Posty

ZACHODNIA KULTURA

Pamiętam te czasy, gdy kiedyś za młodu Wciąż mi się marzyła kultura zachodu I wszystko, co nasze to szare przyziemne A to, co zachodnie to piękne, przyjemne I człowiek wciąż czekał i marzył tak skrycie Że ustrój się zmieni to zmieni się życie A gdym doczekali to jak mam być szczery Wpierw było do luftu, a dziś do cholery Choć dawniej to w kraju wciąż była robota Lecz wszystko na wschód i stąd ta tęsknota Że zachód nas przejmie i kasę wyłoży Gospodarkę rozkręci i żyć dopomoże Och złudne jak bardzo to były marzenia Wciąż pojąć nie mogę nie do uwierzenia Bo dzisiaj cwaniacy, co siedzą przy żłobie Nasz cały majątek zgarnęli ku sobie I im dzisiaj dobrze to widać jest przecie A my się tułamy za chlebem po świecie Z przymusu zwiedzamy te obce nam kraje Zachodnią kulturę, zachodnie zwyczaje I nadal marzymy, że kiedyś się zmieni Wrócimy do domu, co w Polskiej jest ziemi Nie dla nas ich obce zwyczaje, kultura Bo my są Polacy, w nas Polska natura Te czasy poniżeń przecierpieć tu trzeba By w...

ROZMOWA INTELEKTUALNA

Ty nie mów do mnie darling, honey, Ty nie porównuj mnie z ruczajem, Ty mnie fasolki zrób duszonej, Niechże się raz do syta najem! Drugiego dna ty mi na silę Nie wmawiaj, bo dostaję kolki. Już tyle razy cię prosiłem, Ty mnie duszonej zrób fasolki. Tak, kocham Kafkę i Rilkego, I owszem, Joyce'a też doceniam. Ale ty powiedz mi, dlaczego Się nie zabierasz do pichcenia? Owszem, Karpowicz się zazębia Z Goethem, Bizetem i Petrarką, Ale już przestań mnie pogłębiać, Ożeż ty jakaś pogłębiarko! Że co? Wyrażam się niejasno? Nie czytaj mi fragmentów Manna! Ty mi fasolki zrób na kwaśno, Czy mam cię błagać na kolanach??? Przestań mi tu wyjeżdżać z Griegiem, Znam wszystkie gamy i bemole. I owszem, jestem inteligent, Lecz mam apetyt na fasolę!!! Patrz, ja całuję ciebie w czółko, Ba, nawet ci całuję ręce, Mów ty o Griegu z przyjaciółką, A mnie fasolkę zrób naprędce. Ja wiem, że w tobie uczuć gamy Dźwięczą jak w każdej dobrej Polce, Więc się umówmy: Pogadamy, Ale dopiero po fasolce!!! Andrzej Wa...

ODSZEDŁ NA ZAWSZE

Motto: Westchnij polityku, i uroń łzy. Bardzo żałuję, że to nie ty. (R. Brudziński) Zaczynał skromnie na pól zagonach. Harował jak wół w dopingu. Myślał jedynie o pługu, siewniku, bronach, Nikomu nie wadził; dobrze se radził. Wcześniej wrogów po zębach prał w ringu. Był silny jak bokser, twardy jak heban, Walczył o swoje na polu, w pegeerze. Potem była dziejowa potrzeba, Więc stanął w obronie słabych. Słabym wszak pomóc wypada, należy. Wychodził na drogi. Wzywał do blokad. Rolnicy za nim sznurem jechali. Rolników bronił jak kurcząt, kwoka. Zgodnie z ideą: Tak być nie może, dalej! To było hasło drogowych blokad. Płonęły opony, strzelały petardy, Policja także strzelała. Rolnicy mieli "Samoobronę". A rząd miał, Balcerowicza. Gdy na blokadzie krew się polała, Kto strzelił w oko rolnika, to tajemnica. Biegły wypadki, "Samoobrona" krzepła, Przywódca rósł w siłę. Gdy trafił do Sejmu, Nie był łagodny, ni chwili. Przed kamerami, uśmiechnięty, Prosty w języku, miły. Cz...

BLIŹNIACZE RYMOWANKI

  Natura marzeń   Natura nie była im szczodra. Urośli zaledwie do biodra. Lecz jako krasnale, Wysoko mierzyli: Jeden na króla, Drugi na cesarza. I jak to rzadko bywa, Każdy na wszystko się obrażał, Zwłaszcza, kiedy przegrywał. Na intryg fali się bujali, Bracia zadziorni, przekorni, mali - P arli do przodu, Podobno dla dobra narodu. Wśród dziwactw wielu, Po trupach szli do celu. I tak, jak alpinistom się zdarza: Na szczytach wszystko stracili; Jeden w lesie smoleńskim, Drugi na egipskich plażach. (S. Cybruch)     Dwaj bracia   Dwaj bracia z charakterem, Jako dzieci, Chcieli na księżyc polecieć. A, że żaden nie był pilotem, Księżyc ukradli. A potem? Potem Jeden natrętnie latał samolotem, Jak w transie, Drugi, nie. Bał się. Bał się śmierci i grobu. Ktoś nazwał kurduplami, obu. (S. Cybruch)     Pechowiec   Jątrzy, oskarża,grozi, Z miną kwaśną jak cytryna, Na Tusku się wozi. Wsparty na Jolce, Beatce, Mariuszu, Adasiu, Zbychu; Stracił impet w Biedronce,...

Pycha pana Zbycha

Ziobro odkrył Amerykę! Sprawa iście niebywała Bo podobno jakaś baba Doktorowi w łapę dała.   Jest afera nie z tej ziemi Szok, sensacja, poruszenie Jupitery, konferencje I powszechne oburzenie.   Ministrowi słów brakuje Jak dojść mogło do tej sprawy Jak mógł lekarz wziąć łapówkę Koniak, czy też paczkę kawy.   CBA aż puchnie z dumy Szampan leje się z butelki Bo jest w końcu pierwszy sukces I od razu – taki wielki.   Ordynator został skuty Jak gwałciciel lub morderca W dniu Świętego Walentego Bo on specem jest od serca.   Teraz biedak przekonuje Że życiorys ma on czysty A w kopertach to jedynie Od pacjentów były listy.   Śmiech wywołał Pan Minister I żałosną irytację Kiedy z rzeczy oczywistych Chciał uczynić on sensację.   Z nieskrywaną satysfakcją W reflektorów pełnym blasku Popadł w samouwielbienie Pod publiczkę - dla poklasku.   Strach pomyśleć co za jazda Będzie wtedy i brawura Kiedy uda się pyszałkom Skuć Stokłosę i Mazura.   Strach p...

Sekrety oczeretów

(bajka dla dorosłych dzieci)   Zmierzch zapada, księżyc świeci - nim spać pójdą duże dzieci, zdradzę kilka im sekretów, jak być panem oczeretów.   Na jeziorze, w oczeretach, mieszkał kaczor o zaletach, jakich dotąd nie posiadał nikt, kto tym jeziorem władał.   Ryby, raki, ptactwo wodne, ustaliły, że wygodne będzie życie w tym jeziorze, jeśli kaczor im pomoże.   - Taki pomysł jest niedobry! - wykrzyknęły stare bobry. - On w uczuciach jest niestały! lecz ich ptaki przekrzyczały.   Kaczor wiele im przyrzekał, długo i cierpliwie czekał, obiecywał wszystko, wszędzie i rozmyślał o urzędzie.   Gdy zaś urząd obejmował, wypowiedział groźne słowa: - Nie będziecie już rządzili! Kto tak myśli, to się myli!   Szybko zawarł na jeziorze pakt z miętusem i węgorzem, co zdawało się zdradliwe, oraz całkiem niemożliwe.   Zniesmaczona żaba skrzeczy: - Mówił o nich brzydkie rzeczy, a szczególnie o węgorzu że spłodzony został w morzu!   Kaczor wielkim był raptusem,...

Na horyzoncie burze (satyra)

Satyra – gatunek literacki lub publicystyczny, wywodzący się ze starożytności; ośmiesza i piętnuje wady ludzkie, poglądy, obyczaje, stosunki społeczne i polityczne, ale nie proponuje żadnych pozytywnych rozwiązań.   W kosmosie wielkie poruszenie. Gorąc zaczyna bić z ziemi i nieba, Zieleń strzeliła listkami, Klomby zakwitły kwiatami. Czy latoś będzie więcej chleba? A po wyborach coś się zmieni? Czy Donald się w złości zazieleni? Jarek się w szczęściu rozpromieni? Czy rok ten, jak ony, się powtórzy? Nie. Na horyzoncie widać burze. Policja z wolna rozbija kiboli, Mieszają się partyjne drogi. Grzesia, Bartek już nie boli. Bartek ministra złapał za nogi. Michał chce być dyplomatą, Robert Wu, po stokroć, posłem. Jacek przytnie skrzydła powiatom, Janusz zostanie do końca matoł.   Czy rok bieżący dobrze wróży? Nie. Na horyzoncie widać burze.   Joasia skleja desant z mozołem, Platforma zbiera plewy z pośladu. Jarek jak wleciał w smoleńską smołę, Perpetum mobile wciąż gadu, g...