PiS planuje wymościć sobie drogę do większej liczby europosłów
Czy partia rządząca może mieć więcej posłów
europejskiej niż ma? Owszem. Drogi ku temu są dwie: pierwsza – przez większe
poparcie partii, druga – przez zmianę ordynacji wyborczej. I ta druga jest
ulubiona PiS.
Partia Jarosława Kaczyńskiego robi obecnie
najróżniejsze "wygibasy" polityczne i kombinacyjne, żeby za wszelką
cenę zwyciężyć kolejne wybory. Ma jeszcze wiele zadań do wykonania, w ramach
obietnic z 2015 i celów, jakie znowu rysuje wyborcom, w budowie nowej, silnej,
mocarnej Polski.
Polska była dotąd podzielona na 13 okręgów
Proponowane teraz przez posłów Prawa i Sprawiedliwości
nowe zasady wyborcze do Parlamentu Europejskiego (PE), mogą zupełnie wyeliminować
z podziału mandatów, średnie i małe partie. Ich miejsca w Parlamencie
Europejskim przejąłby właśnie – wielki i silny PiS.
Korzystając ze zbliżających się wakacji i
towarzyszącego im ogólnego rozprężenia w polityce (mundial, wczasy na gorących
plażach Majorki, Egiptu czy Karaibów), posłowie PiS złożyli kilka dni temu w
Sejmie, projekt zmian w ordynacji do Parlamentu Europejskiego.
Mieli być może nadzieję, albo nawet przekonanie, że
prawie nikt tego nie zauważy, a w razie jak zauważy, to nie zrozumie, gdyż
problem teoretycznie dość skomplikowany.
Chodzi o władzę, stanowiska i pieniądze
W praktyce sprawa jest dosyć prosta. Chodzi o to, jak
przy niezmienionym poparciu załatwić sobie więcej mandatów w Parlamencie
Europejskim. A przecież mandaty to nie byle co – to wielka siła polityczna i
spore pieniądze do wzięcia, bo posłowie europejscy opłacani są dużo wyżej, niż w
Polsce.
Ta druga kwestia liczy się bardzo mocno, zwłaszcza w
świetle obniżek uposażeń w ramach nakazu Jarosława Kaczyńskiego, pod hasłem
moralnej skromności, po tym, jak wyszła na jaw afera z premiami dla ministrów
PiS.
Tymczasem europoseł zarabia ponad 7,6 tys. euro (ok.
33 tys. zł) samego uposażenia, nie licząc diet czy dofinansowania biur
poselskich, a poseł w Polsce dostaje, niby tylko 12 tys. zł złotych, czyli
ponad cztery razy mniej. Posłowie do Parlamentu Europejskiego oddają też sporą
część zarobków, w ramach haraczy politycznych, swoim partiom.
Na czym miałaby polegać zmiana?
Otóż Polska była do tej pory podzielona na 13 okręgów,
ale 51 mandatów, jakie przypadały naszemu krajowi, rozdzielano na cały kraj. Z
tego też wynikało to, że głosy przeliczano w całej Polsce i na tej podstawie
przypisywano je poszczególnym partiom, a następnie przydzielano konkretnym
kandydatom z okręgów.
W efekcie było to, że liczba posłów z poszczególnych
okręgów była zmienna. Ale zapewniało to dużą reprezentatywność polityczną.
Inaczej mówiąc, do Strasburga jechali nie tylko przedstawiciele największych
partii, lecz również mniejszych.
PiS proponuje podzielić kraj na nowo na okręgi, z
których wyborcy będą wybierać, co najmniej trzech posłów i rozdzielać głosy,
ale już na poziomie okręgów. W skrajnym wypadku oznaczałoby to ustalenie 17
okręgów po trzech posłów. W takim modelu szanse na miejsca w Parlamencie
Europejskim miałyby tylko dwie partie, PiS i PO.
Prawo i Sprawiedliwość chce też pozostawić przy
przeliczeniu głosów na mandaty, tzw. metodę d′'Hondta, która premiuje
największe ugrupowanie, którym całkiem przypadkowo jest dzisiaj PiS…
Pozostałym partiom nie starczyłoby demokratycznego poparcia,
żeby wziąć udział w podziale mandatów. A więc demokracja wyborcza uśmiechnęłaby
się tym sposobem najbardziej do PiS i partia ta miałby większość, jeśli już nie
w parlamencie krajowym, to na pewno Strasburgu. No i o to chodzi, mości Panowie
i miłe Panie – idźcie do urn oddać głos. Głosujcie tak – na taką partię, aby
nie poszedł on, na zmarnowanie.
Źródło: polityka.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz