Absurdalne referendum prezydenta z hamletowskim pytaniem: Być albo nie być?
Polska władza najwięcej czasu traci na
sprawy mało interesujące społeczeństwo – rząd szarpie się o swoje z Brukselą, a
prezydent – ze społeczeństwem o referendum.
Jednego dnia słyszymy, że Timmermans nie
chce rozmawiać z wiceszefem polskiego MSZ Szymańskim, drugiego, że Timmermans
przyjedzie na rozmowy do Warszawy z premierem Morawieckim. Kwestia wciąż ta
sama z zawziętym rządem: Jak to z regułami demokracji i praworządności, w Polsce?
Czy art. 7 UE ma wejść, czy jednak nie?
Referendum powinno być dwa dni?
A prezydent Duda, podobnie prze uparcie do przodu z referendum konstytucyjnym, jak przysłowiowy (nie obrażając naszego sąsiada) ruski czołg. Kancelaria Prezydenta podała już dla publiki 15 pytań, które chce zadać Polakom w referendum, niech się ludziska zapoznają z ich treścią i dyskutują przy obiedzie czy kolacji.
Prezydent marzy o referendum konstytucyjnym, które –
jego zdaniem - powinno być przy okazji daty symbolicznej, jaka przypada w
listopadzie: W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości 1918 roku.
Żeby jak najwięcej Polaków poszło do urn
11 listopada 2018 r., referendum – według prezydenta – powinno trwać dwa dni.
Pytań będzie, być może, mniej niż 15 i będą jeszcze modyfikowane, ale prezydent
ma ukryte swoje polityczne cele, które chce koniecznie osiągnąć. Do 20 lipca
złoży wniosek do Senatu o jego przeprowadzenie.
Przykładowe pytania
Pytania, według niego, są ciekawe, wręcz
frapujące, m.in. takie: Czy jest pan/pani za uchwaleniem nowej Konstytucji RP,
bądź zmian w obecnie obowiązującej? Czy jest pan/pani za wprowadzeniem do
konstytucji obowiązkowego referendum w sprawach istotnych dla państwa i narodu,
jeśli z takim żądaniem wystąpi co najmniej milion obywateli?
Czy jest pan/pani za odwołaniem się w
preambule konstytucji do ponad 1000-letniego chrześcijańskiego dziedzictwa
Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i tożsamości
narodowej? Czy jest pan/pani za konstytucyjną gwarancją szczególnego wsparcia
rodziny polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych,
takich jak świadczenia 500 plus.
Czy jest pan/pani za zagwarantowaniem w
Konstytucji RP szczególnej ochrony prawa do emerytury dla kobiet od 63. r.ż. i
dla mężczyzn od 65. r.ż.
Czy jest pan/pani za konstytucyjnym
zagwarantowaniem członkostwa RP w Unii Europejskiej? Czy jest pan/pani za
zapisaniem w konstytucji RP gwarancji suwerenności Polski w UE oraz wyższości
konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim.
Czy jest pan/pani za wzmocnieniem
kompetencji wybieranego przez naród prezydenta w sferze polityki zagranicznej i
zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi RP? Czy jest pan/pani za przyznaniem w
Konstytucji RP gwarancji szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym,
dzieciom, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku?
Wątpliwości co niemiara
Pomysł 15 pytań w referendum, zresztą tak doniosłym
tematycznie - to pierwsza i główna przeszkoda, z jaką przyjdzie się zmierzyć
prezydentowi. Pytań powinno być, moim zdaniem, nie więcej niż trzy. A obrany termin
11 listopada jest chyba największym absurdem. Można też spodziewać się, że
macierzysta partia prezydenta, potraktuje referendum również za absurd.
Jak do tej pory, nie widać absolutnie
społecznej aprobaty w tej kwestii. Wobec tego nie ma nadziei na tłumy przy
urnach. Społeczeństwo może zareagować na to wydarzenie niechętnym machnięciem
ręką i zwykłą dezaprobatą. W dodatku, bez zgody PiS, referendum konstytucyjne
nie ma szansy się odbyć. A na to dziś się zanosi.
Póki co prezydent Duda na posiedzeniu Narodowej Rady
Rozwoju apeluje: "Proszę żebyście państwo wspierali mnie i wzięli udział w
referendum!" Jednak koniec końców, jeśli partia Jarosława Kaczyńskiego, tę
kiepsko przemyślaną prezydencką
inicjatywę odrzuci, to będzie ją za co pochwalić – komentuje publicysta
"Polityki" Łukasz Lipiński.
Źródło: polityka.pl.
Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz