A było już tak pięknie z "prądem"…
Tuż przed nowym rokiem, gdy w kraju wrzało
od ogłoszonych wysokich cen prądu, a minister kilka razy zapowiadał
rekompensaty, choć z nikim ich nie konsultował, premier Morawiecki uspokajał.
Środkiem na ogólne uspokojenie, przynajmniej na rok,
choć szef rządu twierdził, że na zawsze, miała być ustawa sejmowa, przyjęta
ekspresem tego samego dnia - nawet nocą - wszak prezydent Duda czekał z
długopisem, na jej podpisanie.
Ustawę przyjęto, prezydent podpisał, a drugiego dnia
po nowym 2019 roku, wrzenie z jeszcze większą siłą, ruszyło w kraju na nowo. Różnica
w tym taka, że sprawą zajmie się też Komisja Europejska.
Czytelnik "Gazety Wyborczej" przesłał do
redakcji kopię listu, który otrzymał, od swojego dostawcy energii. Z taryfy
załączonej do dokumentacji wynika, że ceny prądu wzrosną. I to znacznie – pisze
dziennik.pl.
Jak to się ma do ustawy obniżającej stawki, która
przeszła przez Parlament i Belweder w ekspresowym tempie?
Z tabeli dostarczonej przez firmę Innogy Polska
wynika, że np. opłata za 1kWh energii wzrośnie z 0,3397 do 0,3819 zł, a opłata
handlowa z 2,82 do 5,23 złotych. A przecież na specjalnie zwołanym przed nowym
rokiem posiedzeniu Sejmu, posłowie przyjęli rozwiązanie, które miało do tych
zmian nie dopuścić.
Premier Morawiecki i minister energii Tchórzewski
mówili jednym głosem: rachunki za prąd w 2019 r. nie wzrosną, bo przyjęta przez
rząd ustawa, m.in. obniża akcyzę z 20 na 5 zł za megawatogodzinę.
Ustawa o obniżeniu akcyzy została uchwalona 28 grudnia
- w piątek. Czytelnik "GW", list od operatora dostał 31 grudnia, w
poniedziałek. A co ciekawe pismo nadano w listopadzie.
Dowodzi to, jak wielki chaos spowodowało późne
przyjęcie, rozwiązań ustawodawczych. Nie tylko odbiorcy indywidualni, ale też
instytucje, jak np. szpitale, dostały już plany taryfowe, stworzone na
podstawie rozstrzygniętych wcześniej przetargów.
Ktoś tu coś chciał brawurowo przedobrzyć, ale wyszło
wprost przeciwnie - wbrew najlepszym zapowiedziom premiera Morawieckiego. Bo
rząd PiS był tak zapracowany przez prawie cały rok, że nie stało w kalendarzu
dni na wczesne rozwiązanie sprawy prądowej. I teraz masz ci babo placek.
Ktoś, jak na złość, sam sobie kopie dół pod trumnę,
gdy PiS przegra wybory do Europarlamentu wiosną i do parlamentu polskiego,
jesienią 2019 roku.
Źródło: gospodarka.dziennik.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz