"To Kaczyński wymyślił system drugich pensji", czyli nagród
Od paru dni Polska huczy tematyką pieniędzy, którymi obraca i kręci na nich, jakby prywatne i polityczne lody, rządząca PiS. Zaczęło się od nieszczęsnych dla partii prezesa Kaczyńskiego i Beaty Szydło, premii. Jako była premier w 2018 rozdawała ministrom ogromne premie, nazywane i argumentowane chytrze "Za ciężką pracę", na łączną kwotę opiewaną na 2,1 mln złotych. Żeby odbić piłeczkę kompromitacji, gdy gwałtownie zaczęły spadać słupki poparcia PiS, Jarosław Kaczyński – wybitny strateg – zwołał w trybie natychmiastowym do stolicy, konwencję swoich przedstawicieli z terenu, aby gromko oznajmić im i Polakom, że to co się stało, w istocie nic takiego, a wspaniałe PiS ma być partią "czystych rąk". Wkrótce wyszło na jaw i strzeliło, jak piorun z jasnego nieba, że jeden z wybitniejszych ministrów partii "czystych rąk", rozporządzał w swoim "gospodarstwie" resortowym także milionami, którymi obdarzał kolegów "najbiedniejszych...