Pracownicy służby cywilnej w administracji też żądają...
Skoro nauczycielom "można" to chyba nam także - mówią członkowie korpusu służby cywilnej.
Ta właśnie grupa społeczna, sfrustrowana brakiem od lat znaczących podwyżek, również żąda od rządu wyższych zarobków.
Wśród członków korpusu służby cywilnej trwa fala odejść z pracy. Ale są jeszcze wytrwali, którzy zostali. I oni grożą strajkiem włoskim - wynika z ustaleń "Dziennika Gazecie Prawnej".
Problem dotyczy - czytamy w portalu interia.pl - przede wszystkim pracowników urzędów wojewódzkich. Domagają się oni podwyżki 1000 zł netto, z wyrównaniem od stycznia 2019.
"Obawiam się, że w tym roku możemy niewiele otrzymać, choć pierwotnie mówiono, że osoby najmniej zarabiające mogą liczyć na ekstra podwyżki".
"Nie wiem, jaki deal zrobił nasz szef Piotr Duda z rządem, ale obawiam się, że zostaliśmy sprzedani w tym roku, za podwyżki dla nauczycieli" - mówi gazecie jeden ze związkowców z "Solidarności", który bierze udział w negocjacjach z rządem.
Jak wylicza dziennik, wskutek masowych rezygnacji sfrustrowanych urzędników, aktualnie jest w urzędach około 700 wakatów.
Urzędnicy zaznaczają, że choć nie wolno im strajkować, to mogą głośno mówić o swoich płacach, a jeśli to nie przyniesie skutku - sięgnąć po strajk włoski.
Najgorzej opłacani urzędnicy administracji rządowej, np. powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Strzelcach Opolskich, zarabiają ok. 2500 zł brutto. Tu pojawia się znane już wcześniej pytanie: Jak żyć, panie premierze? Jak żyć?...
W kolejce po podwyżki lub do strajku stają również: pielęgniarki, młodzi lekarze, wojskowi, a obecnie strajkują na ulicy, rolnicy.
Źródło: fakty.interia.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Ta właśnie grupa społeczna, sfrustrowana brakiem od lat znaczących podwyżek, również żąda od rządu wyższych zarobków.
Wśród członków korpusu służby cywilnej trwa fala odejść z pracy. Ale są jeszcze wytrwali, którzy zostali. I oni grożą strajkiem włoskim - wynika z ustaleń "Dziennika Gazecie Prawnej".
Problem dotyczy - czytamy w portalu interia.pl - przede wszystkim pracowników urzędów wojewódzkich. Domagają się oni podwyżki 1000 zł netto, z wyrównaniem od stycznia 2019.
"Obawiam się, że w tym roku możemy niewiele otrzymać, choć pierwotnie mówiono, że osoby najmniej zarabiające mogą liczyć na ekstra podwyżki".
"Nie wiem, jaki deal zrobił nasz szef Piotr Duda z rządem, ale obawiam się, że zostaliśmy sprzedani w tym roku, za podwyżki dla nauczycieli" - mówi gazecie jeden ze związkowców z "Solidarności", który bierze udział w negocjacjach z rządem.
Jak wylicza dziennik, wskutek masowych rezygnacji sfrustrowanych urzędników, aktualnie jest w urzędach około 700 wakatów.
Urzędnicy zaznaczają, że choć nie wolno im strajkować, to mogą głośno mówić o swoich płacach, a jeśli to nie przyniesie skutku - sięgnąć po strajk włoski.
Najgorzej opłacani urzędnicy administracji rządowej, np. powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Strzelcach Opolskich, zarabiają ok. 2500 zł brutto. Tu pojawia się znane już wcześniej pytanie: Jak żyć, panie premierze? Jak żyć?...
W kolejce po podwyżki lub do strajku stają również: pielęgniarki, młodzi lekarze, wojskowi, a obecnie strajkują na ulicy, rolnicy.
Źródło: fakty.interia.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz