Posty

Wyświetlam posty z etykietą satyra

Roman Giertych pisze list do marszałka Kuchcińskiego

Mecenas gratuluje w nim marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu "dnia zwycięstwa", a także "poradzenia sobie z brutalnym skokiem na kasę". Roman Giertych - adwokat, wcześniej poseł, wiceprezes Rady Ministrów i minister edukacji narodowej w rządzie koalicyjnym PiS (2006–2007) - nigdy dobrze nie wspominał i nie wspomina współpracy z Jarosławem Kaczyńskim. Teraz, gdy ma już za sobą szeregi polityki i wszedł w buty mecenasa, prowadzi m.in. krytykę dzisiejszej partii rządzącej. Traktuje też swego byłego współpracownika w rządzi i Sejmie nierzadko kpiarsko lub z przymrużeniem oka, z drwiącym uśmiechem i satyrycznie. Wyznaje wszak starą zasadę biskupa Krasickiego: "Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka - wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka". Mecenas potępia prezesa Kaczyńskiego, m.in. za podporządkowanie polityczne sobie, choć jest tylko zwykłym posłem, wszystkich instytucji państwa oraz obu izb parlamentu, trzymając twardo w garści...

PARTIA SKARŻYPYTÓW

W moim kraju dziś tak jest, że codziennie już od świtu działa nowa Pe Pe eS – Polska Partia Skarżypytów. Władzy pragnie, że ojej, aż z ochoty często zarży, a gdy coś nie wyjdzie jej, wtedy jojczy i się skarży. Skarży się i wścieka się, i stosuje kruczki cwane. Wybory jej poszły źle? Jasna rzecz, że sfałszowane! I myśl, którą trafia szlag, trzyma się jednego toru – w Polsce demokracji brak, w Polsce dawno jest Białoruś. Potem spływa z wrednych warg i przez chorą biegnie głowę na ten temat mnóstwo skarg, także międzynarodowe. Skarżypyty, w to im graj, będą się zasłużyć chcieli i na własny plują kraj od Strassburga do Brukseli. Tak od morza aż do Tatr w polskich losach szuka zgrzytu, znacząc swój paskudny ślad Polska Partia Skarżypytów. A na koniec świta mi myśl i jest w niej łut humoru, co też by się działo, gdy w Polsce byłaby Białoruś. A odpowiedź prosta jest, proszę Państwa, niech ja stracę, wtedy nowa Pe Pe eS dawno by siedziała w pace! Wojciech Młynarski W-wa, 3.12.2014 r.

REZULTAT INDAGACJI

W pokoiku z balkonem Dreptak bada swą żonę, Ponieważ jej nie wierzy. Szczególnie że ta żona Wróciła pogryziona I w potarganej odzieży. I stała cała w pąsach, A on w krzyk: - Kto cię pokąsał? Może powiesz, że pchły? Serce zamarło w żonie I powiada: - Zenonie, Ta żeż to przecież ty! I dalejże mu wmawiać, I pod oczy podstawiać Owe spore enklawy. Dalej tłumaczyć, mierzyć Aż Dreptak zaczął wierzyć, Ze jeszcze taki żwawy... I zaraz się harnasiem Poczuł, i jął przy pasie Niechcący szukać szabli. Ręką po wąsach błądził: - Ale żem cię urządził, A niech mnie wszyscy diabli! I odtąd się na nowo Apiać stał Casanową I cholernym gryzoniem. I uwierzył w swe wdzięki I proszę, wszystko dzięki Jego poczciwej żonie! Inna by się do zdrady przyznała, i do zwad By doszło, i do tragedii. I Ziutkowi z vis-a-vis Dreptak by nos rozkrwawił, A to przecież kwestia strategii. Więc swoim żonom wierzymy, Ich urodą się cieszymy Oraz swoim niezwykłym wigorem. Tobie też radzę, bracie: Nigdy we własnej chacie Nie bądź pr...

ŚMIGUS-DYNGUS

Gdy zakwilą ranne ptaszki w drzwi zastuka poniedziałek zaczną się z wodą igraszki potrwają godziny całe Dzisiaj miarka się przeleje przez psikawki i wiaderka raz do roku tak się dzieje prym wiedzie wody butelka śmigus-dyngus się nazywa obrzęd ten co roku kusi i każda istota żywa trochę oblana być musi dżentelmen z perfum flakonem zaczai się gdzieś cichutko pokropi panią z fasonem zrobi się jej milutko lecz też i tacy bywają ostatnio często się zdarza co wiadrem całym chlustają to przeziębieniem zagraża więc postępujmy z umiarem w ten poniedziałek lany bo nie jest żadną karą ten obrzęd oczekiwany a jest też tak czasami gdy chmurzą się niebiosa że zamiast wiaderkami deszcz leje z ukosa w każdej fajnej postaci świąteczne polewanie tradycja wiele znaczy i niech już tak zostanie. Autorka: Lucyna Mróz-Cieślik

TEORIA WIELKANOCNEGO ZAJĄCZKA

Zawsze się mieszam i plączę, Gdy syn mój dowiedzieć chce się, Skąd się świąteczny zajączek Wziął w wielkanocnym okresie. Skąd przez makowce, pisanki, Babki, rzeżuchy sękacze, Kurczęta, palmy, baranki, Zając kłapouch skacze. O, długo tłumaczyć bym musiał, Ze wstydem i z wypiekami, Że zając to symbol tatusia Na parę dni przed świętami. Że biedny, że wystraszony, Że zagoniony, jak zając Ucieka spod ręki żony Po mieście kulawo kicając. Czy ze zmęczenia się słania I czasem przykuca na słonku, Bo się go z domku wygania, Bo tatko przeszkadza w domku. Bo pod nogami się pęta, Bo mak wyżera z donicy, "Więc kiedy nadchodzą święta, To tatuś jest na ulicy. Dostaje tam od mamusi W łapkę z 20 złotych... I to mu wystarczyć musi Na kino, palenie i koty. Na jezdni i po chodniku, Na rynku i przed sklepami Mnóstwo nieszczęsnych samczyków Łazi smutnymi stadami. I żeby sobie dowieść, Że oni rządzą tym krajem, Co chwilę ci smutni panowie Się tytułują nawza...

WIELKANOCNE KURCZĘTA

Trwają długie debaty nocne Skąd się wzięło kurczę wielkanocne? Skąd ta ledwie co wykluta kurk Przy święconem stroszy żółte piórka? Może to jest oznaka dla ludzi Że już wiosna, że przyroda się budzi? Może kura nam zrobiła niespodziankę, Bo o tydzień przenosiła pisankę? Może to piszczące maleństwo Wieści żółte niebezpieczeństwo? Może to są rezultaty twórcze Nazbyt częstych okrzyków "O kurcze"? Ja rozumiem, baranek, zajączek, Ale czemu kurczę się tu plącze? Tu rzeżuchę uszczknie, lub wątróbkę, tam na czysty obrus zrobi kupkę, Chce pić wodę, trafia na żubrówkę, Potem łapką się trzyma za główkę, I przewraca się po stolikach Ptak z gatunku gallus domestica, Niewyraźny etymologicznie, Podejrzany ideologicznie. Aż dopiero pan profesor Dreptak Pierwsze ścieżki w tej dziedzinie przedeptał, Dowiódł bowiem, iż owe kurczątka Są symbolem kurczów żołądka! Fakt, że Polak się na święta obżera, Że go potem pogotowie zabiera, A czasami to nawet policja, Taka u nas narodowa tradycja! Tak więc...

JAGIENKA I ORZECHY

Żyła raz jedna panienka Która zwała się Jagienka; Wiele z niej było pociechy, Bo tłukła pupą orzechy. Opisał ją, że jest taka, Sam pan Sienkiewicz w Krzyżakach. Wpierw żyła w cnocie jak mniszka, A potem wyszła za Zbyszka. I wiodło im się chędogo, Chociaż, niestety, ubogo, Bo się pokończyły wojny, Zaczął się okres spokojny, A rycerz - rzecz znana wszędzie - Żyje z tego, co zdobędzie. Ruszył więc Zbyszko konceptem I wpadł na taką receptę: Przywiesił na bramie druczek, Że tu się orzechy tłucze I od każdego orzecha Zgarniał taryfę do miecha. Laskowy orzech maleńki To nie problem dla Jagienki; Mogła za jednym przysiadem. Stłuc całe pół kilo zadem, A gdy dorwała fistaszka Zostawała z niego kaszka. Niewiele też większej troski Przysparzał jej orzech włoski. Aż raz przybył jakiś młokos, Przywożąc z Afryki kokos, I zwrócił się do Jagusi, Że mu tę rzecz roztłuc musi. Spłoniła się żwawa młódka, Wzięła dech, napięła udka, Pomodliła się przelotnie I w ten kokos jak nie grzmotnie! Niestety twarda s...

BALLADA O TRZĘSĄCYCH SIĘ PORTKACH

Posłuchajcie, o dziatki, Bardzo ślicznej balladki. Był sobie pewien pan, Na twarzy kwaśny i wklęsły, Miał portek z piętnaście par , A może szesnaście I wszystkie mu się trzęsły. Włoży szare: jak w febrze; Włoży granatowe: też; Od ślubu: jeszcze lepsze! Marengo: wzdłuż i wszerz. Krótko mówiąc, w którekolwiek portki Kończyny dolne wtykał, To trzęsły mu się one Jak nie przymierzając osika. W ten sposób, przez trzęsienie, Pan żywot miał bardzo lichy, Bo wszędzie, gdzie wszedł, zdziwienie, A potem śmichy i chichy. W końcu babcia czy ciocia, Już nie pamiętam, kto - Powiedziała do tego pana: "Chłopcze, ty uschniesz, bo Nad portek sprawą przedziwną Wylałeś trzy morza łez, A znowu nie jest tak zimno, Więc spróbuj chodzić bez. Toć są materiały urocze. Toć są, kochanie. Toć. Ty kup sobie jakiś szlafroczek I w tym szlafroczku chodź. Lub od razu na zadek Kup sobie spódnic troszkę, A na wszelki wypadek Parasolkę. I broszkę; Też innych rzeczy mnóstwo, Kociackie ochędóstwo, Rzęsy z drut...

NA DRUGĄ NÓŻKĘ (Mrówka)

Nim wypijemy na drugą nóżkę To ja opowiem o pewnej mrówce Co w świat ruszyła by szukać pary A tu na drodze szerokie tory Mróweczka mała a tor szeroki Ani go obejść ani przeskoczyć Gdy jedną szynę już pokonała Siadła na podkład i dech łapała A przekraczając tą drugą szynę Na torach widzi wielką maszynę Już chciała uciec, lecz nie zdążyła I swój tyłeczek piękny straciła Po swój tyłeczek wrócić się muszę No bo bez niego, dalej nie ruszę Próżna by była cała wycieczka A któż mnie weźmie, gdym bez tyłeczka Ledwie z powrotem wlazła na szynę To miała pecha znów pod maszynę Nie przekroczyła nawet połowę I pod pociągiem straciła głowę Wypijmy za to na drugą nogę Mając na względzie mrówkę niebogę Gdy będziem szukać drugiej połowy Dla żadnej dupki nie traćmy głowy! Tomasz Tyszka