Tak się złożyło, że żonę wiceministra wycięli. "Miała startować do sejmiku z list PiS"
Teraz przed wyborami, wszelki lud PiS w
całej krasie, do sejmików, na funkcje burmistrzów i prezydentów, co sił pcha
się.
Taki dziś czas – każdy by gdzieś na posadę
- wlazł. Każdy by chciał brać…, i tu i tam – och, chce się z tego wszystkiego
śmiać, jego mać… A było tak blisko. Lilianna (od lilii wiersza wieszcza), Zielińska,
żona wiceministra Jarosława Zielińskiego, była o włos od startu do wyborów z
list PiS.
Krytyczne wobec tego pomysłu było
kierownictwo partii i lokalni politycy. I bliska już, na wyciągnięcie ręki –
fucha w sejmiku na Podlasiu – przeleciała jak przepióreczka z prosa, koło nosa.
Wiceminister liczył, i to bardzo mocno, że
jego żona wystartuje w wyborach samorządowych. Nie był świadom, że pomysł to niezbyt
zdrowy. Ale przecież taka pani, jak minister Kempa czy choćby marszałek Karczewski,
też startują. A córka posła Cymańskiego także na listach wyborczych PiS. Panie
JZ, coś tu chyba nie tak?
A może wredny pech ściga Liliannę Zet? W 2014
roku pragnęła złapać mandat radnej Suwałk. Zdobyła tylko 156 głosów – to
niezbyt miło, więc na 14 procent wziętych przez PiS w tym okręgu, to stanowczo
za mało, i mandatu pani LZ nie starczyło.
- Największym przeciwnikiem startu żony
wiceministra był Krzysztof Jurgiel, były minister rolnictwa i szef podlaskich
struktur PiS. Prezes ma większe zaufanie do Jurgiela niż do Zielińskiego. Przez
Jurgiela przechodziły wszystkie listy na Podlasiu. Obaj politycy jakby
podzielili strefę wpływów, ale nadal ze sobą rywalizują – twierdzi osoba z
otoczenia szefostwa PiS.
A przecież, pani Lilianna jest osobą znaną,
to szefowa suwalskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. O jej poważnej pozycji,
jako żonie wiceministra, świadczy nawet obrazowa anegdota z "Gazety
Wyborczej". Chodzi o słynne sypanie konfetti z okazji Dnia Niepodległości.
Kiedy silny podmuch z helikoptera strącił kapelusz z głowy pani L, wszyscy
rzucili się za nim w pogoń.
Pech ściga panią LZ nie tylko w wyborach,
lecz także na drogach. W styczniu 2018, sąd w Sokółce skazał ją na 500 zł kary,
za kolizję drogową. Żona wiceministra, prowadząc mercedesa, uderzyła w jadące na
przeciwległym pasie z przeciwka, BMW. W mercedesie był z żoną wiceminister Zieliński. W kolizji nikt nie ucierpiał.
Natomiast w 2003 roku, pani Lilianna,
jadąc należącym do jej męża seatem, wyjechała nagle z drogi podporządkowanej i
uderzyła w bok pędzącego główną drogą mercedesa. Seat zderzył się czołowo z
jadącym z naprzeciwka busem. W mercedesie była Celina L. i jej dwaj synowie.
Cała trójka zawdzięcza życie kierowcy busa – podał "Fakt".
Wyciągnął nieprzytomnych na drogę. Jednak Celina L.,
po wypadku nie wróciła, do zdrowia. Jeździ na wózku inwalidzkim. Lilianna Z.
nie poniosła kary, ani za spowodowanie tego wypadku, ani za nie udzielenie pomocy
jego ofiarom. W tamtym czasie Jarosław Zieliński był posłem PiS.
Źródło: wiadomosci.wp.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz