Danina solidarnościowa zamiast podatków
W języku polskim jak w każdym innym, słowa mają swoje zamienniki, tzw. synonimy. Ale są dziś również zamienniki w polityce, nie synonimy. Po ogłoszeniu przez premiera Morawieckiego, przed kamerami telewizji i mikrofonami radia, że dla zaspokojenia żądań osób niepełnosprawnych i ich rodzin, będzie niezbędna konieczność uruchomienia przez rząd "daniny solidarnościowej". To jasne, bo pieniędzy nie ma w kasie państwa. Wielu z nas dostrzegło, w tych dwóch dziwnych słowach, coś najgorszego. Jedni mówili o podłej żebraninie sytego rządu, inni o dzieleniu Polaków na lepszych, gorszych i złych, a jeszcze inni – jak biskup Pieronek – wezwali niepełnosprawnych z rodzicami, aby nie opuszczali Sejmu. Wkrótce "danina solidarnościowa" przyjęła kolejne nowe oblicze i zaczęła się rozmnażać metodą pączkowania. Teraz wiemy już, że różne odmiany dodatków typu "500 plus" czy nieco mniejszych, jak "300 plus", to nic innego, jak właśnie ukryta n...