Jak ludzie premiera zwracają premie?
Tak, jak szastają pieniędzmi rządzący dziś
Polską, tak jeszcze nigdy tego nie potrafił żaden rząd. To, można by
powiedzieć, specjalność PiS.
Specjalność czy nie, postanowił się z tym zjawiskiem
rozprawić, premier Mateusz Morawiecki. Usłyszał, że nagrody, premie przyznawane
ministrom i sekretarzom stanu, w opinii społeczeństwa – nie są na rękę
socjalistycznej, choć prawicowej, PiS. Gdy tego zwyczaju nie utnie się, partia
rządząca może odpłynąć daleko od zwycięstwa, w najbliższych wyborach.
Premie za dogłębne oranie Polski
A partia Jarosława Kaczyńskiego, jak kazał wódz, nie
może odpływać…, ma zwyciężać bez końca – w tych, kolejnych, kolejnych i jeszcze
kolejnych wyborach do parlamentu. I ma rządzić nawet 20 lat bez przerwy. Bo Polskę
– okradzioną i zrujnowaną pod wodzą Tuska - trza głęboko zreformować, naprawić
i zbudować nową – lepszą, dostatnią, bezpieczną i silną.
A tych, którzy ochoczo, z sercem i werwą, dogłębnie
włączyli się w nurt dzieła naprawy, należy nagradzać. To zaś zaczyna piekielnie
wnerwiać członków i zwolenników Platformy. Tworzą i głoszą, przez swoją wrogą
propagandę, złą atmosferę rządzącej PiS. I warczą na wszystko, co dobrego dla
Polski, robi partia władzy. W dodatku robi to partia wybrana do przejęcia
władzy w demokratycznych wyborach w 2015 roku.
Tak więc, po zamieszaniu, jakie wybuchło z premiami w
Kancelarii Premiera, politycy zwracają teraz, z bólem serca, przyznane
pieniądze. Niestety, nie wszystkie. Anna Maria Anders, żona zasłużona przez
nazwisko słynnego generała w II wojnie światowej, stwierdziła, że odda
przyznane w styczniu 2018 roku, 3 tys. zł. Ale nie wspomina o zwrocie 51 tys.
zł nagrody, którą dostała na konto kilka tygodni wcześniej.
Anders odda premię tylko dużo niższą
Czy minister w Kancelarii Premiera, Anna Maria Anders,
tak samo jak inni politycy PiS, dostała w ostatnich tygodniach premię? - Tak,
dostałam - mówi. - I zapytali mnie, czy oddam, bo wszyscy oddają. To ja mówię:
"Tak, chętnie" – przyznała w RMF FM, pani minister.
Pełnomocniczka rządu ds. kontaktów międzynarodowych
dodała, że na jej konto wpłynęło około 3 tys. złotych. - Oddam z powrotem do
kancelarii premiera, pod koniec miesiąca, jak będę miała swoją pensję – deklarowała.
Zaznaczyła, że jeśli kogoś się chce wynagrodzić za działanie, to się powinno
podwyższyć pensje. Bo to, co zarabia (w domyśle) to byle jakie "grosze".
Problem w tym, że minister Anna Anders zamierza
zwrócić zaledwie skromną część tego, co ogólnie otrzymała. Chce oddać premię 3
tys. zł. Ale za 2017 rok polityk PiS, za wzorową pracę dostała, ponad 51 tys.
zł. O tych pieniądzach, w rozmowie z dziennikarzem, nie wspomniała.
Dostała je, bo wzorowo pracowała, więc jej się należą…
Hmmm. A czy przypadkiem, minister nie powinien wzorowo pracować dla Polski,
także bez nagrody?
Jak się dało to się brało
Od momentu powołania rządu Beaty Szydło, wypłacono w
Kancelarii Premiera blisko 3,3 miliona złotych nagród. Już na sam koniec
swojego urzędowania, odchodząca premier rządu przyznała nie tylko ministrom,
ale nawet sama sobie nagrodę, w kwocie 65 tysięcy złotych. Bo się należało… To
się brało. I co?
Przy okazji kontrowersji wokół nagród, rzeczniczka
rządu pogrążyła była pana premiera Morawieckiego. Joanna Kopcińska (spadochroniarz
z PO) stwierdziła, że kilkanaście osób w Kancelarii Premiera miało otrzymać
nagrody, ale zostały one zwrócone. Wcześniej szef Kancelarii Premiera
zapewniał, że Mateusz Morawiecki żadnych nagród nie wypłacał.
Wicepremier nie ma chęci oddać premii
I masz ci babo placek – kto wypłacał odchodzącym
ministrom, sekretarzom i podsekretarzom stanu – tego trudno dociec. Jedno jest
pewne – nagrody wypłacano, teraz zwracano, z wyjątkiem kilku niesfornych
ministrów, podległych premierowi Morawieckiemu. Jest wśród nich nie tylko
minister Anders, ale także minister kultury wicepremier Piotr Gliński.
Zwrócił się do niego z oficjalnym zapytaniem poseł PO,
Krzysztof Brejza. Wicepremier odpowiedział: - Zgodnie z art. 195 Regulaminu
Sejmu (.) zapytanie jest bezprzedmiotowe. Powołał się na zapisy, z których
wynika, że posłowie mogą zadawać pytania w "sprawach o charakterze
jednostkowym, prowadzonej przez Radę Ministrów polityki wewnętrznej i
zagranicznej oraz zadań publicznych realizowanych przez administrację
rządową".
Wicepremier Piotr Gliński dostał w 2017 roku zaledwie 72
tys. 100 zł premii, więc nie ma o co kruszyć kopii. Gdyby to były miliony,
można by walczyć o ich zwrot. A tak, o co chodzi, ludziska? Minister kultury i
wicepremier skromnym i niewinnym uśmiechem tryska…
Źródło: wiadomosci.wp.pl.
Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz