Samobójcze "wytykanki", "pouczanki" i "połajanki"
Jarosław Kaczyński jeszcze nie wygrał
wyborów samorządowych, a już wchodzi śmiało w swoje buty powyborcze, uzbrojone,
co prawda – nie daj Boże - nie w "pistolecik", "granacik" i
noże, lecz w gromkie słowa nakazów, ostrzeżeń i połajanek.
Uwaga, zatem na jego wiernych towarzyszy
oraz zwolenników, twardych przyjaciół, ostrych obrońców, także wyznawców
religii smoleńskiej, partyjnych oficerów i "mocherskie" parafianki. Tacy
rodacy wszystko słyszą i wiedzą, więc do ucha… cicho powiedzą. A to dobre ucho
jest wciąż na nasłuchu.
W trakcie jednej z regionalnych konwencji
przedwyborczych PiS, prezes Kaczyński oświadczył i radził swoim słuchaczom:
"należy się przeciwstawić krucjatom ideologicznym", prowadzonym przez niektóre władze samorządowe.
Nie chodziło mu zapewne o to, że – jak
komentuje Janusz Andrzej Majcherek – filozof i socjolog, profesor nauk
humanistycznych i publicysta, rozliczni wójtowie, burmistrzowie i radni
ostentacyjnie kroczą na czele procesji, obnoszą się z feretronami (feretron –
to przenośny, obustronnie namalowany ozdobny obraz religijny).
Uczestniczą oni w pielgrzymkach,
wprowadzają prohibicję w święta katolickie, zakazują wyświetlania filmów
oprotestowanych przez miejscowy kler i religijnych fundamentalistów, wciskają ceremoniał
religijny do szkół samorządowych, wspierają przy pomocy samorządowych pieniędzy
różne inicjatywy kościelne…
Prezesowi PiS chodziło o tych samorządowców,
którzy biorą udział w paradach równości lub, co najmniej przyzwalają na ich
przemarsz ulicami zarządzanych przez siebie, miast.
W domyśle było to także, prawdopodobnie,
potępienie dla lokalnych uchwał o dofinansowanie procedur zapłodnienia in vitro
czy też wprowadzanie do szkół pogadanek i prelekcji o tolerancji wobec osób
nieheteronormatywnych.
"W tym samym duchu, ale jeszcze
ostrzej - "nie promujmy zboczeń, dewiacji i wynaturzeń" -
wypowiedział się wojewoda lubelski.
Te "bezeceństwa", potępiane
przez prezesa i funkcjonariuszy jego partii, mają miejsce w dużych miastach,
gdzie PiS ma niewielkie wpływy, w przeciwieństwie do tych prowincjonalnych
miasteczek i wsi, gdzie często rządzą rozmodleni i religijnie wzmożeni, zwłaszcza na pokaz, działacze
narodowo-katolickiej partii – pisze w Interii.pl J.A. Majcherek.
Szeroko pojętą krytykę "ideologizacji"
samorządów, wygłosił prezes w Poznaniu, którego prezydent bierze udział w
marszach równości, a wojewoda lubelski wypowiedział się tuż przed pierwszym w
historii takim marszem, w Lublinie.
W tych dwóch dużych miastach PiS nie ma
swoich ludzi na czele władz samorządów.
A chce za wszelką cenę mieć po wyborach.
Sondaże przedwyborcze pokazują, że w obu
tych miastach dotychczasowi prezydenci dosłownie miażdżą kandydatów PiS, zatem
mieszkańcom nie przeszkadza styl rządzenia obejmujący przyzwolenie na parady
równości lub osobisty w nich udział.
Pierwszym samorządem w Polsce, który uchwalił
finansowanie in vitro, był właśnie częstochowski, pracujący, w cieniu Jasnej
Góry, pod kierownictwem lewicowego prezydenta.
W dużych miastach połajanki prezesa Kaczyńskiego, nie
tylko nie zmienią tolerancyjnego, postępowego i przyzwalającego nastawienia
mieszkańców, ale i będą przyjęte przez nich, z niesmakiem i niechęcią. Niczego,
więc dobrego nie dadzą takie pouczanki, wytykanki i połajanki. Mieszkańcy już
dobrze wiedzą, na kogo mają oddać swój głos. Nie popierają
"mianowańców"…
Źródło: fakty.interia.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz