"MON utopiło przetarg na 10 mld zł". Gen. Polko: To pokłosie Macierewicza
Za panowania Antoniego Macierewicza w roli szefa MON,
padało ze strony obserwatorów, głównie ze środowisk opozycji, wiele gorzkich
słów krytyki.
Bo, jak mówiono, nie potrafi kierować tak
newralgicznym i strategicznym resortem, jakim jest wojsko, a tym bardziej dobrze i
nowocześnie wyszkolić żołnierzy, na potrzeby współczesnych militarnych zadań.
Antoni Macierewicz, nie miał w tym
zakresie koncepcji, ani doświadczenia. Miał tylko szczere chęci zająć się tym
resortem, więc dostał go w prezencie, od szefa PiS. A, że jest starym
przyjacielem Jarosława Kaczyńskiego, wystarczyło to, żeby być ministrem wojska
polskiego i wojny z Rosją, Putina. Wcześniej było pewne, że będzie nim Jarosław
Gowin.
Urzędowanie szefa MON oparte było przede wszystkim na
składaniu coraz to nowych, zaskakujących obietnic - dziennikarzom i
społeczeństwu, o bliskich zakupach nowoczesnego sprzętu dla wojska, w tym m.in.
okrętów podwodnych, dronów bojowych, helikopterów, czy amerykańskich rakiety Patriot.
Zerwany przetarg na francuskie śmigłowce H225M Caracal
to jedna z najgłośniejszych i niepoważnych decyzji ministra Macierewicza.
Polityk PiS uspokajał, że resort obrony pod jego dowództwem, przeprowadzi cały
proces "szybciej i lepiej". Jak się okazało - bez Caracali.
Po tym, jak kilka razy przedłużano termin składania
ofert konkursowych, ministerstwo zapewniało, że ofertowy etap zakupu śmigłowców,
będzie ukończony przed 2018 rokiem (wprost.pl). Nie został.
Z najnowszej wypowiedzi wiceministra Bartosza
Kownackiego wynika, że MON w 2018 roku nie spodziewa się już żadnych ofert konkursowych.
Ostatecznie też nic nie wyszło z zapowiedzi w sprawie okrętów podwodnych. A dronów kupiono 40, zaś helikopterów 15. Tylko "świetnie"
szło, według barwnych opowieści ministra, organizowanie Wojsk Terytorialnych
Kraju (WOT), które w opinii znawców, miały być prywatną armią
ministra. I właśnie ładował w nie, kosztem zawodowego wojska, ogromne pieniądze
na szkolenie i wyposażenie.
Były szef MON, przyciskany do ściany pytaniami o to, kiedy będą nowe okręty podwodne i nowy sprzęt dla Wojska Polskiego, odpowiadał: już niedługo. Tymczasem w MON panowało wycofywanie się z umów i "cięcie na żyletki" malejącej floty. A czy Marynarka Wojenna RP będzie miała kiedyś nowoczesne okręty podwodne?
W polskiej Marynarce Wojennej (MW) służy obecnie 38
okrętów o możliwościach bojowych. Do niedawna było 39, ale ORP "Kondor"
wycofany został ze służby w grudniu 2017 roku. Nic dziwnego – ten okręt
podwodny typu "Kobben", był prawdziwym staruszkiem – służył 53 lata
(początkowo pływał pod norweską banderą).
Nie był w naszej Marynarce Wojennej osamotniony.
Cztery okręty podwodne mają od 32 do 52 lat. Poza nielicznymi wyjątkami flota
MW pamięta czasy głębokiego PRL-u. Na ratunek miał im przyjść program MW typu "Orka".
Podobno przeszkodą były braki finansowe. Dziś były minister tłumaczy się z 15
milionów zł wydanych ze służbowych kart przez MON.
Pilotowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej program
zakładał zakup nowoczesnych okrętów podwodnych dla MW. Dostawców naszych "lwów
morskich" mieliśmy poznać najpóźniej w styczniu 2018. Jednak do dziś nic
takiego się nie stało.
- To wszystko, to jest pokłosie Antoniego Macierewicza
– tłumaczy generał dywizji Wojska Polskiego, Roman Polko. – Zmiana, na ministra
Błaszczaka nie ma tu nic do rzeczy, bo to jego poprzednik wyrzucał
kompetentnych generałów czy oficerów, a na ich miejsce wstawiał ludzi, którzy
nie potrafią nawet skutecznie przeprowadzić żadnego przetargu.
Przetarg miał być wart nawet 10 mld złotych, choć
według ekspertów, kwota mogła być dużo większa. Chętnych na złożenie ofert nie
brakowało – mówiło się o szwedzkim koncernie Saab, niemieckiej grupie
ThyssenKrupp Marine Systems, czy francuskiej Naval Group.
Najbliżej podpisania umowy na budowę i dostarczenie
Marynarce Wojennej RP, okrętów podwodnych, byli Szwedzi. Teraz, przez brak
konkretów ze strony MON, specjaliści mają wątpliwości, czy ktokolwiek będzie
chciał jeszcze ze stroną polską rozmawiać.
- Minister Macierewicz z kimś tam rozmawiał, komuś coś
obiecywał w cztery oczy, a potem w mediach ogłaszał wszem i wobec, że u tych i
tamtych kupujemy to i tamto. Nic dziwnego, że się wszyscy od nas odwrócili i
obrazili, na wiele lat – twierdzi generał Polko.
I tak się nam kręci w miejscu ten wojskowy temat, który
powinien już być dawno puszczony w ruch – niestety, wciąż nie może się wyrwać z
sennego marazmu polityczno-zimowego. Lata lecą, a polska armia ciągle stoi w
miejscu, nie widać w niej niczego nowego, oprócz deklaracji i faktycznych nakładów,
na rozwój i unowocześnienie sprzętu. W dwa lata poszło na wojsko ponad 20
miliardów złotych.
Podobno chce iść na ratunek polskiej Marynarce
Wojennej... Rumunia. Jak twierdzi jeden z cytowanych przez portal ekspertów, jest
taka możliwość. Rumuni chcą modernizować
swoją flotę, a stary sprzęt będą sprzedawać. Chętnie kupią go Polacy z MON owdowiali
po ministrze Macierewiczu.
Źródło: wprost.pl i superbiz.se.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz