"Spowiedź ministra Łukasza Szumowskiego"
"Tylko w money.pl ujawnia informacje o nieudanym biznesie żony, dotacjach dla brata i zakupie maseczek".
- Jestem gotowy na przesłuchanie. Chcę, żeby śledczy szybko przesłuchali mnie i mojego brata - mówi money.pl minister zdrowia Łukasz Szumowski.
I pyta, gdzie jest granica absurdu: czy żona lekarka nie może pracować, a biotechnologię "trzeba zamknąć", bo działa tam jego brat? - Nawet mnie bawi to szukanie haków. Nie jestem tchórzem, nie odejdę - podkreśla.
Łukasz Szumowski w rozmowie z money.pl tłumaczy się z biznesów brata i żony. Wyjaśnia niedoszłą współpracę z... aresztowanym biznesmenem.
Mateusz Ratajczak, money.pl: Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale mam pół miliona maseczek filtrujących do sprzedania.
Łukasz Szumowski, Minister Zdrowia: Kupuję.
Pan żartuje.
Zupełnie nie. Jeżeli są to maski filtrujące, o odpowiedniej klasie, to może je pan sprzedać, nie tylko polskiemu Ministerstwu Zdrowia. Może je pan sprzedać na całym świecie. Każdy zechce szybko kupić, a część przyniesie nawet pieniądze w walizce.
W ten sposób straciliśmy swego czasu jedną partię sprzętu, podebraną już na lotnisku. Płatność w gotówce wystarczyła, by to inny kraj dostał tę konkretną dostawę.
I to wcale nie jest wyjątkowa sytuacja, mamy takich doświadczeń więcej. Wszyscy w połowie marca kupowali każdą liczbę masek. My też.
I wziąłby pan ode mnie? Tak z marszu?
Wziąłbym.
Tak samo jak od instruktora narciarstwa?
A czym maseczki kupione od instruktora narciarstwa, który jest pośrednikiem, różnią się od maseczek od dziennikarza, który zechciał być pośrednikiem? I jedne, i drugie najprawdopodobniej pochodzą z Chin.
Jeżeli spełniają normy medyczne, to dla mnie jest to po prostu sprzęt zabezpieczający życie. I nie ma znaczenia, kto go dostarczył. W tej chwili na rynku nie ma maseczek filtrujących o wysokiej i potwierdzonej klasie filtrowania.
A ja bym chciał mieć w magazynie od 5 do 10 mln sztuk. Nie mam. Więc kupujemy, gdzie się da.
I w efekcie wzięliście też maseczki od pana znajomego. I to za pośrednictwem pana brata.
To nie jest mój przyjaciel. I nie jest to też przyjaciel mojego brata. To człowiek, który uczył nas jeździć na nartach i który organizował obozy sportowe. Nie ma i nie było żadnej bliskiej relacji. Od lat się z nim nie widziałem, wbrew temu, co sugerują niektóre media.
Do ostatniego kontaktu miało dojść w styczniu, na charytatywnej imprezie w górach. Był na niej zresztą też prezydent Andrzej Duda.
To bzdura. Nie było ani spotkań, ani rozmów.
I to samo powie pan śledczym, którzy będą analizować sprawę?
Powiem więcej. Chciałbym, żeby do przesłuchań w tej sprawie doszło jak najszybciej. Chciałbym, aby sprawa była wyjaśniana błyskawicznie. Jestem gotowy złożyć zeznania, mój brat jest gotowy złożyć zeznania, wiceminister Janusz Cieszyński też.
I każdy urzędnik Ministerstwa Zdrowia, który może pomóc wyjaśnić tę sprawę. To my jesteśmy poszkodowani, a nie my komuś zaszkodziliśmy.
"To nie jest mój przyjaciel"
Mówi pan, że Łukasz G. nie był przyjacielem. Numer do brata ministra zdrowia - Marcina Szumowskiego - jednak miał. I z niego skorzystał.
Miał, bo przecież się z nim kontaktowaliśmy przy uzgadnianiu treningów. Miał od nas wiadomości SMS z propozycjami godzin wyjścia na stok. Mój numer telefonu mają też na przykład byli pacjenci. Samo posiadanie numeru nic nie znaczy.
Mam opowiedzieć panu, jak wyglądała ta sytuacja z mojej perspektywy?
Po to tutaj jestem.
Więcej - https://www.money.pl/…/spowiedz-lukasza-szumowskiego-tylko-…
Źródło: money.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
- Jestem gotowy na przesłuchanie. Chcę, żeby śledczy szybko przesłuchali mnie i mojego brata - mówi money.pl minister zdrowia Łukasz Szumowski.
I pyta, gdzie jest granica absurdu: czy żona lekarka nie może pracować, a biotechnologię "trzeba zamknąć", bo działa tam jego brat? - Nawet mnie bawi to szukanie haków. Nie jestem tchórzem, nie odejdę - podkreśla.
Łukasz Szumowski w rozmowie z money.pl tłumaczy się z biznesów brata i żony. Wyjaśnia niedoszłą współpracę z... aresztowanym biznesmenem.
Mateusz Ratajczak, money.pl: Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale mam pół miliona maseczek filtrujących do sprzedania.
Łukasz Szumowski, Minister Zdrowia: Kupuję.
Pan żartuje.
Zupełnie nie. Jeżeli są to maski filtrujące, o odpowiedniej klasie, to może je pan sprzedać, nie tylko polskiemu Ministerstwu Zdrowia. Może je pan sprzedać na całym świecie. Każdy zechce szybko kupić, a część przyniesie nawet pieniądze w walizce.
W ten sposób straciliśmy swego czasu jedną partię sprzętu, podebraną już na lotnisku. Płatność w gotówce wystarczyła, by to inny kraj dostał tę konkretną dostawę.
I to wcale nie jest wyjątkowa sytuacja, mamy takich doświadczeń więcej. Wszyscy w połowie marca kupowali każdą liczbę masek. My też.
I wziąłby pan ode mnie? Tak z marszu?
Wziąłbym.
Tak samo jak od instruktora narciarstwa?
A czym maseczki kupione od instruktora narciarstwa, który jest pośrednikiem, różnią się od maseczek od dziennikarza, który zechciał być pośrednikiem? I jedne, i drugie najprawdopodobniej pochodzą z Chin.
Jeżeli spełniają normy medyczne, to dla mnie jest to po prostu sprzęt zabezpieczający życie. I nie ma znaczenia, kto go dostarczył. W tej chwili na rynku nie ma maseczek filtrujących o wysokiej i potwierdzonej klasie filtrowania.
A ja bym chciał mieć w magazynie od 5 do 10 mln sztuk. Nie mam. Więc kupujemy, gdzie się da.
I w efekcie wzięliście też maseczki od pana znajomego. I to za pośrednictwem pana brata.
To nie jest mój przyjaciel. I nie jest to też przyjaciel mojego brata. To człowiek, który uczył nas jeździć na nartach i który organizował obozy sportowe. Nie ma i nie było żadnej bliskiej relacji. Od lat się z nim nie widziałem, wbrew temu, co sugerują niektóre media.
Do ostatniego kontaktu miało dojść w styczniu, na charytatywnej imprezie w górach. Był na niej zresztą też prezydent Andrzej Duda.
To bzdura. Nie było ani spotkań, ani rozmów.
I to samo powie pan śledczym, którzy będą analizować sprawę?
Powiem więcej. Chciałbym, żeby do przesłuchań w tej sprawie doszło jak najszybciej. Chciałbym, aby sprawa była wyjaśniana błyskawicznie. Jestem gotowy złożyć zeznania, mój brat jest gotowy złożyć zeznania, wiceminister Janusz Cieszyński też.
I każdy urzędnik Ministerstwa Zdrowia, który może pomóc wyjaśnić tę sprawę. To my jesteśmy poszkodowani, a nie my komuś zaszkodziliśmy.
"To nie jest mój przyjaciel"
Mówi pan, że Łukasz G. nie był przyjacielem. Numer do brata ministra zdrowia - Marcina Szumowskiego - jednak miał. I z niego skorzystał.
Miał, bo przecież się z nim kontaktowaliśmy przy uzgadnianiu treningów. Miał od nas wiadomości SMS z propozycjami godzin wyjścia na stok. Mój numer telefonu mają też na przykład byli pacjenci. Samo posiadanie numeru nic nie znaczy.
Mam opowiedzieć panu, jak wyglądała ta sytuacja z mojej perspektywy?
Po to tutaj jestem.
Więcej - https://www.money.pl/…/spowiedz-lukasza-szumowskiego-tylko-…
Źródło: money.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz