Minister Suski: "Prezydent Duda poszedł ścieżką Lecha Wałęsy"
Prezydent Duda, w przeddzień Wielkiej Nocy,
rzucił na stół świąteczny rządowi, smakowity pasztet do zjedzenia – weto
ustawy degradacyjnej.
Ustawa miała dotyczyć generałów i niższych
stopni wojskowych, członków WRON w stanie wojennym oraz osób, które w latach
1943-1990 swoją postawą, "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu".
A prezydent Duda postawił takiej ustawie weto .
"Rozrachunek z przeszłością trzeba
robić"
- Prezydent poszedł ścieżką Lecha Wałęsy,
jest "za" a nawet "przeciw" - stwierdził minister Marek
Suski, szef gabinetu politycznego Prezesa Rady Ministrów. Tak minister Suski skomentował
prezydenckie weto tzw. ustawy degradacyjnej.
Goście programu "Woronicza 17"
dyskutowali, m.in. o prezydenckim wecie, wobec tej ustawy. - Rozrachunek z przeszłością trzeba robić,
ale metodami, które prawnie są nie do wzruszenia - bronił decyzji prezydenta
jego rzecznik Krzysztof Łapiński.
"Generalnie trzeba zrobić rozrachunek
z przeszłością"
Jak tłumaczy rzecznik prezydenta Krzysztof
Łapiński, głowa państwa jest za rozrachunkiem z przeszłością, ale – jak podkreślił
- "metodami, które prawnie są nie do wzruszenia". Prezydent jest tym
politykiem, który "popiera negatywną ocenę, także w wymiarze prawnym -
Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, czy funkcjonariuszy aparatu represji" -
dodał.
- Przy tej ustawie zwrócił uwagę na kilka
jej mankamentów, m.in. na brak środka odwoławczego od decyzji o odebraniu
stopni generalskich. To mogłoby skutkować reperkusjami, jeżeli chodzi o
odwołanie do gremiów europejskich. Na gruncie europejskim, taka sytuacja
mogłaby się spotkać z procesami, które Polska by przegrywała - podkreślił Krzysztof
Łapiński.
Łapiński przypomniał też, że prezydent
zwrócił uwagę na fakt, iż nie można wrzucać do jednego worka takich postaci, jak
generał Hermaszewski, generał Kiszczak czy generał Jaruzelski, oraz "że
generalnie trzeba zrobić rozrachunek z przeszłością, nawet trudny, ale takimi
metodami, które prawnie nie są w żaden sposób do ruszenia, np. w taki, że ktoś
powie, że ustawa jest niekonstytucyjna".
"Moralne oddzielenie dobra od
zła"
Minister Marek Suski przekonywał, że
lepszym rozwiązaniem byłoby skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. -
Trybunał może pewne przepisy uchylić albo wydać zalecenie Sejmowi do
wprowadzenia pewnych poprawek - tłumaczył.
- Takie radykalne weto jest czymś
zaskakującym. To zablokowanie choćby moralnego oddzielenia dobra od zła.
Argument, że jedni byli bardziej, a inni mniej aktywni w walce przeciwko
obywatelom, którzy chcieli wolnej Polski, jest argumentem kalekim - stwierdził
Suski.
- Szanuję prawo głowy państwa do weta, ale
tej decyzji absolutnie nie rozumiem i jestem nią bardzo zawiedziony - dodał.
Degradacja na zasadzie "widzi mi
się"
Innego zdania był polityk Nowoczesnej
Paweł Rabiej. Jego zdaniem weto prezydenta to "dobra i rozważna
decyzja". Według niego, ustawa ma wiele wad prawnych i moralnych.
- Odwołam się do kwestii moralnych. Bardzo
trudno jest poprzez jedną ustawę, która oddziela ziarno od plew i mówi co jest
czarne, a co białe, zaprowadzić pewną sprawiedliwość dziejową.
- To jest rola (…)historyków - podkreślił Paweł
Rabiej, i dopytywał, jak daleko ma sięgać lustrowanie. W tej sytuacji – jak
uważa poseł - może trzeba będzie się zająć również "marszałkiem Piłsudskim
i królową Boną".
- Problem polega na tym, że ta ustawa nie
dotyczy Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, a degradacji wojskowych przez
polityków, na zasadzie "widzi mi się". W demokratycznym kraju powinny
to robić sądy - stwierdził polityk PO Andrzej Halicki.
Nad prezydentem wisi miecz Damoklesa
- Od początku mówiliśmy, że ustawa jest zła, gdyż
wrzuca wszystkich do jednego worka - mówił poseł PSL Paweł Jan Bejda. - Nie leży w
polskiej mentalności wchodzenie do grobów i zrywanie pagonów. Jeżeli mówimy,
żeby wojskowych degradować, to trzeba uchwalić taką ustawę, żeby oskarżeni mogli
się bronić i żeby był tryb odwoławczy - dodał.
Tomasz Rzymkowski z Kukiz'15 ocenił, że prezydent nie
podpisał ustawy, bo "bał się odpowiedzialności za własne decyzje". "W
mojej ocenie, prezydent "bał się podejmować decyzję o degradacji generała
Hermaszewskiego, bo to spotkałoby się z gigantycznym atakiem ze strony
większości opinii publicznej" – stwierdził poseł.
Tym razem, podobnie jak w minionym roku latem,
prezydent Duda nie tylko zaskoczył swoim wetem, ale i mocno naraził się po raz
drugi rządowi i Naszemu Najdroższemu Naczelnikowi. To może skutkować
pozostawieniem prezydenta na "bocznicy", w planowaniu go przez PiS na
drugą kadencję. Kandydatką pewną może być wtedy "ulubiona" i niezawodna
Beata Szydło.
Źródło: wiadomosci.wp.pl i tvp.info.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz