"Interwencja" Polsat: Stefan W. wiedział jak zabijać
Już od wczesnej młodości Stefana W. był agresywny, nawet wobec swojej matki, i brał narkotyki.
Miał przyjemność w używaniu przemocy, brał narkotyki i w więzieniu groził, że wykończy wszystkich, którzy wsadzili go do więzienia – taki obraz Stefana W. "malowały" w programie Polsatu "Interwencja", osoby, które miały z nim styczność.
Stefan W. wychował się w rodzinie wielodzietnej - ustalili dziennikarze "Interwencji" – gdy skończył podstawówkę, nigdy nie podjął pracy. A już jako nastolatek miał problemy z agresją. Jego wychowaniem zajmowała się matka. 12 lat temu w tragicznych okolicznościach zginął jego ojciec.
Według dilera narkotyków, który dostarczał mu amfetaminę, kokainę i sterydów, gdy Stefan W. potrzebował pieniędzy, bywał agresywny w stosunku do matki i bił ją.
Jego zdaniem, morderca Pawła Adamowicza, dużo wcześniej użył noża. – Ale do tej pory jeszcze nikogo nie zabił.
Wiedział, że nóż z piłką dwustronną, po wbiciu trzeba przekręcić i wyciągnąć, żeby uszkodzić narządy. Wiedział, jak zabijać – mówił w "Interwencji". Stefan W. miał też wyłamać trzy palce pobitej wcześniej osoby, jak sam mówił (według relacji dilera – red.), "dla zabawy".
Natomiast osadzony, z którym Stefan W. był razem w celi, twierdzi, że nie potrafił on podporządkować się nikomu.
- To jest bardzo chory facet. On nie był jeden, ich jest dwóch. Potrafił w nocy się budzić i próbować stamtąd wyjść, pytał gdzie on jest. Nie wiem, skąd się wziął prezydent Adamowicz, bo nigdy o nim nie mówił. Ale on zawsze był przeciwko tym, co mieli władzę – mówił.
Diler narkotykowy, który znał Stefana W. przyznał, że widział się z mordercą Adamowicza już po jego wyjściu z więzienia. - Wyglądał jak fanatyk. Miał wielkie oczy, trzęsące się ręce, nienaturalne ruchy.
Powiedział: "ja wszystkich wykończę, którzy mnie do więzienia wpakowali, bo ja nic nie zrobiłem" - twierdził. To prędzej czy później musiało nastąpić - dodał.
Źródło: Polsat News i Onet.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Miał przyjemność w używaniu przemocy, brał narkotyki i w więzieniu groził, że wykończy wszystkich, którzy wsadzili go do więzienia – taki obraz Stefana W. "malowały" w programie Polsatu "Interwencja", osoby, które miały z nim styczność.
Stefan W. wychował się w rodzinie wielodzietnej - ustalili dziennikarze "Interwencji" – gdy skończył podstawówkę, nigdy nie podjął pracy. A już jako nastolatek miał problemy z agresją. Jego wychowaniem zajmowała się matka. 12 lat temu w tragicznych okolicznościach zginął jego ojciec.
Według dilera narkotyków, który dostarczał mu amfetaminę, kokainę i sterydów, gdy Stefan W. potrzebował pieniędzy, bywał agresywny w stosunku do matki i bił ją.
Jego zdaniem, morderca Pawła Adamowicza, dużo wcześniej użył noża. – Ale do tej pory jeszcze nikogo nie zabił.
Wiedział, że nóż z piłką dwustronną, po wbiciu trzeba przekręcić i wyciągnąć, żeby uszkodzić narządy. Wiedział, jak zabijać – mówił w "Interwencji". Stefan W. miał też wyłamać trzy palce pobitej wcześniej osoby, jak sam mówił (według relacji dilera – red.), "dla zabawy".
Natomiast osadzony, z którym Stefan W. był razem w celi, twierdzi, że nie potrafił on podporządkować się nikomu.
- To jest bardzo chory facet. On nie był jeden, ich jest dwóch. Potrafił w nocy się budzić i próbować stamtąd wyjść, pytał gdzie on jest. Nie wiem, skąd się wziął prezydent Adamowicz, bo nigdy o nim nie mówił. Ale on zawsze był przeciwko tym, co mieli władzę – mówił.
Diler narkotykowy, który znał Stefana W. przyznał, że widział się z mordercą Adamowicza już po jego wyjściu z więzienia. - Wyglądał jak fanatyk. Miał wielkie oczy, trzęsące się ręce, nienaturalne ruchy.
Powiedział: "ja wszystkich wykończę, którzy mnie do więzienia wpakowali, bo ja nic nie zrobiłem" - twierdził. To prędzej czy później musiało nastąpić - dodał.
Źródło: Polsat News i Onet.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz