Dymisja ministra Jurgiela i wizyta Timmermansa
Dwie nieciekawe sytuacje polityczne jednego
dnia: wizyta Timmermansa w stolicy i dymisja szefa resortu rolnictwa. W
pierwszej, gość z Brukseli dostał pismo…, w drugiej – pismo złożył minister na
biurku premiera.
Dzień 18 czerwca 2018 roku przejdzie do
historii i legendy polskiej polityki prowadzących kiepską grę kabaretowych
graczy, przeciwko władzom Komisji Europejskiej (KE) w Brukseli, którzy czepiają
się, jak przysłowiowy rzep… demokratycznego rządu PiS.
Przed południem w dzisiejszy poniedziałek,
przybył z wizytą do Warszawy wiceszef KE Frans Timmermans. Spotkał się z
premierem Morawieckim, aby porozmawiać o praworządności w Polsce oraz o
reformie wymiaru sprawiedliwości. Premier wręczył szanownemu gościowi listę
zmian w tych dwóch dziedzinach wprowadzonych przez rząd PiS w ostatnich
miesiącach.
Frans Timmermans, wyjeżdżając z Warszawy,
zapewnił, że konsultacje obustronne będą kontynuowane. Można więc powiedzieć,
że wiceszef KE załatwił w polskiej stolicy tyle, co nic, bo sprawy, o które od
grudnia 2017 toczy się bój Brukseli, stanęły w miejscu, jak woda w wiejskiej
sadzawce.
Druga istotna sprawa na linii
Bruksela-Warszawa to zejście z krzesła, świetnego ministra rolnictwa rządu PiS,
Krzysztofa Jurgiela. Minister Jurgiel podał się do dymisji. Uczynił ten
polityczny - bolesny dla niego gest - choć jak twierdzą jego gorliwi obrońcy w
szeregach partii rządzącej, ma wielkie zasługi, gdyż "dzielnie pomagał
rolnikom", a – mimo wszystko - "podjął decyzję z powodów
osobistych".
A to ciekawe. Dziennik
"Rzeczpospolita" donosił dużo wcześniej, że dymisja ministra
rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, jest przesądzona i nastąpi w czerwcu. Informator
z otoczenia szefa resortu, przekazał w rozmowie z gazetą, że "Jurgiel
pożegnał się już ze swoimi współpracownikami".
Według "Rzeczpospolitej", zmiana
ministra rolnictwa, która nastąpi teraz, jest podyktowana szerszym kontekstem. Chodzi
m.in. o mało skuteczną walkę Krzysztofa Jurgiela z afrykańskim pomorem świń.
Ponadto idą wybory samorządowe i to
okazja dla Prawa i Sprawiedliwości, aby przekonać do siebie wiejski elektorat.
"Stratedzy PiS, od dawna zdawali sobie
sprawę z tego, że jeśli Zjednoczona Prawica ma myśleć o poszerzeniu władzy po
wyborach samorządowych, to może stać się to przede wszystkim, w regionach na
wschodzie" – zaznacza gazeta. A tam
szaleje świńska choroba i rozszerza się na inne regiony.
W dodatku, coraz gorsza sytuacja zapowiada się w
wypłatach środków unijnych dla wsi i rolnictwa, za co należy winić także
Krzysztofa Jurgiela. No i bez wątpienia, ponosi on winę (do czego PiS
niechętnie wraca) za złą, smutną i zupełnie upadłą sytuację, w stadninach koni
w Janowie Podlaskim i Michałowie, w woj. świętokrzyskim.
Źródło: wprost.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz