"Co Duda i Macierewicz powiedzieli między wierszami?"
Jest sporo polemik, żali i pretensji [Analiza eksperta]. Prezydent Andrzej Duda wygłosił orędzie, jakby chciał zdjąć z Sejmu "klątwę nienawiści". To tak, jak kilka lat temu, Ewa Kopacz apelował o podanie sobie rąk. Przekazanie sobie znaku pokoju, w polskiej polityce oznacza, jednak rozpoznanie wroga i jeszcze więcej wojny. A o to zadbał już dość dobrze, marszałek senior Antoni Macierewicz, który wygłosił felieton, jak w mediach o. Tadeusza Rydzyka. Co ciekawe, w obu mowach, aż iskrzyło się od zajadłych i zaszytych polemik, wzajemnych pretensji i złośliwości. Zacznijmy od Andrzeja Dudy. Prezydent, na pierwszy rzut oka, w zasadzie nie powiedział nic, poza "dziękuję" dla wyborców i kazaniem dla polityków, by się nie żarli w Sejmie, bo wyborcy tego nie lubią, a podparł to jeszcze cytatami z Jana Pawła II i Tadeusza Mazowieckiego. Przemówienie nie było ani konkretne, ani zbyt jasne. Duda mógłby się uczyć od Komorowskiego konkretności. Mowa Andrzeja Dudy była jednocześnie...