Splątane losy spółki Srebrna. Nikt nie wie, "co je moje"
Jarosław Kaczyński odwiedził we czwartek ministra sprawiedliwości
Ziobro, aby zdobyć informacje, co zaznał biznesmen Birgfellner, prokuratorom w śledztwie
dot. spółki Srebrna. To wersja opozycji.
Minister Ziobro stanowczo temu zaprzeczył. Natomiast "Gazeta
Wyborcza" nieoficjalnie dotarła do zeznań Geralda Birgfellnera. Wynika z
nich, że Jarosław Kaczyński nakazał biznesmenowi zapłacić za podpis księdza z
rady fundacji – właścicielki spółki
Srebrna. Mężczyzna dostał aż 50 tys. złotych.
Pełnomocnik austriackiego biznesmena, Roman Giertych, napisał
na Twitterze, że podtytuł artykułu "GW" sugeruje, iż "z zeznań
mojego mocodawcy nie wynika, aby miał pewność, że pieniądze trafiły do ks.
Rafała Sawicza".
W odpowiedzi na ten wpis zastępca redaktora naczelnego
"Gazety Wyborczej" Jarosław Kurski sprostował podtytuł. "Gerald
Birgfellner zeznał, że Jarosław Kaczyński nakłonił go do wręczenia 50 tys. zł.
DLA księdza z rady fundacji..." - napisał na Twitterze Kurski.
"Austriak, ks. Sawicza, na oczy nie widział"
– dodał redaktor Jarosław Kurski.
Oryginalny podtytuł publikacji brzmi: "Gerald
Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Jarosław Kaczyński nakłonił go do
wręczenia 50 tys. zł księdzu z rady fundacji, która jest właścicielem spółki
Srebrna".
Jarosław Kaczyński powiedział, że potrzebuje
pełnomocnictwa od spółki Srebrna do podpisania tej uchwały. Chodzi o uchwałę
rady fundacji im. Lecha Kaczyńskiego - miał zeznać Gerald Birgfellner w
prokuraturze - pisze "Gazeta Wyborcza".
Powiedział mi, że musi mieć jeszcze podpis księdza,
który jest członkiem rady tej fundacji, ale zanim ten ksiądz podpisze, trzeba
mu zapłacić.
Chodzi o pana Rafała Sawicza - stwierdził, jak wynika
z nieoficjalnych informacji gazety, biznesmen. Ksiądz ten, razem z Jarosławem
Kaczyńskim i posłem PiS Krzysztofem Czabańskim zasiada w radzie Instytutu im.
Lecha Kaczyńskiego.
Austriak mówił w prokuraturze, że usłyszał w lutym od
prezesa PiS, że będzie to kosztować 100 tys. zł. Miał zeznać śledczym, że mógł
wtedy zapłacić tylko 50 tys., a resztę wyłożyłby, gdy będzie kredyt z Pekao SA
na inwestycję.
Biznesmen opowiedział śledczym, że dostał telefon od
kogoś z Nowogrodzkiej, by zawiózł te pieniądze do siedziby PiS.
Jak pisze "Wyborcza" - zeznał, że nie
pamięta, komu przekazał pieniądze, ale pamięta, że Jarosław Kaczyński miał
kopertę w ręku. Jak dodaje gazeta, do zeznań dołączył wydruk z banku, o
wypłacie pieniędzy 7 lutego.
Gazeta pisze również, kim jest ksiądz Jarosław Sawicz.
W parafii w Gdańsku, gdzie miał być wikarym, powiedziano dziennikarzom, że
mężczyzna porzucił stan duchowny.
Ksiądz Sawicz w 2008 został wyznaczony przez abp
Sławoja Leszka Głódzia do opieki nad biskupem Tadeuszem Gocłowskim. Duchowny
ten był jednym z fundatorów Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego i do swej śmierci
w 2016, zasiadał w jego radzie.
Po śmierci bpa Gocłowskiego, ks. Sawicz miał trafić do
parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku-Chełmie. Ale tam nie trafił.
Jednak tego polecenia nie wykonał. Rafał Sawicz
opuścił parafię na Przymorzu i nie stawił się na kolejną placówkę. Od lipca
2016 r. jego dalsze losy są nam nieznane – powiedział ks. Starkowicz, rzecznik
archidiecezji gdańskiej.
W maju 2017 r. Jarosław Sawicz został członkiem rady
Instytutu. Ta nominacja jest na tę chwilę bardzo zastanawiająca. W tym czasie
Sawicz był już księdzem ukrywającym się przed abp Głódziem albo uważał się za
osobę świecką - podsumowuje jeden z duchownych, z którym rozmawiała
"Wyborcza".
Tak oto w spółce Srebrna, należącej do Instytutu im.
brata prezesa PiS, wszystko nagle się splątało. Aby pojąć, co czyje i kto miał
zlecić biznesmenowi z Austrii budowę dwóch wieżowców w Warszawie, które powinny
dawać utrzymanie partii rządzącej najmniej jeszcze 25 lat, trzeba bardzo tęgiej
głowy.
Źródło: wiadomosci.dziennik.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz