Posty

LICZĘ NA CUD

Nienormalni i normalni, skołowany polski ludu, Rodacy nieobliczalni, żyjący w krainie cudów. Nowa czeka nas atrakcja, którą tak bym zdefiniował, szykuje się demokracja policyjno-wyznaniowa. Na nowego Prezydenta, co podkreślam w tym wierszyku, będzie wpływać Trójca Święta ustami swych urzędników. I nareszcie, piękna sprawa w skali makro, w skali mikro, można będzie z mocy prawa zapuszkować za in vitro. A kto spyta - Co jest grane? Nie pasuje do winietki, się odwiedzi go nad ranem i założy bransoletki. Więc rozsądek zdrowy wyzwól, byś nie musiał się przekonać, jak z pomocą populizmu robi z ciebie się balona. By uniknąć tego losu i by nie mieć gigant kaca, wyjdź więc z domu i zagłosuj, to jest niezbyt ciężka praca. Frekwencję uaktualnij, zmień jej procent i oblicze. Jesteśmy nieobliczalni i ogromnie na to liczę. Wojciech Młynarski Warszawa, 15 maja 2015

PARTIA SKARŻYPYTÓW

W moim kraju dziś tak jest, że codziennie już od świtu działa nowa Pe Pe eS – Polska Partia Skarżypytów. Władzy pragnie, że ojej, aż z ochoty często zarży, a gdy coś nie wyjdzie jej, wtedy jojczy i się skarży. Skarży się i wścieka się, i stosuje kruczki cwane. Wybory jej poszły źle? Jasna rzecz, że sfałszowane! I myśl, którą trafia szlag, trzyma się jednego toru – w Polsce demokracji brak, w Polsce dawno jest Białoruś. Potem spływa z wrednych warg i przez chorą biegnie głowę na ten temat mnóstwo skarg, także międzynarodowe. Skarżypyty, w to im graj, będą się zasłużyć chcieli i na własny plują kraj od Strassburga do Brukseli. Tak od morza aż do Tatr w polskich losach szuka zgrzytu, znacząc swój paskudny ślad Polska Partia Skarżypytów. A na koniec świta mi myśl i jest w niej łut humoru, co też by się działo, gdy w Polsce byłaby Białoruś. A odpowiedź prosta jest, proszę Państwa, niech ja stracę, wtedy nowa Pe Pe eS dawno by siedziała w pace! Wojciech Młynarski W-wa, 3.12.2014 r.

NIE ZAGŁOSUJĘ NA JARKA

Nie jestem już żaden smarkacz, Łeb mam pokryty siwizną. Nie zagłosuję na Jarka, Bo zbyt cię kocham, Ojczyzno! Niejeden ciężar na barkach Dźwigałem, znosiłem trudy. Nie zagłosuję na Jarka, Bo dość mam kłamstw i obłudy. Gdy spytasz mnie, niedowiarka, Dlaczego? Wyznam ci szczerze: Nie zagłosuję na Jarka, Bo w żadną zmianę nie wierzę. Skąd wiem, że wybór niedobry? Nie wierzę w zmiany oblicza, Bo nie chcę powrotu Ziobry I teczek Macierewicza. Bo nie chcę mieć prezydenta, Co straszy gejem i Żydem, Co w każdym widzi agenta, I może zaszczuć jak Blidę. Na Jarka nie oddam głosu Za czasy, gdy był premierem, Za ten upadek etosu, I koalicję z Lepperem. Za to, co wciska ludowi, Na co pozwala i sprzyja, Za to, co pisze Sakowicz I głosi Radio Maryja. Za sieć podsłuchów i haków, Wydanie walki elitom, Za to, że skłócił Polaków, Za IV Rzeczpospolitą. Dziś w duszy mej zakamarkach Odkrywam decyzji sedno: Nie zagłosuję na Jarka, Bo nie jest mi wszystko jedno. Wybaczcie drwinę i sarkazm, Odporność z wiekiem ...

REZULTAT INDAGACJI

W pokoiku z balkonem Dreptak bada swą żonę, Ponieważ jej nie wierzy. Szczególnie że ta żona Wróciła pogryziona I w potarganej odzieży. I stała cała w pąsach, A on w krzyk: - Kto cię pokąsał? Może powiesz, że pchły? Serce zamarło w żonie I powiada: - Zenonie, Ta żeż to przecież ty! I dalejże mu wmawiać, I pod oczy podstawiać Owe spore enklawy. Dalej tłumaczyć, mierzyć Aż Dreptak zaczął wierzyć, Ze jeszcze taki żwawy... I zaraz się harnasiem Poczuł, i jął przy pasie Niechcący szukać szabli. Ręką po wąsach błądził: - Ale żem cię urządził, A niech mnie wszyscy diabli! I odtąd się na nowo Apiać stał Casanową I cholernym gryzoniem. I uwierzył w swe wdzięki I proszę, wszystko dzięki Jego poczciwej żonie! Inna by się do zdrady przyznała, i do zwad By doszło, i do tragedii. I Ziutkowi z vis-a-vis Dreptak by nos rozkrwawił, A to przecież kwestia strategii. Więc swoim żonom wierzymy, Ich urodą się cieszymy Oraz swoim niezwykłym wigorem. Tobie też radzę, bracie: Nigdy we własnej chacie Nie bądź pr...

BO TO POLSKA WŁAŚNIE

Dawnymi czasy różnie bywało, było siermiężnie i przaśnie. Dzisiaj Polakom ciągle za mało... - niestety, to Polska właśnie. Jeśli się komuś w życiu powiedzie, sąsiad z zawiści nie zaśnie i wszystko zrobi by ten gnił w biedzie... - niestety, to Polska właśnie. Cieszy się rodak, gdy ktoś ze szczytu, spadając o glebę plaśnie. Inni nie mogą mieć dobrobytu... - niestety, to Polska właśnie. Brak dzisiaj rozmów oraz dialogów, jedynie kłótnie i waśnie. Zamiast przyjaciół szuka się wrogów... - niestety, to Polska właśnie. Babcię za kradzież masła (gdy wpadnie), Temida wyrokiem chlaśnie. Cwaniak bezkarnie miliony kradnie... - niestety, to Polska właśnie. Brat swego brata zadenuncjuje, i wyrokowi przyklaśnie. Miernota, talent lepszych opluje... - niestety, to Polska właśnie. Anonimowym swym komentarzem, z błędami idiota draśnie. Grafoman w necie dziś jest pisarzem... - niestety, to Polska właśnie. Dawne życzenie: "moc pomyślności", brzmi teraz: "niech piorun trzaśnie". Wszędzie...

PCHACZE

Można płakać lub się śmiać, lecz musimy wciąż się pchać! W dzień i w nocy, jawnie, skrycie, pchamy się przez całe życie. Gdy nas rodzą własne mamy już się wtedy na świat pchamy! W niemowlęctwie, ważnym w skutkach pchamy się do mamy sutka. Gdy wyrosłeś z niemowlęcia i w pieluchy przestałeś srać w mamy pchałeś się objęcia, aby strachów mniej się bać. Kiedyś w szkolnej ławie zasiadł pchałeś palec w nos, głuptasie. Na maturze z chęci szczerej też się pchałeś w... tylny szereg, by komisja nie poznała, żeś jest całkiem durna pała. Kiedy stałeś się dorosły i wąs z brodą ci urosły, gdzieś nie spojrzał, kurza mać, człek się wszędzie musiał pchać! Czy na dniówkę, czy na akord każdy bidę pchał jednako. Tylko ci, co w krawacie pilnowali, jak wy pchacie. Przed sklepami tłok i płacz, gdy "rzucili" mięsa ćwiartkę więc w kolejce stawał "stacz", a tyś szykował mięsne kartki. Mało kto już dziś pamięta, To jak stali stacze-pchacze za klienta. Gdyś ożenił się z wybranką też czekał...

ŚMIGUS-DYNGUS

Gdy zakwilą ranne ptaszki w drzwi zastuka poniedziałek zaczną się z wodą igraszki potrwają godziny całe Dzisiaj miarka się przeleje przez psikawki i wiaderka raz do roku tak się dzieje prym wiedzie wody butelka śmigus-dyngus się nazywa obrzęd ten co roku kusi i każda istota żywa trochę oblana być musi dżentelmen z perfum flakonem zaczai się gdzieś cichutko pokropi panią z fasonem zrobi się jej milutko lecz też i tacy bywają ostatnio często się zdarza co wiadrem całym chlustają to przeziębieniem zagraża więc postępujmy z umiarem w ten poniedziałek lany bo nie jest żadną karą ten obrzęd oczekiwany a jest też tak czasami gdy chmurzą się niebiosa że zamiast wiaderkami deszcz leje z ukosa w każdej fajnej postaci świąteczne polewanie tradycja wiele znaczy i niech już tak zostanie. Autorka: Lucyna Mróz-Cieślik