Do światowych mocarstw kosmicznych weszły Chiny
Chiny wkroczyły do grupy światowych mocarstw kosmicznych. Stało się to, gdy udanie lądowała chińska sonda, na niewidocznej z Ziemi, półkuli Księżyca.
Komentatorzy prasowi z uznaniem traktują ten fakt. "Chiny rozmawiają jak równy z równym ze 'starymi' potęgami kosmosu" – pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung" ("FAZ"). "To logiczne następstwo polityki, która ma ustawić Chiny, w światowej czołówce wszystkich dziedzin".
"Atrybutem prawdziwej światowej potęgi, w dzisiejszych czasach, jest też obecność w kosmosie. I jak widać, do niej właśnie dążą Chiny, poprzez stację kosmiczną, jakie od dawna mają Europejczycy, Amerykanie i Rosjanie".
"Ta trójka prawdopodobnie nie miałaby nic przeciwko także chińskiemu udziałowi w ich projekcie, ale to byłoby nie do pogodzenia z postawą chińskich przywódców, którzy w swoim kraju hołdują coraz bardziej agresywnemu nacjonalizmowi, a na zewnątrz prowadzą chętnie solowe występy".
"Jeżeli Chiny z kimkolwiek weszłyby w jakiś wspólny projekt, to tylko pod warunkiem, że to w ich rękach pozostaną stery".
"Frankfurter Rundschau" podkreśla: Chińska misja udowadnia, że Chiny, czego wielu przypuszczalnie nie zauważyło - dogoniły wielkie agencje kosmiczne - USA, Rosji i Europy i częściowo je nawet prześcignęły.
Chińczycy, w zawrotnym tempie chcą iść dalej i już wkrótce, tajkonauci mają polecieć na Księżyc, a potem na Marsa. Także w NASA, ESA i Roskosmosie dyskutowane są podobne plany, ale nie w takim tempie.
Nie wynika to tylko z braku politycznej woli czy finansowych i technicznych środków, ale przede wszystkim ze względu na niedopuszczalne ryzyko dla zdrowia załóg. Jak do tej pory, nie udało się znaleźć zadowalających rozwiązań, wielu problemów, dotyczących takich podróży.
"Przyszłość, szczególnie załogowych wypraw w daleki kosmos, będzie opierać się na międzynarodowej współpracy".
"Fuldaer Zeitung" twierdzi, że "w przyszłości wojny będzie wygrywać się w kosmosie. Wiedzą o tym i podkreślają to chińscy eksperci wojskowi. W roku Ziemskiej Świni wysłanie nasion na Księżyc, wedle chińskiego horoskopu, wróży szczęście i bogactwo".
Wątpliwe jest jednak, czy Księżyc będzie nadawał się na lukratywne uprawy warzyw. Jednak dla Chińczyków, władza ważniejsza jest od bogactwa, a przy jej zdobywaniu, nie ulegają oni tylko, na łucie szczęścia.
"Perfekcyjna państwowa kontrola, którą Chiny chętnie objęłyby także inne kraje, jest ciemną stroną Księżyca, w Kraju Uśmiechu. Niestety nie ma ona uroku muzyki Pink Floyd, czy powieści Martina Sutera".
Chińczycy chcieli dogonić świat w kosmosie, lecz w ubiegłym roku udało się im prześcignąć Stany Zjednoczone i Rosję, przynajmniej pod względem liczby wystrzelonych rakiet.
Skomplikowane lądowanie sondy Chang'e 4, jest ostatnim punktem kulminacyjnym, wyjątkowo ambitnego programu astronautycznego. "Do roku 2030, pierwszy Chińczyk ma się przespacerować, po Księżycu".
Źródło: dw.com.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentatorzy prasowi z uznaniem traktują ten fakt. "Chiny rozmawiają jak równy z równym ze 'starymi' potęgami kosmosu" – pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung" ("FAZ"). "To logiczne następstwo polityki, która ma ustawić Chiny, w światowej czołówce wszystkich dziedzin".
"Atrybutem prawdziwej światowej potęgi, w dzisiejszych czasach, jest też obecność w kosmosie. I jak widać, do niej właśnie dążą Chiny, poprzez stację kosmiczną, jakie od dawna mają Europejczycy, Amerykanie i Rosjanie".
"Ta trójka prawdopodobnie nie miałaby nic przeciwko także chińskiemu udziałowi w ich projekcie, ale to byłoby nie do pogodzenia z postawą chińskich przywódców, którzy w swoim kraju hołdują coraz bardziej agresywnemu nacjonalizmowi, a na zewnątrz prowadzą chętnie solowe występy".
"Jeżeli Chiny z kimkolwiek weszłyby w jakiś wspólny projekt, to tylko pod warunkiem, że to w ich rękach pozostaną stery".
"Frankfurter Rundschau" podkreśla: Chińska misja udowadnia, że Chiny, czego wielu przypuszczalnie nie zauważyło - dogoniły wielkie agencje kosmiczne - USA, Rosji i Europy i częściowo je nawet prześcignęły.
Chińczycy, w zawrotnym tempie chcą iść dalej i już wkrótce, tajkonauci mają polecieć na Księżyc, a potem na Marsa. Także w NASA, ESA i Roskosmosie dyskutowane są podobne plany, ale nie w takim tempie.
Nie wynika to tylko z braku politycznej woli czy finansowych i technicznych środków, ale przede wszystkim ze względu na niedopuszczalne ryzyko dla zdrowia załóg. Jak do tej pory, nie udało się znaleźć zadowalających rozwiązań, wielu problemów, dotyczących takich podróży.
"Przyszłość, szczególnie załogowych wypraw w daleki kosmos, będzie opierać się na międzynarodowej współpracy".
"Fuldaer Zeitung" twierdzi, że "w przyszłości wojny będzie wygrywać się w kosmosie. Wiedzą o tym i podkreślają to chińscy eksperci wojskowi. W roku Ziemskiej Świni wysłanie nasion na Księżyc, wedle chińskiego horoskopu, wróży szczęście i bogactwo".
Wątpliwe jest jednak, czy Księżyc będzie nadawał się na lukratywne uprawy warzyw. Jednak dla Chińczyków, władza ważniejsza jest od bogactwa, a przy jej zdobywaniu, nie ulegają oni tylko, na łucie szczęścia.
"Perfekcyjna państwowa kontrola, którą Chiny chętnie objęłyby także inne kraje, jest ciemną stroną Księżyca, w Kraju Uśmiechu. Niestety nie ma ona uroku muzyki Pink Floyd, czy powieści Martina Sutera".
Chińczycy chcieli dogonić świat w kosmosie, lecz w ubiegłym roku udało się im prześcignąć Stany Zjednoczone i Rosję, przynajmniej pod względem liczby wystrzelonych rakiet.
Skomplikowane lądowanie sondy Chang'e 4, jest ostatnim punktem kulminacyjnym, wyjątkowo ambitnego programu astronautycznego. "Do roku 2030, pierwszy Chińczyk ma się przespacerować, po Księżycu".
Źródło: dw.com.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz