"Pieniądze z mandatów szerokim strumieniem płyną do budżetu"

"Mamy przykaz, by były jak najwyższe" - pisze Dominik Kwaśnik w crowdmedia.pl.

Mocny wywiad z policjantem ochraniającym miesięcznice. Służby ofiarą PiS

Blisko 5 milionów złotych – tyle, według danych GIS, wynosi wartość kar nałożonych za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny i izolacji. Ma to związek z wytycznymi, jakie narzucono na sanepid.

Przejażdżka za 12 tysięcy

W Polsce wciąż obowiązują obostrzenia, wprowadzone w celu walki z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Osobom, które nie stosują się do tych zaleceń, grożą kary. Jak się okazuje, wysokie mandaty są specjalnością Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

To właśnie jej „dziełem” są kary w wysokości 12 tysięcy złotych za przejażdżkę rowerem po krakowskich bulwarach.

Skąd tak drakońskie kary? Anonimowo tłumaczy to pracownik jednej ze stacji sanitarno-epidemiologicznych.

– Mamy przykaz z góry, by te kary był jak najwyższe. Dlatego inspektorzy się nie patyczkują. Nie wiem, czy chodzi o to, żeby ludzi przestraszyć, czy zrobiła się jakaś dziura w budżecie i trzeba ją załatać – wyjaśnia w rozmowie z portalem Onet.

Jak wynika z danych, Sanepid wydał blisko 800 decyzji o karach, których łączna wartość wynosi około 5 milionów złotych. Oznacza to, że średnio jeden mandat to około 6500 tysiąca złotych. Jak informuje Onet, pieniądze z kar trafiają w całości do budżetu państwa.

Więcej - https://crowdmedia.pl/pieniadze-z-mandatow-szerokim-strumieniem-plyna-do-budzetu-mamy-przykaz-by-byly-jak-najwyzsze/

Źródło: crowdmedia.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze