Wielki światowy szczyt klimatyczny i możliwy wielki blamaż Polski


Rząd PiS wielce szczyci się światowym szczytem klimatycznym, który został zwołany na niedzielę 2 grudnia 2018 roku, do Katowic.

Trwający, w założeniu dwa tygodnie szczyt, odwiedzi około 30 tys. osób, w tym polityków, szefów państw, monarchów, naukowców i ekspertów z całego globu, ma ustalić m.in. czas życia ludzkości na naszej planecie, zanim rozgrzejemy atmosferę do granic możliwości i usmażymy się z gorąca.

To mało ważne, my lepiej wiemy

Władze dzisiejszej Polski pragną przez dwa tygodnie pokazywać światu, że nie ma mowy, jak chce tego UE, by zarzucić używanie elektrowni węglowych, gdyż węgiel to nasz największy skarb narodowy.

Wobec tego, zamiast likwidować elektrownie węglowe, budujemy nowe. Ot, dla przykładu stara  elektrownia w Bełchatowie, która zajmuje pierwsze miejsce wśród największych trucicieli w Europie, będzie większa, nowocześniejsza, lepiej dymiąca.

To nic, że naukowcy alarmują: do 2050 roku świat musi zredukować emisję CO2 do zera. Jeśli tak się nie stanie, może dojść do zagłady życia na ziemi. To mało ważne, my lepiej wiemy, my to rozumiemy, ale mamy swoje plany, suwerenność, i swoją Polskę.

"Nie ma mowy, by dobre instalacje, zamknąć"

Tymczasem minister energii Krzysztof Tchórzewski, gospodarz szczytu klimatycznego (COP24), który  rozpoczął się w Katowicach, nie widzi możliwości likwidacji elektrowni węglowych do 2050 r., za to zlikwiduje wiatraki elektryczne.

Jego zdaniem: "To jest propozycja odchodzącej Komisji Europejskiej. W warunkach polskich nie przewiduję, że w 2050 r. nie będzie elektrowni węglowej w Polsce. Nie przewiduję, żeby dobre instalacje, mogły być zamknięte" - powiedział Tchórzewski, komentując "unijną strategię neutralności klimatycznej do 2050 r."

Plany Brukseli to odpowiedź na ustalenia uczonych, zapisane w raporcie utworzonym przez najlepszych ekspertów "w tej materii z całego świata", którzy stwierdzili, że zmierzamy ku "totalnej zagładzie", spalając ciągle ogromne ilości paliw kopalnych.

Jak wyliczyli uczeni, by świat uratować, emisja CO2 musi spaść do roku 2030 o 45 proc. w porównaniu do 2010 r., a do 2050 powinna być na poziomie zero. Ale jednak dopuszczalna jest możliwość pozostawienia instalacji na gaz czy ropę (np. w samochodach), jeśli wyławianie CO2 z atmosfery, zrównoważy emisję.

To kwestia życia i śmierci

Autorzy raportu nie ukrywają, że najbliższe lata i podjęte w tym czasie decyzje, będą kluczowe dla przyszłości ludzkości i przed nami najważniejszy czas w całej ziemskiej historii.

- To symboliczne i przerażające zarazem, że naukowe dane pokazują marsz ku katastrofie, a polscy politycy nic sobie z tego nie robią. Zderzenie założeń z projektu naszej polityki energetycznej, z raportem uczonych, mogłoby być śmieszne, gdyby nie chodziło o ludzkie życie - mówi money.pl Paweł Szypulski z Greenpeace Polska.

Co rządzący PiS proponują w projekcie Polityki Energetycznej Polski (PEP) do 2040 r. (PEP2040)? Do 2030 r. ma spaść udział węgla w energetycznym miksie do 60 proc. W 2033 r. będzie uruchomiony  pierwszy blok elektrowni jądrowej i zwiększony udział energii odnawialnej.

Jednak w tym samym dokumencie, Ministerstwo Energii zakłada stopniowe przejście, od budowania elektrowni wiatrowych na lądzie, do farm na morzu. A wiatraki istniejące będą zezłomowane do 2035 r.

Szczyt klimatyczny w Katowicach to wielki zaszczyt dla Polski, ale może też być ogromnym blamażem ekipy rządzącej, która wyraźnie kpi sobie z zaleceń Unii Europejskiej i naukowców planet,y mających wizję bliskiego końca świata, z winy człowieka.
Źródło: money.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Tabela Czternastej Emerytury 2025"

BYWAJĄ TACY…

PLATFORMA