Rząd ma pieniądze na "premie" dla budżetówki
Rząd Morawieckiego ściga się z czasem, żeby przed
wyborami czymś konkretnym zabłysnąć w opinii wyborców, zwłaszcza spoza PiS.
Chce nie tylko obietnicami przyciągać do partii rządzącej,
a konkretnymi pieniędzmi. Słusznie. Bo zbyt wiele grup społecznych, od miesięcy
walczy, o podwyżki – pielęgniarki, nauczyciele, sędziowie, prokuratorzy,
górnicy, służby ochrony granic, itp.
Szef rządu zdobył potrzebne miliardy. Pieniędzmi chce uspokoić
nastroje. Pracownicy budżetówki, w tym nauczyciele, dostają już wcześniejsze
trzynastki. Doroczne "premie" dla 2 mln osób będą kosztować w 2019
roku blisko 2,6 mld złotych.
Zgodnie z przepisami, armii 700 tys. nauczycieli, przysługuje dodatkowa pensja - trzynastka.
- Jeszcze w czwartek dostaliśmy informację, że ruszyły
wypłaty "trzynastek". Dzień później wszyscy mieli pieniądze na
kontach – mówi mediom członek korpusu Służby Cywilnej, zatrudniony w jednym z
centralnych urzędów, podległych rządowi.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że
terminem granicznym, zawartym w ustawie, który
reguluje przyznawanie i wypłacanie trzynastek, jest koniec marca. Przez
lata pracownicy budżetówki musieli czekać na pieniądze do końca I kwartału.
W 2019 roku – podwójnych wyborów – szczególnie ważnych
dla PiS, przelewy "poszły" szybciej, aby choć odrobinę "ugłaskać"
napięcia i stonować nastroje, m.in. wśród nauczycieli, którzy mają zdecydować o
ewentualnym marcowym strajku.
Źródło: money.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz