Wciąż jeszcze przed Polską kolejne ustępstwa w sprawie praworządności
Po wczorajszych obradach unijnych ministrów
w Radzie UE, na temat sporu Polski z Brukselą o praworządność, są jeszcze
możliwości kolejnych ustępstw.
Władze PiS w Warszawie, od jakiegoś czasu,
zmieniły taktykę wobec Komisji Europejskiej. Przestały drzeć koty, jak za czasu
rządów, premier Beaty Szydło. Wprost przeciwnie – rozmawiają posłusznie z
Brukselą i cofają się nawet czasem o krok, jak to ma miejsce obecnie.
Otwarte jest dla Polski całe spektrum możliwości
Dialog trwa. To dobry znak. Jednak
brukselscy biuraliści, dobrze znają takie triki: Na pokaz robić wrażenie, że
nic się złego nie dzieje, Bruksela czeka na odkręcenie przez Polskę przepisów,
które skracają kadencję I prezes Sądu Najwyższego i dokonują w nim czystki
emerytalnej.
Poczynione dotąd ustępstwa, ze strony
Polski, w sprawie skargi nadzwyczajnej to za mało - uważa wiceszef KE Frans
Timmermans.
W poniedziałek, 14 maja 2018, obradowali unijni
ministrowie w Radzie UE, na temat sporu Polski z Brukselą o praworządność.
Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans przedstawił ministrom dotychczasowe
ustępstwa ze strony rządu Mateusza Morawieckiego, m.in. przywrócenie równego
sędziowskiego wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn.
Jednak stanowczo zaznaczył, że to mało,
dla rozwiania obaw o niezawisłość wymiaru sprawiedliwości w Polsce. - Rada UE
wróci do tematu Polski na następnym posiedzeniu 26 czerwca br.
Po posiedzeniu Rady UE Frans Timmermans powiedział,
w kontekście tego posiedzenia, że teraz otwarte jest dla Polski całe spektrum
możliwości - od stwierdzenia, że już nie ma systemowego zagrożenia dla
praworządności, po podjęcie kolejnych kroków w ramach postępowania z art. 7.
Traktatu o UE.
Dalszy dialog lub zawieszenie postępowania z art. 7.
Brak "systemowego zagrożenia" to znak
zakończenia procedury z art. 7,
a "kolejne kroki" oznacza dalsze polityczne "grillowanie"
władz Polski, a więc najpierw formalne przesłuchanie przez Radę UE, potem praca
nad rekomendacjami i ich przyjęcie przez Radę Unii.
W końcu musiałoby być ewentualne głosowanie krajów
Unii nad deklaracją o "wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności
przez władze Polski", a do tego trzeba najmniej 22 z 28 krajów UE.
Natomiast pośrednie rozwiązania w "spektrum",
na które wskazał Frans Timmermans, to - zdaniem naszych rozmówców w Brukseli –
pisze portal dw.com, decyzja o dalszym "dialogu między Brukselą i Warszawą",
bądź – w dość optymistycznym wariancie - zawieszenie postępowania z art. 7.
Kluczowy będzie 3 lipca
Wiceszef KE Timmermans, powiedział ministrom za
zamkniętymi drzwiami o "kluczowym terminie 3 lipca". Wskutek
obniżenia wieku emerytalnego z 70. do 65. roku życia sędziów SN, ma zakończyć
się kadencja I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf i mandat tych
sędziów SN, którzy nie poprosili prezydenta Andrzeja Dudę i nie otrzymali od
niego zgody, na pracę na emeryturze.
Komisja Europejska wskazywała od lipca 2017 r., że ta
niekonstytucyjna czystka emerytalna w Sądzie Najwyższym - to "czerwona
linia" w sprawie art. 7. I KE istotnie wszczęła postępowanie
dyscyplinujące w grudniu 2017, gdy tylko prezydent Duda podpisał ustawę
obniżającą wiek emerytalny w Sądzie Najwyższym, także dla obecnie zasiadających
w nim sędziów.
Poważne naruszenie stabilności sądownictwa
Ewentualne ustępstwo w kwestii Sądu Najwyższego (bądź
jego brak), może okazać się, przeważającym argumentem na rzecz przyspieszenia
lub spowolnienia postępowania z artykułu 7. Traktatu UE.
Problem jest teraz jeszcze, zdaniem Timmermansa, z zaproponowanym
przez władze Polski ustępstwem w sprawie skargi nadzwyczajnej, choć to i tak za
mało. Skarga pozwala na wzruszenie prawomocnych wyroków sądowych, wydanych od
1997 r. (od 2021 r. będzie można się cofać ze skarżeniem wyroków tylko o pięć
lat).
Poprawką ma zająć się w tym tygodniu Senat, ogranicza
ona z ośmiu do dwóch, liczbę podmiotów uprawnionych do składania skargi – to:
rzecznik praw obywatelskich i prokurator generalny.
Ale, zdaniem Komisji Europejskiej, kryteria skargi, m.in.
naruszenie sprawiedliwości społecznej i cofanie się ze skargami do 1997 r., to
wciąż poważne naruszenie stabilności niezawisłego wymiaru sprawiedliwości. Frans
Timmermans mówił ministrom UE także o niekonstytucyjnym składzie nowej Krajowej
Rady Sądownictwa w Polsce.
Wysokie poparcie krajów UE
- Brakuje symetrii. Polska zrobiła olbrzymi postęp w
kwestii szukania drogi wyjścia z tego sporu. Ale Komisja Europejska również
powinna wykazać gotowość do postępu – powiedział minister do spraw europejskich
Konrad Szymański, po spotkaniu Rady UE. Jednak Komisja Europejska otrzymała
wsparcie prawie wszystkich krajów UE.
Do konkretnych rezultatów (kolejnych ustępstw) wzywały
Polskę, m.in.: Niemcy i Francja oraz Beneluks. Od głosu wytrzymały się tylko: Bułgaria
i Austria oraz Cypr. A dość bliskie stanowisku Polski, choć bez ostrej krytyki
wobec Timmermansa, były tylko Węgry.
Jak się okazuje, tu może grać – jak w
starym przysłowiu – "siła złego na jednego". Dlaczego? Bo harmonogram
posiedzeń Rady UE na temat Polski, zaczyna się – niebezpiecznie dla rządu
Morawieckiego – nakładać na prace Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, w
sprawie Polski.
Trybunał w Luksemburgu zamierza, przed
końcem czerwca, odpowiedzieć na pytanie sądu z Irlandii, czy można odesłać do
Polski aresztowanego Polaka, skoro istnieje podejrzenie zagrożonej
praworządności, a zatem i nieuczciwego procesu. Jeśli Trybunał UE wda się w
szczegółową ocenę stanu państwa prawa w Polsce, może się to okazać politycznie
ważniejsze pranie, od groźby artykułu 7.
Cięcia funduszy o 30 procent?
Rada UE debatowała w poniedziałek także o
projekcie nowego budżetu UE na lata 2021-2027. Polska i Węgry ostro krytykowały
pomysł uzależnienia funduszy UE, od spełniania wymogów praworządności, a europoseł
PiS sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Konrad Szymański,
nazwał to "ogromnym zawłaszczeniem władzy" przez Komisję Europejską.
Projektowane cięcia w polityce spójności wyniosłyby
dla Polski 7 proc., a po uwzględnieniu prognozowanych zmian siły nabywczej – aż
około 13 proc. Konrad Szymański ostrzegał innych ministrów, że dla niektórych
krajów to może przełożyć się na cięcie o 30 procent, choć potem w rozmowie z
dziennikarzami twierdził, że nie miał na myśli Polski. Rozpędził się zbyt mocno
pan minister - ujawniając krytyczny punkt, którego obawia się PiS.
Źródło: dw.com.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz