Niemiecki "Spiegel": PiS rozdaje krewnym stanowiska w PE
Opiniotwórczy tygodnik "Der
Spiegel" opisał dziś partię rządzącą PiS w Polsce, która "krytykuje
Unię Europejską, a równocześnie rozdaje lukratywne stanowiska w Parlamencie
Europejskim".
Gazeta wymienia w szlachetnym "rozdawnictwie",
m.in. "krewnych i znajomych polityków, z kierownictwa partii" - pisze
"Der Spiegel".
"Córka polskiego ministra dyplomacji"
Niemiecki tygodnik wymienia m.in. Magdalenę
Czaputowicz - córkę polskiego ministra spraw zagranicznych, która pracuje dla
jednego z zastępców sekretarza generalnego frakcji Europejskich Konserwatystów
i Reformatorów (EKR) - grupy w PE, do której należy PiS.
"Der Spiegel" informuje, że listy osób zatrudnionych
we frakcji EKG są, co prawda usunięte, mimo to redakcja dotarła do wiedzy o tym, że Magdalena
Czaputowicz nadal pracuje w PE.
Natomiast w polskim dziale prasowym EKR, pracuje Marta
Lipińska - córka zastępcy przewodniczącego PiS, Jarosława Kaczyńskiego.
"Córka kuzyna Kaczyńskiego asystentką"
Pracę w Brukseli znalazł również syn Mariusza
Kamińskiego - innego wiceprzewodniczącego PiS i koordynatora służb specjalnych.
Kacper Kamiński pracował przez trzy i pół roku dla grupy EKR, zanim przeniósł
się w lipcu 2018 roku, do Banku Światowego.
Według gazety "Der Spiegel", syn sekretarki,
która od 30 lat pracuje dla partii Jarosława Kaczyńskiego, "też został
zauważony" - zasiada w komisji prawnej grupy EKR w Brukseli.
Córka kuzyna Kaczyńskiego jest zaś asystentką trzech
eurodeputowanych PiS. Na pytanie redakcji "Spiegla", parlamentarzyści
odpowiedzieli, że decyzja o jej zatrudnieniu zapadła, ze względu na jej
"wykształcenie i długie doświadczenie w pracy, w Parlamencie
Europejskim".
Praca w PE się opłaca
Tygodnik "Der Spiegel" przypomina, że każdy
europoseł otrzymuje miesięcznie 24 526 euro - na zatrudnienie asystentów i
współpracowników, w swoim okręgu wyborczym. Asystenci akredytowani, mogą zarobić
nawet, 9 tysięcy euro miesięcznie.
Gazeta zwraca uwagę, że pozorne zatrudnianie
asystentów w PE, może prowadzić do poważnych kłopotów. Przykładem jest
francuska prawicowa populistka Marine Le Pen.
Administracja PE domaga się od niej zwrotu prawie 300
tys. euro, które Le Pen wypłaciła w latach 2010 – 2016, swojej asystentce.
Jak wyszło w badaniach, zatrudniona asystentka nie
wykonywała pracy związanej z parlamentem, lecz prowadziła partyjne sprawy
szefowej Zjednoczenia Narodowego. Unijny sąd potwierdził w czerwcu 2018 roszczenia.
Le Pen odwołała się od wyroku do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Czy coś podobnego może spotkać także krewnych i
znajomych polityków z kierownictwa partii rządzącej w Polsce? A kto to wie?
Źródło: fakty.interia.pl i dw.com.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz