Spór o Puszczę Białowieską skończony. PiS ma uciechę. Podobno wygrał


Konsekwentna upartość władz rządzących w Polsce, nie dała KE za wygraną, aż przyszedł dzień, w którym Trybunał UE ogłosił wyrok w sprawie Polski… Podobno radosny?

Koniec sporu z KE i UE o Puszczę Białowieską – cieszą się rządzący z PiS. To po tym, jak Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) ogłosił wyrok w sprawie Polski, dotyczący wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Czy zakończy to wielomiesięczny konflikt między Komisją Europejską i Polską?

Podważanie regulacyjnej roli Komisji

Być może zakończy, bo Bruksela ma już dość PiS i walki z takim rządem, którego nie wypada ukarać "bombą atomową", czyli artykułem 7 Traktatu, ani tym bardziej wyrzucić PiS czy Polski, z gremiów Unii.

Nie można, gdyż szkoda, żeby tak duży kraj europejski - będący przypadkiem pod wpływem Orbana i Węgier - nie "przytulił się" do Rosji. Co nie jest wcale takie niemożliwe, wszak prezes PiS ma wszelkie inklinacje, ku temu idące – w hasłach, poglądach i działaniach…

Decyzja Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) ma zakończyć wielomiesięczny konflikt między Komisją Europejską i Polską, w którym spór o ochronę Puszczy Białowieskiej stawał się pretekstem do podważania regulacyjnej roli Komisji, w ustroju Unii. A co gorsza – do otwartego kwestionowania autorytetu Trybunału UE w Luksemburgu, co nigdy wcześniej nie zdarzyło się żadnemu rządowi unijnemu – pisze portal wp.pl.

Wycinka na terenie Puszczy Białowieskiej

Gdy unijny Trybunał Sprawiedliwości, wydał w lipcu 2017 r. doraźny nakaz wstrzymania wycinki drzew w Białowieży (aż do ogłoszenia ostatecznego werdyktu), ówczesny minister środowiska Jan Szyszko publicznie sugerował, że nie posłucha. I jak chciał, leśnicy nie przerwali wyrębu oraz wywożenia ponad 100-letnich świerków, porażonych ponoć kornikiem, wbrew zasadom ścisłej ochrony ekosystemu lasów naturalnych.

Białowieża i wielka polityka

Sabotowanie decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE stało się dla wielu innych krajów Unii, dowodem na łamanie praworządności przez Polskę, i to nawet wyrazistszym, od polskich ustaw sądowych. Wprawdzie polski MSZ we wrześniu 2017 r. tak, jakby w kontrze do ministra Szyszki, deklarował, że Warszawa respektuje wyroki z Luksemburga, ale na miejscu w Puszczy Białowieskiej, wciąż nie było tego widać.

Pierwszym punktem zwrotnym stała się zapowiedź Trybunału z listopada 2017 r., że jeśli Polska natychmiast nie wstrzyma zakazanych prac w Puszczy Białowieskiej, to będzie płacić, po co najmniej 100 tys. euro grzywny za każdy dzień, łamania doraźnej decyzji Trybunału z lipca 2017.

Drugim zwrotem okazało się powołanie rządu Mateusza Morawieckiego z nowym ministrem środowiska Henrykiem Kowalczykiem w grudniu 2017 r. Spuszczenie z tonu przez Warszawę, w sprawie Białowieży, stało się jednym z najłatwiejszych ruchów Morawieckiego, w poszukiwaniu odwilży z relacjach z władzami Unii w Brukseli.

– Wyrok uszanujemy. Spodziewam się decyzji Trybunału mniej więcej w duchu opinii, jaką w lutym zarekomendował rzecznik generalny Trybunału UE. A zatem decyzji, że nastąpiło naruszenie prawa europejskiego – deklarował publicznie minister Kowalczyk kilka dni temu.

Udało się bez grzywny

Jak się oczekuje, Polska – jako strona przegrana – zostanie obciążona przez Trybunał kosztami postępowania. Nie będzie jednak żadnej grzywny, bo Komisja Europejska – zgodnie z traktatami unijnymi – nawet nie mogła o nią wnioskować. Dopiero, gdyby Polska odmówiła lub nie podporządkowała się ostatecznej decyzji Trybunału, powtórne postępowanie mogłoby prowadzić do olbrzymich kar finansowych.

Korniki w słoju ministra Szyszki

Postępowanie przed unijnym Trybunałem w Luksemburgu dotyczy decyzji ministra środowiska i dyrekcji Lasów Państwowych z 2016 i 2017 r. o dużym zwiększeniu wycinki drzew oraz wywożenia starych świerków porażonych kornikiem z chronionych obszarów Puszczy Białowieskiej, w tym z części objętej w 2007 r. programem Natura 2000, czyli zaostrzoną ochroną w jednym z najlepiej zachowanych lasów naturalnych Europy.

Komisja Europejska od początku przekonywała, że Polska łamała dyrektywę o ochronie siedlisk przyrodniczych, dyrektywę ptasią, szczególnie w stosunku do dwóch gatunków - dzięciołów, sóweczki i włochatki, jak też przepisy o obszarach Natura 2000.

Z kolei minister Szyszko, który na jedną z rozpraw z Luksemburgu przywiózł słój z kornikami, przekonywał, że - w przeciwieństwie do Brukseli – wie, jak postępować ze szkodnikami w polskich lasach. Przed Trybunałem w Luksemburgu protestowali wówczas zarówno polscy ekolodzy, jak i zwolennicy ministra Szyszki.

Prawne przepychanki z Polską dotyczyły nawet definicji "bezpieczeństwa publicznego". Wiceprezes unijnego Trybunału Antonio Tizzano zastrzegł w swej decyzji z sierpnia 2017 r., że zakaz wycinek w Puszczy Białowieskiej nie dotyczy sytuacji "zagrażających bezpieczeństwu publicznemu".

Jednak podwładni ministra Szyszki tak bardzo naciągali ten wyjątek, że Trybunał UE w swym 15-osobowym składzie, czyli jako "Wielka Izba", m.in. musiał doprecyzowywać, jak rozumieć owe względy bezpieczeństwa. Sędziowie tłumaczyli, że chodzi o "zapewnienie w sposób bezpośredni i natychmiastowy, bezpieczeństwa osób pod warunkiem, że z obiektywnych przyczyn, nie są możliwe inne mniej radykalne środki".

Minister Kowalczyk nie wyklucza wprowadzenia nowych i większych limitów wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej, w porównaniu z czasami sprzed panowania Szyszki. – Od tego będzie zespół ekspercki, do którego włączymy leśników, ale też ekspertów od ochrony przyrody. Od jego opinii będziemy uzależniali propozycje, które przedłożymy KE do dyskusji. Ale o harwesterach nie ma mowy – uprzedził minister Kowalczyk.

W ten uparty i nieźle przemyślany chachmęciarski sposób władz polskich rządu PiS, udało się, po wielu trudnych i nierzadko napiętych miesiącach walki (obustronnej) z Brukselą, przeforsować w końcu wygraną, choć w istocie skandalicznie przegraną, sprawę wycinki Puszczy Białowieskiej. 
Źródło: wiadomosci.wp.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Tabela Czternastej Emerytury 2025"

BYWAJĄ TACY…

PLATFORMA