PiS koronawirusem w marszałka Grodzkiego

Marszałek Grodzki odpowiada oponentom spokojnie...

"To dotyczy mnie w tym samym stopniu, jak Bielana czy Kamińskiego".

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki ostatnio stał się przedmiotem ataków swoich przeciwników z PiS na tle koronawirusa.

Marszałek Grodzki odpowiada na zarzuty PiS, że od razu, po urlopie we Włoszech, nie poddał się badaniu na obecność koronawirusa, i naraża wszystkich przebywających w izbie wyższej.

- Ten sam problem, w takim samym stopniu, dotyczy mnie, jak i jeżdżącego regularnie do Brukseli pana europosła Adama Bielana czy ministra Mariusza Kamińskiego, który podobno przebywał niedawno w budynku, gdzie była osoba zarażona koronawirusem - mówi marszałek.

Był pan ostatnio służbowo w Japonii i prywatnie we Włoszech. Nie martwi to pana, że można się tam było zainfekować koronawirusem?

W społeczeństwie japońskim, od lat istnieje bardzo dobry zwyczaj, chodzenia w maseczkach na twarzy, gdy człowiek czuje się zakatarzony. Mimo, że w porcie w Yokohamie, stał już od jakiegoś czasu statek Diamond Princess z osobami zarażonymi na pokładzie, to nie było żadnej paniki na ulicach - wyjaśnia marszałek.

- Część ludzi nosiła maseczki, zakładając, że wszystkie choroby są groźne, to w Polsce na grypę lub schorzenia grypopodobne, rocznie zapada 2,5 mln osób, z czego w ubiegłym roku zmarło ok. 150. Gdyby przyrównać to do skali koronawirusa, to mamy Goliata i jakąś małą rzecz.

- Grypa jest zadomowiona pod różnymi postaciami. Ale w historii mieliśmy już m.in. SARS, MERS, świńską i ptasią grypę czy gorączkę zachodniego Nilu. Co sezon wyskakuje jakieś zagrożenie tego typu, w tym roku jest to koronawirus, z dużej rodziny koronawirusów.

Na początku się go bano, bo nie wiedziano, czy ta mutacja nie jest szczególnie zabójcza. Wreszcie okazało się, że zabójcza jest, ale w ok. 1-4 proc. zainfekowanych lub do 8 proc. w przypadku starszych osób.

Rodzina koronawirusów jest groźniejsza niż grypa, bo ma większą tendencję do zajmowania płuc, ale nie jest tak zabójcza, jak się spodziewano na początku.

Sztab Andrzeja Dudy twierdzi, że przebywając w gmachu parlamentu, a nie na kwarantannie, naraża pan nie tylko swoje zdrowie, ale także pańskich ochroniarzy, innych senatorów czy dziennikarzy.

"To obrzydliwe nadużycie, bo jak już mówiłem - w samej Brukseli jest już kilkanaście przypadków koronawirusa, w miejscu we Włoszech, gdzie urlopowałem, nie było żadnego" - odrzekł marszałek.

"Ten sam problem, w takim samym stopniu dotyczy mnie, jak i jeżdżącego regularnie do Brukseli, pana europosła Adama Bielana czy ministra Mariusza Kamińskiego, który podobno przebywał niedawno w budynku, gdzie była osoba zarażona koronawirusem" - powiedział Tomasz Grodzki.

"To typowe sianie paniki i odwracanie uwagi od własnych problemów w kampanii prezydenckiej. Wykonałem też badania na obecność koronawirusa, aby pełniąc funkcje publiczne, nie narażać innych. Wynik otrzymałem i jest on negatywny".

- Zachęcam wszystkich pełniących publiczne funkcje do tego samego, być może inni przedstawiciele władz też byli na wakacjach we Włoszech, tylko tydzień czy dwa wcześniej? W przypadku dodatniego wyniku, powinni poddać się kwarantannie lub hospitalizacji, w zależności od objawów - powiedział marszałek.

Więcej - https://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/6454801,koronawirus-marszalek-grodzki-wywiad.html

Źródło: tokfm.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze