Szczyt NATO pokazał jak zmieniły się relacje USA-Europa
„Długo sobie tego nie wyobrażaliśmy”.
10.07.2026 15:02. Zakończony szczyt NATO, przyniósł deklaracje ws. Ukrainy i wzmocnienia infrastruktury paliwowej, na wschodniej flance Sojuszu.
Czy można mówić o przełomie? I w jaki sposób zmieniły się pozostające w takiej samej formie od dekad relacje transatlantyckie między Stanami Zjednoczonymi a Europą?
NATO/fot. Szef NATO Mark Rutte i prezydent USA Donald Trump, Beata Zawrzel/REPORTER.
Jakie zobowiązania finansowe podjęły państwa NATO wobec Ukrainy. Dlaczego relacje transatlantyckie nie będą już tak asymetryczne. Jak zmienia się podejście Europy do Stanów Zjednoczonych. Co znaczy dla NATO przeznaczenie funduszy na wschodnią flankę Sojuszu.
W środę zakończył się dwudniowy szczyt NATO w Ankarze. Do stolicy Turcji zjechali przywódcy 32 państw członkowskich oraz przedstawiciele krajów Zatoki Perskiej i regionu Azji-Pacyfiku. Drugiego dnia odbyło się posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej na szczeblu głów państw i szefów rządów.
Przywódcy państw NATO potwierdzili w przyjętej w środę deklaracji końcowej ze szczytu w Ankarze „niezachwiane zaangażowanie na rzecz zbiorowej obrony zgodnie z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego”.
Zadeklarowano też, że europejscy członkowie Sojuszu i Kanada przejmą większą odpowiedzialność, przede wszystkim finansową, za bezpieczeństwo.
Ponadto, jednym z istotnych elementów tego dokumentu jest zobowiązanie państw NATO do przekazania w tym roku Ukrainie pomocy w wysokości 70 mld euro, która zostanie przeznaczona na sprzęt wojskowy, pomoc i szkolenia, oraz co najmniej takiej samej kwoty w 2027 roku.
Zdecydowano także o przeznaczeniu 27 miliardów euro na rozbudowę sieci rurociągów i magazynów paliw (CEPS) na wschodniej flance Sojuszu.
Obejmie to Polskę oraz kraje bałtyckie, gwarantuje zaopatrzenie sił NATO, w paliwo na czas kryzysu. Czy w takim razie szczyt okazał się sukcesem i jakie są jego najważniejsze konkluzje? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi Mateusz Mazzini – politolog i ekspert ds. międzynarodowych.
Szczyt NATO. Czy okazał się przełomem?
- Zgodnie z przewidywaniami ten szczyt nie przyniósł żadnego przełomu. Nie było głośnej deklaracji wyjścia ani ograniczenia amerykańskiej obecności militarnej czy politycznej w Sojuszu.
Było dużo teatru ze strony Donalda Trumpa, ale Europejczycy zaczynają już do tego podchodzić z większym dystansem niż choćby rok temu – twierdzi. Według niego panuje przekonanie, że „Trumpa nie trzeba już brać na poważnie, zwłaszcza gdy wypowiada się w oddzieleniu od swojej administracji”.
- W takich sytuacjach można z dużą dozą pewności zakładać, że większość jego deklaracji jest bez pokrycia, co ma swoje dobre i złe strony. Bo powoduje, że jesteśmy bardziej odporni na jego groźby, a z drugiej strony też bardziej ostrożni względem jego ewentualnych pozytywnych zapowiedzi czy obietnic – tłumaczy analityk.
Jego zdaniem zmiana podejścia Europy do USA nie wynika z faktu, iż nauczyliśmy się „obsługiwać Trumpa jako ducha swoich czasów”, tylko „zrozumieliśmy ograniczenia amerykańskiej siły”.
Wspomina tu o limitach potencjału militarnego Stanów Zjednoczonych, co widać było np. na początku wojny w Iranie. Amerykanie wystrzelili wówczas w ciągu pierwszych pięciu dni więcej pocisków przechwytujących Patriot niż są w stanie produkować w ciągu roku.
- Trumpowi długo udawało się, robiąc szum wokół siebie, tuszować te deficyty albo wyolbrzymiać potęgę USA. Dzisiaj, w lipcu 2026, ze strategicznego punktu widzenia, Ameryka jest w znacznie trudniejszym położeniu i znacznie słabsza niż była 1,5 roku temu, dlatego, że jej sojusze są słabsze – dodaje.
Jak zmieniły się relacje USA-Europa?
I wbrew powszechnemu przekonaniu niekoniecznie chodzi o to, że niektórzy sojusznicy (jak Hiszpania czy Kanada) pozwalają sobie na konfrontacyjne podejście do USA, tylko o inny charakter relacji z sojusznikami, które oparte są na znacznie mniej korzystnych dla samej Ameryki fundamentach.
- Od lat 50. do drugiej kadencji Baracka Obamy [2013-17 – red.] stosunki transatlantyckie oparte były na całkowite symbiozie interesów. Oczywiście, z wyłączeniem krajów, które np. nie zaangażowały się w wojnę w Iraku. Europa i USA patrzyły w tę samą stronę, bo Europa widziała w Ameryce projekcję własnej przyszłości.
W związku z tym w naturalny sposób podążała w tym kierunku, bo chciała się stać jakąś wersją Ameryki. I ta relacja, mocno asymetryczna, była niekorzystna z punktu widzenia potencjałów, ale korzystna, jeśli chodzi o wektory. Wiele osób za tym tęskni, bo wiadomo, dobrze jest mieć tego potężnego brata, który może cię chronić.
Tylko, gdy jego priorytety się zmieniają i on niekoniecznie będzie chciał cię chronić, to nagle znajdujesz się w trudnym położeniu. Europa przez lata nie była w stanie sobie wyobrazić, że te priorytety mogłyby się zmienić – wyjaśnia Mazzini.
Karol Nawrocki i Donald Trump
Nawrocki rozmawiał z Trumpem podczas szczytu NATO. Tego dotyczyła rozmowa.
Zapytali szefa NATO o Polskę. „Słyszeliśmy to od każdego ważnego polityka w USA”.
W jego ocenie dotychczasowy sojusz między USA a naszym kontynentem, oparty był pozycji supremacji Ameryki, co było akceptowane przez europejskie elity polityczne.
- W momencie, w którym masz bardziej suwerenną militarnie Europę, która potrafi więcej rzeczy robić sama, to siłą rzeczy amerykański lewar wobec Europy jest słabszy. To nie jest tak, że USA nie mają nic do zaoferowania, wprost przeciwnie.
Ale mają mniej punktów nacisku na sojuszników – podkreśla Mazzini dodając, że „nieważne, co myślimy o Trumpie i bez względu na to, kto po nim przyjdzie, nawet jeśli w 2029 roku w Białym Domu zasiądzie Demokrata, to te relacje już nigdy nie będą tak asymetryczne, jak wcześniej”.
– Szczerze mówiąc, większość europejskich przywódców, nawet ci bardziej konserwatywni, którzy mieliby teoretycznie większe inklinacje do tego, by ściśle współpracować z Trumpem, rozumieją korzyść z bycia w lepszej pozycji vs. Stany Zjednoczone.
Żeby nie być takim podnóżkiem, ale też żeby rozumieć, że rozgrywanie kwestii bezpieczeństwa na poziomie państw narodowych w bilateralnych sojuszach z USA nie ma większego sensu – przekonuje.
Rozmówca Radio ZET.pl zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny, choć pomijany w analizach, aspekt.
Chodzi o fakt, iż część krajów wschodniej flanki NATO – Litwa, Łotwa, Estonia i Słowacja – to jednocześnie państwa, w których walutą jest euro. Czyli ewentualny atak na Sojusz ze strony Rosji, będzie skutkował załamaniem w strefie euro i wciągnie w niego całą UE.
Kryzys militarny spowoduje wówczas jednocześnie kryzys gospodarczy, którego konsekwencje odczują nawet mieszkańcy tak odległych od rejonu działań frontowych krajów, jak Hiszpania czy Portugalia.
- Kraje bałtyckie i Słowacja są elementami struktury Europejskiego Banku Centralnego, ewentualny atak nakręciłby mocną spiralę inflacyjną, odczuwalną na całym kontynencie. I choćby z tego powodu warto utrzymywać Hiszpanów czy Portugalczyków w przekonaniu o jedności i konieczności zaangażowania się w regionie, który z ich perspektywy jest odległy geograficznie.
Co zresztą już się dzieje, o czym się zapomina, bo 70 proc. zagranicznego zaangażowania hiszpańskich wojsk to jest właśnie obecność na wschodniej flance NATO – zaznacza ekspert.
NATO może być jak UE, Unia może być jak Sojusz.
Bardzo ważną konkluzją szczytu było także wspomniane wyżej zobowiązanie państw NATO do przekazania w Ukrainie pomocy na sprzęt wojskowy, pomoc i szkolenia w łącznej kwocie 140 miliardów euro w ciągu dwóch lat. Mazzini jest zdania, że to fundamentalnie zmienia naszą optykę dotyczącą współpracy międzynarodowej.
- Po pierwsze, okazuje się, że NATO też może być wehikułem finansowym. A po drugie, że zablokowanie finansowania do Ukrainy w ramach Sojuszu okazało się znacznie trudniejsze niż blokowanie tego w ramach Unii Europejskiej.
Tu nie ma zasady jednomyślności, a poza tym wchodzi w erę, w której będziemy potrzebować znacznie więcej elastyczności, wychodzącej poza ramy instytucjonalne. Czas raz na zawsze porzucić ten sterylny podział, że Unia Europejska jest organizacją ekonomiczno-polityczną, a NATO militarną.
Okazuje się, że kiedy trzeba, to role mogą się odwrócić, czego przykładem jest te 140 mld, ale też choćby cała historia związana z mechanizmem SAFE – tłumaczy.
I tu wracamy do wątku amerykańskiego. Wszystkie te działania wiążą się z coraz bardziej suwerenną, asertywną pozycją Europy, która musi brać większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, co w jakimś stopniu zostało wymuszone przez wypowiedzi i ruchy prezydenta USA. Wymusił on bowiem transformację, która w długim czy nawet średnim horyzoncie czasowym będzie dla naszego regionu korzystna.
- Musimy też patrzeć znacznie dalej niż na Trumpa. Jego od 2029 roku już nie będzie. Jeśli przyjdzie po nim tzw. rozsądny Republikanin, ale z doświadczeniem trumpizmu, to będzie utrzymywać ten izolacjonistyczny kurs.
Jeśli władzę przejmie Demokrata, to też nie będzie łatwego powrotu do przeszłości, bo nie będzie ku temu takich zasobów. Relacje transatlantyckie na pewno nie będą już tak asymetryczne, jak przez dekady – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET.
Oprac. Stanisław Cybruch
doświadczenie, Europa, Hiszpania, NATO, relacje, Rosja, sprzęt, Trump, Turcja, UE, Ukraina, USA,
Komentarze
Prześlij komentarz