Roman Giertych przedstawił plan na zwycięstwo opozycji
Roman Giertych, będąc przed laty w polityce, doprowadził do upadku swoją partię Ligę Polskich Rodzin.
Teraz chce być zbawcą opozycji. Radzi, co zrobić, aby wygrać jesienne wybory do polskiego parlamentu.
Dokładną, obszerną analizę na ten temat, zamieścił na Facebooku.
Faktem jest, że w wyborach do Europarlamentu wygrał PiS. Od poprawnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało, zależy los następnych lat Polski.
Jeżeli teraz postawimy złą diagnozę, nie znajdziemy recepty na następne wybory parlamentarne i prezydenckie. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że z serii wyborczej, która się rozpoczęła, wyborami samorządowymi, w których PiS z opozycją zremisował, a per saldo przegrał - wybory europejskie są najmniej ważne. Teraz czas skorygować kurs.
Przyczyny ostatniej porażki są trzy: masowe rozdawnictwo pieniędzy, zamiana TVP w telewizję czysto partyjną oraz gwałtowny skręt w lewo, który się dokonał na opozycji. Ponieważ na pierwsze dwie przyczyny nie można nic poradzić, należy zanalizować przyczynę trzecią.
W moim przekonaniu trzecia jest najpoważniejszą przyczyną porażki i ona tłumaczy, dlaczego mobilizacja po stronie PiS była większa, niż po stronie opozycyjnej - wystarczy zerknąć, gdzie była największa frekwencja.
Od kilku miesięcy propaganda opozycji skręciła gwałtownie w lewo. 9 marca br. pisałem na profilu Facebooka o koszmarnej pomyłce politycznej, którą zrobił prezydent Trzaskowski, podpisując tzw. kartę LGBT.
Abstrahując od dyskusji o charakterze światopoglądowym lub prawniczym jest faktem, że formułowanie takiego pomysłu, aby przymusowo uczyć dzieci o możliwości zmiany płci, zostało to wykorzystane bezwzględnie do zmiany całej narracji wyborczej, z problemów PiS związanych z aferami, na problem światopoglądowy.
Tak PiS zrobił i ta kwestia nie podlega ocenom światopoglądowym, gdyż jest faktem. Od tego momentu nie było dnia, aby TVP nie atakowała opozycji, za skręt w lewo.
Następnie były jeszcze bardziej lewicowe prezentacje, poglądów wiceprezydenta Rabieja, który mówił o konieczności wprowadzenia związków partnerskich i adopcji dzieci, przez takie związki.
To wówczas Jarosław Kaczyński wypowiedział zdanie: "ręce precz od naszych dzieci". Później doszły wypowiedzi części polityków opozycji, które były potwierdzeniem takich lewicowych planów.
Wreszcie mieliśmy bezpośrednie uderzenie w Kościół, w wykonaniu pana Jażdżewskiego, który postanowił się nagłośnić, wykorzystując rolę prezentera.
Na to Kaczyński odpowiedział: "kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę". W samej końcówce kampanii, na godziny przed głosowaniem, opozycja z Gdańska dała się wmanewrować w spektakle o charakterze wręcz bluźnierczym - na Paradzie Równości w Gdańsku.
Co ciekawe - przywódca opozycji - Grzegorz Schetyna zdawał sobie sprawę z konieczności, jak to ujął: "utrzymania kotwicy konserwatywnej". Również Donald Tusk w czasie swoich wystąpień, ani słowem nie zająknął się, o sprawach światopoglądowych. Niestety ci, którzy współtworzyli obraz tej kampanii, razem z nimi nie mieli wyczucia.
Skutek był taki, że opozycja w przekazie publicznym, szła do wyborów z hasłami zbliżonymi do tych, które głosił Janusz Palikot 10 lat temu. Tylko że Palikot walczył o 10 %, a opozycja o 50%.
Złudzenie, że Polacy tak radykalnie zmienili swoje postawy, w ciągu kilku lat prysło wczoraj, jak bańka mydlana.
Czy można to jeszcze odwrócić? Można. Platforma Obywatelska, która jest główną partią opozycji, powinna wrócić do swego programu z czasów, gdy zwyciężała (zresztą program nie zmienił się formalnie do dziś).
Ogólnie, taki zwrot winien sprawy światopoglądowe usunąć, z agendy sporu politycznego albo przedstawiać, zdywersyfikowane stanowiska.
Niech PiS sam sobie próbuje tematy narzucać. Opozycja ma dość afer PiS, aby o nich mówić od rana do wieczora, a nie próbować przy okazji wyborów, prowadzić rewolucję kulturową.
Chyba, że ktoś woli do końca życia żyć, w państwie PiS. Ludzie odebrali te wybory, jako referendum w sprawie Kościoła i zmian obyczajowych. To zmobilizowało ich do masowego udziału. Tymczasem następne wybory muszą być referendum na temat rządów PiS.
Analiza sytuacji w Polsce PiS, po wyborach do Europarlamentu, w wykonaniu Romana Giertych jest godna uwagi. Powinny to przedyskutować gremia polityczne Koalicji Europejskiej i na tej podstawie przyjąć konkretne stanowisko.
Źródło: prawy.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Teraz chce być zbawcą opozycji. Radzi, co zrobić, aby wygrać jesienne wybory do polskiego parlamentu.
Dokładną, obszerną analizę na ten temat, zamieścił na Facebooku.
Faktem jest, że w wyborach do Europarlamentu wygrał PiS. Od poprawnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało, zależy los następnych lat Polski.
Jeżeli teraz postawimy złą diagnozę, nie znajdziemy recepty na następne wybory parlamentarne i prezydenckie. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że z serii wyborczej, która się rozpoczęła, wyborami samorządowymi, w których PiS z opozycją zremisował, a per saldo przegrał - wybory europejskie są najmniej ważne. Teraz czas skorygować kurs.
Przyczyny ostatniej porażki są trzy: masowe rozdawnictwo pieniędzy, zamiana TVP w telewizję czysto partyjną oraz gwałtowny skręt w lewo, który się dokonał na opozycji. Ponieważ na pierwsze dwie przyczyny nie można nic poradzić, należy zanalizować przyczynę trzecią.
W moim przekonaniu trzecia jest najpoważniejszą przyczyną porażki i ona tłumaczy, dlaczego mobilizacja po stronie PiS była większa, niż po stronie opozycyjnej - wystarczy zerknąć, gdzie była największa frekwencja.
Od kilku miesięcy propaganda opozycji skręciła gwałtownie w lewo. 9 marca br. pisałem na profilu Facebooka o koszmarnej pomyłce politycznej, którą zrobił prezydent Trzaskowski, podpisując tzw. kartę LGBT.
Abstrahując od dyskusji o charakterze światopoglądowym lub prawniczym jest faktem, że formułowanie takiego pomysłu, aby przymusowo uczyć dzieci o możliwości zmiany płci, zostało to wykorzystane bezwzględnie do zmiany całej narracji wyborczej, z problemów PiS związanych z aferami, na problem światopoglądowy.
Tak PiS zrobił i ta kwestia nie podlega ocenom światopoglądowym, gdyż jest faktem. Od tego momentu nie było dnia, aby TVP nie atakowała opozycji, za skręt w lewo.
Następnie były jeszcze bardziej lewicowe prezentacje, poglądów wiceprezydenta Rabieja, który mówił o konieczności wprowadzenia związków partnerskich i adopcji dzieci, przez takie związki.
To wówczas Jarosław Kaczyński wypowiedział zdanie: "ręce precz od naszych dzieci". Później doszły wypowiedzi części polityków opozycji, które były potwierdzeniem takich lewicowych planów.
Wreszcie mieliśmy bezpośrednie uderzenie w Kościół, w wykonaniu pana Jażdżewskiego, który postanowił się nagłośnić, wykorzystując rolę prezentera.
Na to Kaczyński odpowiedział: "kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę". W samej końcówce kampanii, na godziny przed głosowaniem, opozycja z Gdańska dała się wmanewrować w spektakle o charakterze wręcz bluźnierczym - na Paradzie Równości w Gdańsku.
Co ciekawe - przywódca opozycji - Grzegorz Schetyna zdawał sobie sprawę z konieczności, jak to ujął: "utrzymania kotwicy konserwatywnej". Również Donald Tusk w czasie swoich wystąpień, ani słowem nie zająknął się, o sprawach światopoglądowych. Niestety ci, którzy współtworzyli obraz tej kampanii, razem z nimi nie mieli wyczucia.
Skutek był taki, że opozycja w przekazie publicznym, szła do wyborów z hasłami zbliżonymi do tych, które głosił Janusz Palikot 10 lat temu. Tylko że Palikot walczył o 10 %, a opozycja o 50%.
Złudzenie, że Polacy tak radykalnie zmienili swoje postawy, w ciągu kilku lat prysło wczoraj, jak bańka mydlana.
Czy można to jeszcze odwrócić? Można. Platforma Obywatelska, która jest główną partią opozycji, powinna wrócić do swego programu z czasów, gdy zwyciężała (zresztą program nie zmienił się formalnie do dziś).
Ogólnie, taki zwrot winien sprawy światopoglądowe usunąć, z agendy sporu politycznego albo przedstawiać, zdywersyfikowane stanowiska.
Niech PiS sam sobie próbuje tematy narzucać. Opozycja ma dość afer PiS, aby o nich mówić od rana do wieczora, a nie próbować przy okazji wyborów, prowadzić rewolucję kulturową.
Chyba, że ktoś woli do końca życia żyć, w państwie PiS. Ludzie odebrali te wybory, jako referendum w sprawie Kościoła i zmian obyczajowych. To zmobilizowało ich do masowego udziału. Tymczasem następne wybory muszą być referendum na temat rządów PiS.
Analiza sytuacji w Polsce PiS, po wyborach do Europarlamentu, w wykonaniu Romana Giertych jest godna uwagi. Powinny to przedyskutować gremia polityczne Koalicji Europejskiej i na tej podstawie przyjąć konkretne stanowisko.
Źródło: prawy.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz