"PiS nie było w takiej defensywie od lat"

"Czy konwencja Dudy przebije palec Lichockiej?"

Dziś, 15 lutego 2020 roku, oficjalnie wystartowała, kampania wyborcza Andrzeja Dudy. Czy była to dobra inauguracja?

Wydarzenie miało miejsce w warszawskiej hali Expo. Od strony technicznej konwencja była zorganizowana bardzo profesjonalnie. Bardziej irytować mogła warstwa treści.

"Ostoja prawa"?

Decyzję Rady Politycznej PiS o tym, kogo poprzeć w kolejnych wyborach prezydenckich, ogłosił sam Jarosław Kaczyński. Zaskoczenia nie było.

– Andrzej Duda nie jest karierowiczem. Nie zabiegał o zaszczyty – zarekomendował prezydenta lider PiS.

Dodał, że "jego potencjał dostrzegli [wcześniej] inni". Chodziło oczywiście o Lecha Kaczyńskiego, z którym obecna głowa państwa, współpracowała.

Kaczyński przywołał też chwile z kwietnia 2010 r., gdy Duda nie chciał przekazać ludziom z PO,  dokumentów o potwierdzeniu śmierci Lecha Kaczyńskiego. Bo nie znaleziono jeszcze ciała ówczesnego prezydenta (opóźniło to zdobycie władzy Bronisławowi Komorowskiemu, ówczesnemu marszałkowi Sejmu).

W dalszej części wypowiedzi, opisał kolejne lata kariery obecnego kandydata, a potem jego prezydenturę.

Wszystko otoczył mgiełką niejako teorii spiskowych. Ponownie dowiedzieliśmy się o jakiś zagranicznych siłach, które złorzeczą Polsce i próbach "zamachu stanu" ze strony opozycji.

W kontekście polityki PiS, dotyczącej sądów, irytować musiało nazwanie Dudy "ostoją prawa" w Polsce.

– Moglibyśmy tylko marzyć o takim kandydacie jak Andrzej Duda. Ale nie musimy marzyć… – spuentował Kaczyński.

Ogólnie w jego wypowiedzi stale powracała kwestia tego, że Duda jest "kandydatem marzeń" i PiS w ogóle nie rozważał nikogo innego do tej roli.

Duda zapoczątkował "wielką zmianę"

Po liderze PiS, na scenę wkroczył, premier Mateusz Morawiecki. Na tle Kaczyńskiego wypadł blado i sztywno. W swojej wypowiedzi bawił się w m.in. opisy historii alternatywnej. Głośno zastanawiał się, jak mogłaby dziś wyglądać Polska, gdyby jej przeszłość wyglądała inaczej.

W kuriozalny sposób zestawił próby reformy kraju z XVI wieku i potop szwedzki z… elekcją Dudy z 2015 roku.

– Ciarki mnie przechodzą – mówił Morawiecki, opisując swoje doznania, gdy wyobraża sobie nasz kraj, gdyby Duda nie wygrał wyborów, pięć lat temu.

W dalszej części sporo poświęcił działaniom swojego rządu, na siłę "doklejając" do nich prezydenta. Wyliczanka była jasna: Andrzej Duda jest geniuszem na niemal każdym polu.

Po premierze zebrani wysłuchali Beaty Szydło. Tu obyło się bez konkretów. Była premier odegrała w czasie konwencji rolę "fighterki". W niesmaczny sposób atakowała zarówno Małgorzatę Kidawę-Błońską, jak i Władysława Kosiniaka-Kamysza. A pozostałych kandydatów określiła jako "niewiadome".

Przemówienie Dudy

Sam Duda wypadł dość blado. Po pierwsze, zwłaszcza początkowo sprawiał wrażenie spiętego i jakby czytającego z promptera. Zaczął od suchego żartu o tym, że "to już 25 lat, jak Agata wytrzymuje ze mną". Podziękował rodzinie, dziękował przedmówcom i wyborcom sprzed blisko pięciu lat.

Więcej - https://crowdmedia.pl/pis-nie-bylo-w-takiej-defensywie-od-lat-czy-konwencja-dudy-przebije-palec-lichockiej/

Źródło: crowdmedia.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Tabela Czternastej Emerytury 2025"

BYWAJĄ TACY…

PLATFORMA