Choć była kiepska - Dobrze grała. Ale w pół drogi… Się nie PO-PiS-ała. Przez dwa lata Kwitła ślicznie - Jak czerwona róża I była faktycznie Nie aż taka zła. Wysoko leciała W sondażach jak burza - Podcięło jej skrzydła CBA. Było dobrze, nawet cacy. Górowała nad innymi, Zachwycali się Polacy Jej cudami ukrytymi. Aż tu nagle przyszedł kres, Bo Mariuszek się wychylił. Bodaj był on lepiej sczezł, Więc Mariuszka pogonili. Jaru wściekł się jak zaraza, Groził, że im coś pokaże. Jaru często to powtarza, Czort wie, kiedy to się zdarzy. Jedno pewne – wciąż jest skory, Wszak ma wolę, siłę, formę - Zatopić Platformę. Trwa, więc konflikt PeO z PiS, I zadziory z prezydentem. PiS kojarzy się z agresją, Nienawiścią i zamętem. PeO zaś – to błogi spokój, Smak kultury i miłości. To profesja dyplomacji, Obiecanek co niemiara, I uśmiechów i nadziei, Że się wszystko spełni zaraz. PiS to kłębek strasznych rogów, Najeżonych władców świata, To praktyka – „Szukać wrogów...

HAZARDOWE GIERKI

  Motto:   Było ich trzech: Miro, Zbych i Grzech. I powiem nie do śmichu - Był też czwarty – Rychu.   Łączył ich interes bliski - Kumplowsko-biznesowy - Powiedzmy, co nieco śliski I niezbyt zdrowy.   Spotkania towarzyskie Zakrapiane wódzią, Rozmowy dalekie i bliskie - Na stacji paliw i na odludziu. Było i takie jedno: Smutne, ponure, czarne (Przy nim słabi bledną) - Wśród mogił cmentarnych.   Kolesie od biznesu Dla zmyłki i ze sprytu, Mieli złote sukcesy Bez faktur i kwitów. Chcieli mieć więcej, Wszak nigdy dość dobrobytu. Lecz wokół nich Coraz goręcej - Wszystko przez Jednorękich bandytów.   Grozą pachniała legenda, Pewnego Tomka-agenta. Agent – wiadomo, menda - Przez CBA rozdęta. Ale Tomek – wyjątek, To towarzyska dusza. Prawdziwej sprawy wątek Stanowi cień Mariusza.   Z tego właśnie cienia, Powstała pieśń aferowa A dla wyjaśnienia - Komisja Hazardowa. Ostrzyli kły i dzioby Orły opozycyjnej sceny, Nad PO rychłym grobem - PiS-kie i l...

BALOWANIE PRZY STOLE

  Najpierw biegasz po sklepach, - Szukasz, wybierasz, kupujesz, Potem - pieczesz, gotujesz, Wąchasz, przyrządzasz i… pościsz. Wreszcie - przy stole, w Wigilię - Siadasz, jesz, pijesz, zajadasz… - Do granic możliwości.   Żołądek rośnie, puchnie, Pęcznieje, pęcznieje A ty wciąż wsuwasz, I w orgii jedzenia - Radośnie się śmiejesz. Pierogi, karp, sandacz, Schab w galarecie, Kaczka, kurczak, szynka, Makowiec, kutia, gołąbek - Jeden, drugi, trzeci…   Siedzisz, jesz  i  gadasz - Wigilia, więc wypada… I tak nam też lecą Święta - Przy stole, żarciu, piciu. Wreszcie, po świętach - Przychodzi czas otrzeźwienia I po obżarstwie – czas leczenia.   Wcześniej nie można Rzec sobie: Stop! Kres obżarstwa trudno złapać. Żre koleżanka i jej chłop, Babcia, mama i papa. A dziatwa patrzy na to - Rozbawiona i roześmiana. Ululał się wujek, ciocia, tato, I babcia z mamą ululana.   Nagle rusza bieganie Między pokojem a łazienką. Jednym doskwiera wyda...

O FRAZESACH PREZESA

Motto: Głowa dumą wypchana, Usta pełne frazesów, Postać kaczką PiS-ana - Najmocniejszy z prezesów. Jaki jest i czego chce? Jaką wiedzie grę? Czy jakiś taniec lubi? Czy wciąż się z Lutkiem czubi? Ma plany dobre, czy złe? Kiedy zbuduje IV RP? Najlepiej tańczy kozaka - Tylko w marzeniach - ino. Kiedyś była draka, Jak szedł z jakąś dziewczyną. W walce najlepszy - szarpanej, Może się z każdym tłuc. Odbija się od ściany do ściany - Taki zeń groźny wódz. Z marzeń wyrasta, Realu nie zna, Ze snu się budzi, Jeździ do Gniezna. Zawita czasem, Gdy czas mu sprzyja, Do Tadeusza Z Radia Maryja. Kłamstwa nie znosi, Choć kłamstwu hołduje, Przyjaźni unika, Z bratem najlepiej się czuje. Sztywny w języku, Lecz prosto trzyma ramę, Nie znosi przytyków, Kocha jedynie mamę. Stracił tekę premiera, Nie traci nadziei, pomysłów, Chce się odbić od zera - Na czele rządu zabłysnąć. W walce z Platformą, Szarpie się, denerwuje, Myśli układa nad formą, Kiedy IV RP zbuduje. Miał już plany, lecz prysły, Mariusz wypadł z g...

NOWY DUCH

Motto: Nowy Rok, Nowy duch i gest miły. Nowy krok - Partia rośnie w siłę! Niech dowie się, niech słyszy, Co mówią o nim ludziska. Buńczucznie rozpędził ongiś Swoich kolegów i towarzyszy, Partię i Polskę uzdrawiał, Potem zostawił ich, czyli nawiał. Teraz łasi się, list do nich pisze: - „Przyjmijcie mnie, kochani, W dawne moje pielesze…” - Zatroskany Lewicą – Leszek. Był ojcem narodu, Ministrem od służb, Wybrańcem tych z lewa, Gadułą rzeczowym, jak cholewa… Miał przywdziać kleryka szaty. Kiedyś się nadto rozgadał Przy Olku Gazowatym, No i swoich kolegów poolewał. Wpierw został zdrajcą, Tak zwanym przez Andrzeja, Oj, była przez to, wielka zawieja… Potem na przemian - bladł, siniał, Rumienił się i zielenił Aż w końcu – wykopany z partii Przez taśmy z „józiuleniem”... Teraz, Józio znów chce, Nawet bardzo pragnie - Wrócić, do SLD. Olek - wśród swoich, Alek, dla IPN-u, Mąż dla Joli, Były redaktor rzutki, Słabeusz dla wódki, Minister od spor...

ALICJI CZAR

Na tle szamańskich Afrykańskich czarów I łun australijskich pożarów, Nie ma piękniejszego widoku, Jak nasza Alicja U Colina boku. Urodzona w meksykańskim Tampico W polskiej rodzinie, I coś mi dzwoni w uszach - Jest honorowym ziomem Meksyku I Zosią z Pana Tadeusza - Aktorka i piosenkarka Po krakowskim liceum, Wyjechała do Stanów A tam zrobiła… - Co? - Nad tym się zastanów. Nasza Alicja, Śliczna jak anioł - Amerykańska aktorka - W Hollywood narobiła   Zazdrości paniom I wielu panom też – Zamieszania w rozporkach. Choć miała zalotników  wiela, W USA raz w filmie zagrała U boku Colina Farella. Tak się spodobała Idolowi filmowej sceny, Że aż się w nim zakochała… Potem, co było – wiemy. Jako 6-letnia Curuś, Stanęła pierwszy raz na scenie. Śpiewała i grała, Bo aktorka Duża i mała, Lubi to szalenie. Była laureatką Polskich festiwali, I udział brała W licznych zagranicznych, Na których śpiewali Tacy, jak ona – mali. Kiedyś nawet, Wśród dziecięcych solistek...

KRZYSIO DWÓCH AŃ

Miał pewien Krzysio Dwie Anie przy sobie, Lecz zbrzydły mu pewnie Wszak puścił je obie. Nie puścił w skarpetkach, Jak chciał ongiś Lech. Dał im wyprawki… Och! Bierze mnie śmiech. Nikt o nim nie słyszał?... Eee! Wszyscy znają Ibisza. Na rozwód z Anią, By nie dać plamy, Wziął z sobą wsparcie W postaci mamy. Znać, nerwy Spęczniały mu w balony, I trema w sądzie Nie była mu obca; Walczył z syndromem Małego chłopca. A taki zeń mocarz! Złotousty elegant nie od gnoju. Mógłby przed sądem, chociaż, Pokazać siłę spokoju. Po sprawie sądowej, Lica mu płonęły Śmieszną radością, Zaś po wyroku - Krzyś, swoją radość, Podkreślił w wyskoku. Gdy po dziarskim wyskoku, Na twardy grunt zlądował - Z dziką szczerością Podbiegł do Ani I ją ucałował. Ania Krzysiowi Też nie była dłużna. Dała wyrazy swego szczęścia, Ciesząc się z rozwodu, Czyli z wyrwania z zamęścia. I tak oboje byli szczęśliwi, Rozbrajająco szczerze, Że aż dziw bierze: Ania, bo znajdzie się pewnie Krzyś świeży; Krzyś, bo ma na oku Trzecią An...