Była premier i ministrowie sypali milionami na premie jak z rogu obfitości aż róg pękł


Żeby przykryć paskudny szwindel z nagrodami, prezes Kaczyński, choć sam w tym maczał palce, kazał notablom tak pracować, by PiS było "partią czystych rąk".

Gdy w minionym tygodniu (13-15 kwietnia 2018) zaczęło huczeć i dudnić w kraju, że partia rządząca bierze torbami z budżetu miliony i rozdaje swoim mocno "zapracowanym" ministrom i nie tylko, w formie nagród "za ciężką pracę" dla partii w budowie nowej Polski, szef PiS wpadł w popłoch i wściekłość.

Kazał swoim notablom czym prędzej zwracać nagrody w postaci pieniędzy – już nie do kasy państwa – a na Caritasy, bo tak będzie szybciej, lepiej i sprytniej. Szczególnie słowo "sprytniej" ujęło prezesa PiS, który bijąc się z myślami – słuchał, jak radzi doradca (jegomość z nazwiska skryty) - wszak kasa Caritasu, nigdy nie gardzi milionami.

Bo na rządowym grillu - miliony na nagrody – można upiec dwie pieczenie naraz: oddać miliony i ukryć miliony. Oddać do kasy Caritasu miliony, to tak, jakby ukryć je w szwajcarskim banku, czyli bez kontroli stanu konta, gdyż ta instytucja działa otwarcie i nienagannie, więc funkcjonuje w niej taka sprawa, że nikt nie ma wglądu w jej niepisane prawa.

Zatem, gdy Beata Szydło, jako premier rządu, zaczęła hojnie obdzielać ministrów milionami, jak tłumaczyła w Sejmie, "za ciężką pracę", jeden z genialnych ministrów, Krzysztof Jurgiel – wybitny rolnik na tym szczeblu – także dał wysokie nagrody swoim współpracownikom, wiceministrom Ministra Rolnictwa, za 2017 rok. Łączna kwota nagród dla pracowników resortu wyniosła niemal 6 milionów złotych ("Super Express".

Wysokie premie przyznała też swoim współpracownikom na odchodne,  minister cyfryzacji Anna Streżyńska, która nie przyjęła oferty wstąpienia do partii prezesa, więc musiała odejść. Każdemu wyszło ponad 4 tys. zł ekstra dodatku do pensji miesięcznie, czyli po 51,4 tys. zł na głowę.

Najwięcej przeznaczyła na nagrody dla urzędników premier Beata Szydło. Łącznie ponad 200 milionów złotych. Największą pulę z kasy państwa na premie ministrom, dostał i wydał, za zgodą pani premier, wicepremier Mateusz Morawiecki, w Ministerstwie Finansów - łącznie 71 milionów zł.

W ministerstwie dyplomacji, za czasów Witolda Waszczykowskiego, przez dwa lata poszło na nagrody, blisko 60 mln złotych. Za co? "Za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej" – podkreśla biuro prasowe ministerstwa. Tłumacząc się w Sejmie, z szastania milionami wyjętymi z publicznej kasy, Beata Szydło argumentowała, że to "za ciężką pracę", bo "im się należało".

Na nic się zdały wszelkie wybiegi i zabiegi Jarosława Kaczyńskiego idące w tym kierunku, że naród uwierzy w szczere tony prezesa, że on chce dobrze, lecz jakieś tajemne moce sprawiły, iż dotąd niezawodne i czyste jak łza Prawo i  Sprawiedliwość, nagle wpadło w koleiny i nastał czas dla partii niemiły. Słupki zaczęły spadać, najlepsza premier poleciała, nastał po niej nieskazitelny, a został wciąż niewinny, uroczy, silny, bezczelny...
Źródło: "Super Express" i natemat.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Tabela Czternastej Emerytury 2025"

BYWAJĄ TACY…

PLATFORMA