Posty

REZULTAT INDAGACJI

W pokoiku z balkonem Dreptak bada swą żonę, Ponieważ jej nie wierzy. Szczególnie że ta żona Wróciła pogryziona I w potarganej odzieży. I stała cała w pąsach, A on w krzyk: - Kto cię pokąsał? Może powiesz, że pchły? Serce zamarło w żonie I powiada: - Zenonie, Ta żeż to przecież ty! I dalejże mu wmawiać, I pod oczy podstawiać Owe spore enklawy. Dalej tłumaczyć, mierzyć Aż Dreptak zaczął wierzyć, Ze jeszcze taki żwawy... I zaraz się harnasiem Poczuł, i jął przy pasie Niechcący szukać szabli. Ręką po wąsach błądził: - Ale żem cię urządził, A niech mnie wszyscy diabli! I odtąd się na nowo Apiać stał Casanową I cholernym gryzoniem. I uwierzył w swe wdzięki I proszę, wszystko dzięki Jego poczciwej żonie! Inna by się do zdrady przyznała, i do zwad By doszło, i do tragedii. I Ziutkowi z vis-a-vis Dreptak by nos rozkrwawił, A to przecież kwestia strategii. Więc swoim żonom wierzymy, Ich urodą się cieszymy Oraz swoim niezwykłym wigorem. Tobie też radzę, bracie: Nigdy we własnej chacie Nie bądź pr...

BO TO POLSKA WŁAŚNIE

Dawnymi czasy różnie bywało, było siermiężnie i przaśnie. Dzisiaj Polakom ciągle za mało... - niestety, to Polska właśnie. Jeśli się komuś w życiu powiedzie, sąsiad z zawiści nie zaśnie i wszystko zrobi by ten gnił w biedzie... - niestety, to Polska właśnie. Cieszy się rodak, gdy ktoś ze szczytu, spadając o glebę plaśnie. Inni nie mogą mieć dobrobytu... - niestety, to Polska właśnie. Brak dzisiaj rozmów oraz dialogów, jedynie kłótnie i waśnie. Zamiast przyjaciół szuka się wrogów... - niestety, to Polska właśnie. Babcię za kradzież masła (gdy wpadnie), Temida wyrokiem chlaśnie. Cwaniak bezkarnie miliony kradnie... - niestety, to Polska właśnie. Brat swego brata zadenuncjuje, i wyrokowi przyklaśnie. Miernota, talent lepszych opluje... - niestety, to Polska właśnie. Anonimowym swym komentarzem, z błędami idiota draśnie. Grafoman w necie dziś jest pisarzem... - niestety, to Polska właśnie. Dawne życzenie: "moc pomyślności", brzmi teraz: "niech piorun trzaśnie". Wszędzie...

PCHACZE

Można płakać lub się śmiać, lecz musimy wciąż się pchać! W dzień i w nocy, jawnie, skrycie, pchamy się przez całe życie. Gdy nas rodzą własne mamy już się wtedy na świat pchamy! W niemowlęctwie, ważnym w skutkach pchamy się do mamy sutka. Gdy wyrosłeś z niemowlęcia i w pieluchy przestałeś srać w mamy pchałeś się objęcia, aby strachów mniej się bać. Kiedyś w szkolnej ławie zasiadł pchałeś palec w nos, głuptasie. Na maturze z chęci szczerej też się pchałeś w... tylny szereg, by komisja nie poznała, żeś jest całkiem durna pała. Kiedy stałeś się dorosły i wąs z brodą ci urosły, gdzieś nie spojrzał, kurza mać, człek się wszędzie musiał pchać! Czy na dniówkę, czy na akord każdy bidę pchał jednako. Tylko ci, co w krawacie pilnowali, jak wy pchacie. Przed sklepami tłok i płacz, gdy "rzucili" mięsa ćwiartkę więc w kolejce stawał "stacz", a tyś szykował mięsne kartki. Mało kto już dziś pamięta, To jak stali stacze-pchacze za klienta. Gdyś ożenił się z wybranką też czekał...

ŚMIGUS-DYNGUS

Gdy zakwilą ranne ptaszki w drzwi zastuka poniedziałek zaczną się z wodą igraszki potrwają godziny całe Dzisiaj miarka się przeleje przez psikawki i wiaderka raz do roku tak się dzieje prym wiedzie wody butelka śmigus-dyngus się nazywa obrzęd ten co roku kusi i każda istota żywa trochę oblana być musi dżentelmen z perfum flakonem zaczai się gdzieś cichutko pokropi panią z fasonem zrobi się jej milutko lecz też i tacy bywają ostatnio często się zdarza co wiadrem całym chlustają to przeziębieniem zagraża więc postępujmy z umiarem w ten poniedziałek lany bo nie jest żadną karą ten obrzęd oczekiwany a jest też tak czasami gdy chmurzą się niebiosa że zamiast wiaderkami deszcz leje z ukosa w każdej fajnej postaci świąteczne polewanie tradycja wiele znaczy i niech już tak zostanie. Autorka: Lucyna Mróz-Cieślik

TEORIA WIELKANOCNEGO ZAJĄCZKA

Zawsze się mieszam i plączę, Gdy syn mój dowiedzieć chce się, Skąd się świąteczny zajączek Wziął w wielkanocnym okresie. Skąd przez makowce, pisanki, Babki, rzeżuchy sękacze, Kurczęta, palmy, baranki, Zając kłapouch skacze. O, długo tłumaczyć bym musiał, Ze wstydem i z wypiekami, Że zając to symbol tatusia Na parę dni przed świętami. Że biedny, że wystraszony, Że zagoniony, jak zając Ucieka spod ręki żony Po mieście kulawo kicając. Czy ze zmęczenia się słania I czasem przykuca na słonku, Bo się go z domku wygania, Bo tatko przeszkadza w domku. Bo pod nogami się pęta, Bo mak wyżera z donicy, "Więc kiedy nadchodzą święta, To tatuś jest na ulicy. Dostaje tam od mamusi W łapkę z 20 złotych... I to mu wystarczyć musi Na kino, palenie i koty. Na jezdni i po chodniku, Na rynku i przed sklepami Mnóstwo nieszczęsnych samczyków Łazi smutnymi stadami. I żeby sobie dowieść, Że oni rządzą tym krajem, Co chwilę ci smutni panowie Się tytułują nawza...

WIELKANOCNE KURCZĘTA

Trwają długie debaty nocne Skąd się wzięło kurczę wielkanocne? Skąd ta ledwie co wykluta kurk Przy święconem stroszy żółte piórka? Może to jest oznaka dla ludzi Że już wiosna, że przyroda się budzi? Może kura nam zrobiła niespodziankę, Bo o tydzień przenosiła pisankę? Może to piszczące maleństwo Wieści żółte niebezpieczeństwo? Może to są rezultaty twórcze Nazbyt częstych okrzyków "O kurcze"? Ja rozumiem, baranek, zajączek, Ale czemu kurczę się tu plącze? Tu rzeżuchę uszczknie, lub wątróbkę, tam na czysty obrus zrobi kupkę, Chce pić wodę, trafia na żubrówkę, Potem łapką się trzyma za główkę, I przewraca się po stolikach Ptak z gatunku gallus domestica, Niewyraźny etymologicznie, Podejrzany ideologicznie. Aż dopiero pan profesor Dreptak Pierwsze ścieżki w tej dziedzinie przedeptał, Dowiódł bowiem, iż owe kurczątka Są symbolem kurczów żołądka! Fakt, że Polak się na święta obżera, Że go potem pogotowie zabiera, A czasami to nawet policja, Taka u nas narodowa tradycja! Tak więc...

JAGIENKA I ORZECHY

Żyła raz jedna panienka Która zwała się Jagienka; Wiele z niej było pociechy, Bo tłukła pupą orzechy. Opisał ją, że jest taka, Sam pan Sienkiewicz w Krzyżakach. Wpierw żyła w cnocie jak mniszka, A potem wyszła za Zbyszka. I wiodło im się chędogo, Chociaż, niestety, ubogo, Bo się pokończyły wojny, Zaczął się okres spokojny, A rycerz - rzecz znana wszędzie - Żyje z tego, co zdobędzie. Ruszył więc Zbyszko konceptem I wpadł na taką receptę: Przywiesił na bramie druczek, Że tu się orzechy tłucze I od każdego orzecha Zgarniał taryfę do miecha. Laskowy orzech maleńki To nie problem dla Jagienki; Mogła za jednym przysiadem. Stłuc całe pół kilo zadem, A gdy dorwała fistaszka Zostawała z niego kaszka. Niewiele też większej troski Przysparzał jej orzech włoski. Aż raz przybył jakiś młokos, Przywożąc z Afryki kokos, I zwrócił się do Jagusi, Że mu tę rzecz roztłuc musi. Spłoniła się żwawa młódka, Wzięła dech, napięła udka, Pomodliła się przelotnie I w ten kokos jak nie grzmotnie! Niestety twarda s...