Peregrynacje szpitalne
Przychodzi taki czas, że każdy z nas, musi znaleźć się
tam, gdzie nie koniecznie chce się nam. Ale cóż. Czy chcesz czy nie, trzeba iść
tam, zwłaszcza, gdy zdrowie dopieka nam.
Więc w drodze po zdrowie, pałętam się od kilku dni po
szpitalnych korytarzach, gdzie tłumaczą mi, że należy zmówić pacierze i cieszyć
się, iż nie leżę.
Ku pokrzepieniu zdrowia biorę to i owo, by wyjść na
zdrowo, toteż na nocki i posiłki wracam do domu. Wstaję rano i znów w koło
Maciej to samo – szpital, kolejka, badania, wskazania, apteka, itp.
Jutro, jak dobrze pójdzie i zleci, będzie szpitala
dzień trzeci, i może wypiszą zdrowego już człeka do domu, niech spokojnie w nim
siedzi, i nie labiedzi.
A z NFZ biurokrata (jest ich w nim wielu – wszyscy
srodzy, nadęci i źli) zasili kasę szpitala za pacjenta, który tak, jakby był w
nim…, aż trzy zwykłe dni.
Taki to nowatorski pomysł, ktoś wynalazł i zlecił do
korzystania. A co - niech szpital ma luz i spokój z łażeniem pacjenta – więc
nie musi go mieć w porze karmienia, czy leżakowania, ani bielizny prania, nawet
sprzątania, sikania itd.
Mam nadzieję na piątek - w pełni już sił, chęci i woli,
wrócić do domu, jeść, spać i wejść do Facebooka, by pisać litanie i swawolić. A
jak będzie? – dzień pokaże. Czy może się
jeszcze coś złego wydarzyć?
Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz