Polska może jednak stracić w nowym budżecie unijnym


Jeśli ktoś myśli, że nadal będzie można zwodzić KE polityczną grą, że "w Polsce demokracja i praworządność mają się dobrze" to na tym przegra.

W robotnicze Święto 1 Maja, politycy partii rządzącej, osieroconej od kilku dni z powodu poważnej choroby kolanowej Prezesa, który niepewnie po świecie kroczy o kulach, zachłystywali się niby szczęśliwym projektem dla Polski, unijnego budżetu na dalsze lata, aż do 2027 roku.

Optymizm Zbigniewa Kuźmiuka

Drugiego dnia maja, w dzień flagi, unijny komisarz ds. budżetu Günther Oettinger, przedstawił tymczasem, Wprost przeciwną propozycję nowej unijnej perspektywy finansowej, na lata 2021–2027. Nie ma w niej absolutnie, tych radosnych wieści dla Polski, rządzonej przez PiS.

Owszem, tragicznie nie brzmi ta nowa perspektywa finansowa, Unii. Będą jednak cięcia i będzie uzależnienie wielkości kwoty przyznanej krajom, zależnej od poziomu praworządności. I będą możliwości wstrzymania przez władze unijne w Brukseli, wypłaty określonej puli pieniędzy.

Na nic się zdały słowa hurra optymizmu, głoszone przez cały dzień w doniesieniach radiowych i telewizyjnych mediów narodowych, czyli partyjnych PiS - europosła, eksperta ds. rolnych Zbigniewa Kuźmiuka, któremu coś innego brzmiało w myślach i głowie, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem projektu unijnego budżetu, na lata 2021-2027.

Propozycja Komisji Europejskiej w sprawach budżetu jest dopiero początkiem wielomiesięcznej batalii o ostateczny kształt unijnego budżetu, która ma się zakończyć za rok, w maju 2019 roku, przed wyborami do nowego Parlamentu Europejskiego. Jeden z urzędników w Brukseli nazwał debatę budżetową - "partią szachów toczoną w 12 wymiarach", co dość trafnie oddaje stopień skomplikowania i wielowarstwowość tych negocjacji.

Wypłata zależna od praworządności

Przedstawiciel władzy PiS, w randze wiceministra spraw zagranicznych ostrzega KE, przed uzależnianiem przez biurokratów UE, przyznania lub wstrzymania wypłaty pieniędzy, tym krajom, w których praworządność ma się na bakier. Bo to – argumentował – jawne zagranie polityczne. A szef MSZ ostrzegł: "Polska nie zgodzi się na polityczne naciski".

Wobec tego, czym jest granie polityczne wewnątrz kilku krajów Środkowej Europy, jak nie jawnym łamaniem praworządności?

To właśnie z ich efektów wynika, ile dostaną rolnicy, ile pieniędzy zostanie przeznaczonych na budowę infrastruktury, a ile na innowacyjność czy wymianę młodzieży, m.in. w Polsce. Rozstrzygnie się też, ile do projektu unijnego dołożą płatnicy netto, tacy jak: Niemcy, Francuzi czy Holendrzy, a ile zyskają beneficjenci, w tym Polska.

Ogólnie, dwie największe pozycje w unijnym budżecie, to: wspólna polityka rolna i polityka spójności, czyli pieniądze przeznaczane na wyrównywanie różnic, między państwami Unii i ich obywatelami.

Unijne gry budżetowe

Unia Europejska działa na podstawie corocznych budżetów, tak jak państwa. Ale te jednoroczne budżety muszą się mieścić w ramach ustalanych w rytmie siedmioletnim, tzw. wieloletniej perspektywy budżetowej (Multiannual Financial Framework, MFF). Poprzednia perspektywa, na lata 2014–2020, była dla Polski wyjątkowo korzystna.

Wtedy, tylko w ramach polityki spójności, dostaliśmy 82,5 mld euro, czyli około 350 mld złotych. Teraz byłoby to kilka procent mniej lub wcale… Nowa perspektywa może być dla Polski mniej korzystna, dlatego warto zwrócić uwagę, na kilka najważniejszych elementów propozycji Oettingera.

Jaka będzie wysokość całego budżetu?

Im wyższy cały budżet Unii, tym Polska ma większe szanse z niego skorzystać. Polska jako kraj, wciąż stosunkowo biedny na tle całej Unii, jeszcze długo będzie beneficjentem unijnego budżetu. To znaczy, że więcej będzie z niego dostawać, niż do niego wpłacać.

Dlaczego trudno będzie utrzymać budżet na podobnym poziomie co w tej siedmiolatce? Bo w 2019 r. Unię opuści Wielka Brytania, która była jednym ze znaczących płatników netto, czyli państw, które do Unii dopłacały. A pozostali płatnicy netto, nie chcą dokładać do Unii dużo więcej, niż dotychczas. A władze  polskie, chcą brać tyle, co dotąd i najlepiej nic lub niewiele, wpłacać do kasy Unii.

Komisarz ds. budżetu Günther Oettinger, jak słychać, zaproponuje nowy budżet na poziomie podobnym do obecnego, czyli nieco ponad biliona euro. Swoje składki unijne, pod określonymi warunkami, zgadzają się podnieść: Niemcy i Francuzi, nic "nie" mówią o tym: Holendrzy, Szwedzi, Austriacy ani Finowie. Jeśli powiedzą "Nie" to Polska musi na tym stracić.
Źródło: polityka.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Tabela Czternastej Emerytury 2025"

BYWAJĄ TACY…

PLATFORMA