BALLADA O TRZĘSĄCYCH SIĘ PORTKACH
Posłuchajcie, o dziatki, Bardzo ślicznej balladki. Był sobie pewien pan, Na twarzy kwaśny i wklęsły, Miał portek z piętnaście par , A może szesnaście I wszystkie mu się trzęsły. Włoży szare: jak w febrze; Włoży granatowe: też; Od ślubu: jeszcze lepsze! Marengo: wzdłuż i wszerz. Krótko mówiąc, w którekolwiek portki Kończyny dolne wtykał, To trzęsły mu się one Jak nie przymierzając osika. W ten sposób, przez trzęsienie, Pan żywot miał bardzo lichy, Bo wszędzie, gdzie wszedł, zdziwienie, A potem śmichy i chichy. W końcu babcia czy ciocia, Już nie pamiętam, kto - Powiedziała do tego pana: "Chłopcze, ty uschniesz, bo Nad portek sprawą przedziwną Wylałeś trzy morza łez, A znowu nie jest tak zimno, Więc spróbuj chodzić bez. Toć są materiały urocze. Toć są, kochanie. Toć. Ty kup sobie jakiś szlafroczek I w tym szlafroczku chodź. Lub od razu na zadek Kup sobie spódnic troszkę, A na wszelki wypadek Parasolkę. I broszkę; Też innych rzeczy mnóstwo, Kociackie ochędóstwo, Rzęsy z drut...