Peregrynacje szpitalne
Przychodzi taki czas, że każdy z nas, musi znaleźć się tam, gdzie nie koniecznie chce się nam. Ale cóż. Czy chcesz czy nie, trzeba iść tam, zwłaszcza, gdy zdrowie dopieka nam. Więc w drodze po zdrowie, pałętam się od kilku dni po szpitalnych korytarzach, gdzie tłumaczą mi, że należy zmówić pacierze i cieszyć się, iż nie leżę. Ku pokrzepieniu zdrowia biorę to i owo, by wyjść na zdrowo, toteż na nocki i posiłki wracam do domu. Wstaję rano i znów w koło Maciej to samo – szpital, kolejka, badania, wskazania, apteka, itp. Jutro, jak dobrze pójdzie i zleci, będzie szpitala dzień trzeci, i może wypiszą zdrowego już człeka do domu, niech spokojnie w nim siedzi, i nie labiedzi. A z NFZ biurokrata (jest ich w nim wielu – wszyscy srodzy, nadęci i źli) zasili kasę szpitala za pacjenta, który tak, jakby był w nim…, aż trzy zwykłe dni. Taki to nowatorski pomysł, ktoś wynalazł i zlecił do korzystania. A co - niech szpital ma luz i spokój z łażeniem pacjenta – więc nie musi...