Ten system czerpie z praktyk stosowanych w PRL
Słychać czasem opinie, że rządzący budują nam dzisiejszy system, oparty o doświadczenia wzięte z czasów minionego systemu.
W mediach mówi się i pisze nierzadko, że polski system polityczny i częściowo społeczny, budowany na naszych oczach przez rządzącą partię, czerpie niemal dosłownie z praktyk stosowanych w PRL.
Oto jest partia i rząd. Ale rząd działa pod dyktando partii i prawie wszystkie decyzje, zapadają najpierw na Nowogrodzkiej, a potem są wcielane w życie, przez rząd partii rządzącej, z siedzibą przy Alejach Ujazdowskich.
Na konwencjach partyjnych, co w ostatnich tygodniach oglądaliśmy w telewizjach - najpierw szef partii ogłaszał zapowiedzi socjalne (bonusy), przyznane przez partię społeczeństwu, jako rewelacyjne "piątki+" z plusem, potem zaś premier rządu bronił je, jako wspaniałe idee, na które żadna dotychczas partia, nie wpadła.
Bo czy jakaś partia rządząca po 1989 roku w Polsce, mogłaby wpaść, na tak genialne myśli, jak choćby takie, że krowie przysługuje "500+", świni "100+", a nauczycielom - nie? Niech strajkują, jak chcą coś mieć!...
Wszystkie osiągnięcia najnowszej polityki partii rządzącej i zapowiedzi kolejnych osiągnięć, jeszcze w tym roku, m.in. już od maja (a chodzi ogólnie przed wyborami do PE, następnie przed wyborami do parlamentu polskiego), mają być wielkim sukcesem panującej nam miłosiernie władzy. Jeżeli pojmą to i dostrzegą wyborcy, znaczy bez zastanowienia pójdą do urn i oddadzą głos na partię rządzącą.
Wzmacnia ten zakres, poziom wiedzy i propagandy, doskonale sterowana - także na wzór minionego systemu - "telewizja narodowa", serwująca swoim wiernym widzom, w specjalnie spreparowanych i wyrafinowanych politycznie, "Wiadomościach".
"Poziom i styl propagandy PiS, której tubą stała się "telewizja narodowa", niewiele różni się od tego, co niektórzy z nas pamiętają z czasów PRL" - pisze w tygodniku "Polityka" - "Strajk nauczycieli w krzywym zwierciadle TVP", prof. Jan Hartman.
"Materiał na temat strajku nauczycieli, zaprezentowany przez TVP w "Wiadomościach", godny był zaiste TVP z czasów, kiedy szefem "Radiokomitetu" był słynny prezes Maciej Szczepański. Gdy latem 1980 roku zaczęły się strajki, telewizja nazywała je "nieuzasadnione przerwy w pracy", a strajkujących dyskredytowała, jako "wichrzyciele i "renegaci" - przypomina prof. Hartman.
Bądźmy tutaj poprawni: nikt teraz spośród rządzących nie używa aż tak wyszukanych słów i groźnie brzmiących określeń, ale jednak ktoś z rządzących powiedział wobec szefa strajkujących nauczycieli związku ZNP, że jest "aparatczykiem Platformy Obywatelskiej, zawodowym związkowcem, od 24 lat niepracującym jako nauczyciel, w dodatku zarabiającym czterokrotność pensji nauczyciela".
Nieco ostrzej i bardziej wymownie mówiła o tym "telewizja narodowa" w poniedziałkowych "Wiadomościach", że strajk jest częścią kampanii Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego.
A Sławomir Broniarz, lider Związku Nauczycielstwa Polskiego, de facto jest aparatczykiem Platformy Obywatelskiej, zawodowym związkowcem, od 24 lat niepracującym jako nauczyciel, w dodatku zarabiającym czterokrotność pensji nauczyciela. Strajk jest akcją polityczną, a najgorsze jest to, że walkę prowadzi się tu kosztem dzieci.
Nie dość, że rządzący nie rozwiązują protestu społecznego nauczycieli, powstałego i rozwiniętego wskutek własnej polityki, który rozlał się na szeroką skalę po całym kraju, to na dodatek próbują nieudolnie zrzucić odpowiedzialność na barki, nie tych, co należy.
Jeżeli nadal taka polityka będzie obowiązywać to ekipa rządząca sama sobie zadepcze cele i nadzieje, do których dąży. Bo nie ma w życiu nic gorszego, jak kopać doły pod nogami, po to, żeby w nie samemu wpadać.
Oprac. Stanisław Cybruch
W mediach mówi się i pisze nierzadko, że polski system polityczny i częściowo społeczny, budowany na naszych oczach przez rządzącą partię, czerpie niemal dosłownie z praktyk stosowanych w PRL.
Oto jest partia i rząd. Ale rząd działa pod dyktando partii i prawie wszystkie decyzje, zapadają najpierw na Nowogrodzkiej, a potem są wcielane w życie, przez rząd partii rządzącej, z siedzibą przy Alejach Ujazdowskich.
Na konwencjach partyjnych, co w ostatnich tygodniach oglądaliśmy w telewizjach - najpierw szef partii ogłaszał zapowiedzi socjalne (bonusy), przyznane przez partię społeczeństwu, jako rewelacyjne "piątki+" z plusem, potem zaś premier rządu bronił je, jako wspaniałe idee, na które żadna dotychczas partia, nie wpadła.
Bo czy jakaś partia rządząca po 1989 roku w Polsce, mogłaby wpaść, na tak genialne myśli, jak choćby takie, że krowie przysługuje "500+", świni "100+", a nauczycielom - nie? Niech strajkują, jak chcą coś mieć!...
Wszystkie osiągnięcia najnowszej polityki partii rządzącej i zapowiedzi kolejnych osiągnięć, jeszcze w tym roku, m.in. już od maja (a chodzi ogólnie przed wyborami do PE, następnie przed wyborami do parlamentu polskiego), mają być wielkim sukcesem panującej nam miłosiernie władzy. Jeżeli pojmą to i dostrzegą wyborcy, znaczy bez zastanowienia pójdą do urn i oddadzą głos na partię rządzącą.
Wzmacnia ten zakres, poziom wiedzy i propagandy, doskonale sterowana - także na wzór minionego systemu - "telewizja narodowa", serwująca swoim wiernym widzom, w specjalnie spreparowanych i wyrafinowanych politycznie, "Wiadomościach".
"Poziom i styl propagandy PiS, której tubą stała się "telewizja narodowa", niewiele różni się od tego, co niektórzy z nas pamiętają z czasów PRL" - pisze w tygodniku "Polityka" - "Strajk nauczycieli w krzywym zwierciadle TVP", prof. Jan Hartman.
"Materiał na temat strajku nauczycieli, zaprezentowany przez TVP w "Wiadomościach", godny był zaiste TVP z czasów, kiedy szefem "Radiokomitetu" był słynny prezes Maciej Szczepański. Gdy latem 1980 roku zaczęły się strajki, telewizja nazywała je "nieuzasadnione przerwy w pracy", a strajkujących dyskredytowała, jako "wichrzyciele i "renegaci" - przypomina prof. Hartman.
Bądźmy tutaj poprawni: nikt teraz spośród rządzących nie używa aż tak wyszukanych słów i groźnie brzmiących określeń, ale jednak ktoś z rządzących powiedział wobec szefa strajkujących nauczycieli związku ZNP, że jest "aparatczykiem Platformy Obywatelskiej, zawodowym związkowcem, od 24 lat niepracującym jako nauczyciel, w dodatku zarabiającym czterokrotność pensji nauczyciela".
Nieco ostrzej i bardziej wymownie mówiła o tym "telewizja narodowa" w poniedziałkowych "Wiadomościach", że strajk jest częścią kampanii Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego.
A Sławomir Broniarz, lider Związku Nauczycielstwa Polskiego, de facto jest aparatczykiem Platformy Obywatelskiej, zawodowym związkowcem, od 24 lat niepracującym jako nauczyciel, w dodatku zarabiającym czterokrotność pensji nauczyciela. Strajk jest akcją polityczną, a najgorsze jest to, że walkę prowadzi się tu kosztem dzieci.
Nie dość, że rządzący nie rozwiązują protestu społecznego nauczycieli, powstałego i rozwiniętego wskutek własnej polityki, który rozlał się na szeroką skalę po całym kraju, to na dodatek próbują nieudolnie zrzucić odpowiedzialność na barki, nie tych, co należy.
Jeżeli nadal taka polityka będzie obowiązywać to ekipa rządząca sama sobie zadepcze cele i nadzieje, do których dąży. Bo nie ma w życiu nic gorszego, jak kopać doły pod nogami, po to, żeby w nie samemu wpadać.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz