Danina solidarnościowa zamiast podatków


W języku polskim jak w każdym innym, słowa mają swoje zamienniki, tzw.  synonimy. Ale są dziś również zamienniki w polityce, nie synonimy.

Po ogłoszeniu przez premiera Morawieckiego, przed kamerami telewizji i mikrofonami radia, że dla zaspokojenia żądań osób niepełnosprawnych i ich rodzin, będzie niezbędna konieczność uruchomienia przez rząd "daniny solidarnościowej". To jasne, bo pieniędzy nie ma w kasie państwa. Wielu z nas dostrzegło, w tych dwóch dziwnych słowach, coś najgorszego.

Jedni mówili o podłej żebraninie sytego rządu, inni o dzieleniu Polaków na lepszych, gorszych i złych, a jeszcze inni – jak biskup Pieronek – wezwali niepełnosprawnych z rodzicami, aby nie opuszczali Sejmu.

Wkrótce "danina solidarnościowa" przyjęła kolejne nowe oblicze i zaczęła się rozmnażać metodą pączkowania. Teraz wiemy już, że różne odmiany dodatków typu "500 plus" czy nieco mniejszych, jak "300 plus", to nic innego, jak właśnie ukryta nazwa podatku, pod dziwną nową nazwą "danina solidarnościowa". 

Istotę i prawdziwy sens tych dwóch tajemnych słów, wyjaśnił dziś w radiowej Trójce, szef SLD Włodzimierz Czarzasty. Jak mówił, choć z trudnościami, gdyż redaktor prowadzący rozmowę usiłował zakłócać argumenty gościa "Salonu politycznego Trójki" - to sprytny unik pana Kaczyńskiego, który zabronił przyznać się, że PiS podnosi podatki na polityczne cele, z kampanii 2015.

"To jest podatek, normalny podatek. Pan Kaczyński nie chce, żeby to się nazywało podatek, bo zapewniali, że nigdy nie wprowadzą żadnych podatków, więc to jest oszukaństwo. Uważam, że ludzie bogaci powinni płacić wyższe podatki" – mówił w radiowej Trójce Włodzimierz Czarzasty.

Ale teraz, gdy słowo podatek na niepełnosprawnych, wyszło już na światło dzienne i przyjęło dla zmyłki postać "danina solidarnościowa" – PiS musi przestać się wykręcać słomą i w końcu przyznać się, że na najuboższe grupy społeczne, nie ma z czego czerpać pieniędzy. Dla siebie to, co innego – można czasem sięgnąć po środki podatników…
Źródło: 300polityka.pl.

Stanisław Cybruch

Komentarze