"Zablokowanie matur przez nauczycieli byłoby klęską"
Według publicysty Marcina Makowskiego, strajk musi być uciążliwy, inaczej straci swoją siłę i niczego w życiu żadnej grupy społecznej, nie zmieni.
"Nieprzemyślany przypływ szczerości"
Pomiędzy uciążliwością, a bezskutecznością przebiega cienka, czerwona linia. W przypadku strajku nauczycieli jej przekroczeniem byłoby zablokowanie matur. Potem nie ma odwrotu, jest tylko klęska - przestrzega publicysta.
Szef ZNP Sławomir Broniarz, w nieprzemyślanym przypływie szczerości, nazwał nie odbycie się matur, "bronią ostateczną".
Zegar tyka. Rady klasyfikacyjne, które będą decydować o dopuszczeniu uczniów polskich szkół do następnych klas, zaplanowano na przyszły tydzień.
Zgodnie z zapowiedziami minister Anny Zalewskiej, będą się one odbywać w większości placówek - od 23 do 25 kwietnia. Bez nich, w najczarniejszym scenariuszu, trzeba będzie powtarzać rok.
Pomiędzy empatią a hejtem
Fakt, że tysiące uczniów nie mają szansy poprawić ocen ani sprawdzianów, od których zależy ich średnia, jest już bezdyskusyjny. Pewne straty są nieodwracalne. Można myśleć tylko o ich zminimalizowaniu.
Trzeba o tym myśleć, bo młodzież, która w żaden sposób nie zawiniła, jest dzisiaj grupą wyraźnie poszkodowaną.
Od tego, czy nauczyciele wezmą pod uwagę los młodych ludzi, zależy przyszłość ich postulatów i sukcesu strajku.
Poparcie społeczne i empatia wobec nauczycieli - nawet w środowiskach opozycyjnych - kończy się bowiem tam, gdy w grę wchodzą osobiste wybory.
Ich walka, czy przyszłość mojego dziecka? To pytanie zadają sobie w tej chwili setki tysięcy rodziców. Jednym z nich jest Joanna Scheuring-Wielgus.
"Mój środkowy syn pisze egzamin. A razem wspieramy nauczycieli w 8. dniu strajku" - napisała w poniedziałek na Twitterze, w momencie trwania egzaminu ósmoklasistów.
Wspieram strajk, ale…
Ten logiczny łamaniec pokazuje jednak świetnie, gdzie leży "nerw" protestów. Nie da się jednocześnie wspierać nauczycieli, który wybrali strajk, i cieszyć się z tego, że dziecko pisze egzamin.
Pisze go gdyż - powiedzmy to jasno - wbrew woli strajkujących, którzy na egzaminach się nie stawiają.
Z dziennika strajkującej nauczycielki. "Pani Zalewska, nie poddam się".
To, że syn posłanki startującej do europarlamentu z listy Wiosny, może spokojnie myśleć o wyborze liceum, to zasługa pedagogów pogardliwie zwanych "łamistrajkami".
W tym punkcie jest granica, po której przekroczeniu, protestujący zaczną sami sobie robić krzywdę. I odejdą od stołu z niczym.
Na horyzoncie jest również matura, nazwana przez Sławomira Broniarza - w nieprzemyślanym przypływie szczerości - "bronią ostateczną".
"Broń ostateczna"
Gdyby okazało się, że w przypływie desperacji uda się zablokować jej przebieg, zaburzone zostanie nie tylko życie maturzystów, ale i cały polski system edukacyjny, z promocją na studia i funkcjonowaniem uniwersytetów, włącznie.
Nie mówiąc już, że egzaminy maturalne są wydrukowane, spoczywają w magazynach Wojskowego Zakładu Kartograficznego, a sam ich druk, kosztował kilkanaście mln złotych. Bez matur te pieniądze trafiłyby do kosza.
Dzisiaj odpowiedzialnością po stronie rządu, jak i nauczycieli, jest odnalezienie i wypracowanie takiego scenariusza, w którym do zaburzenia promocji i matur nie dojdzie.
Gdyby to się stało, stracą wszyscy: politycy, rodzina, wychowawcy, a najbardziej - ich podopieczni. To byłby "czarny dzień" polskiej edukacji.
W tym wielce skomplikowanym problemie strajkujących belfrów jest jedna bardzo istotna wiadomość: "W ósmym dniu strajku nauczycieli, ZNP informuje, że zebrano już 5 mln zł dla nauczycieli". Mimo wszystko - jak się wydaje - nadchodzi dla strajkujących krytyczny moment.
Źródło: opinie.wp.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
"Nieprzemyślany przypływ szczerości"
Pomiędzy uciążliwością, a bezskutecznością przebiega cienka, czerwona linia. W przypadku strajku nauczycieli jej przekroczeniem byłoby zablokowanie matur. Potem nie ma odwrotu, jest tylko klęska - przestrzega publicysta.
Szef ZNP Sławomir Broniarz, w nieprzemyślanym przypływie szczerości, nazwał nie odbycie się matur, "bronią ostateczną".
Zegar tyka. Rady klasyfikacyjne, które będą decydować o dopuszczeniu uczniów polskich szkół do następnych klas, zaplanowano na przyszły tydzień.
Zgodnie z zapowiedziami minister Anny Zalewskiej, będą się one odbywać w większości placówek - od 23 do 25 kwietnia. Bez nich, w najczarniejszym scenariuszu, trzeba będzie powtarzać rok.
Pomiędzy empatią a hejtem
Fakt, że tysiące uczniów nie mają szansy poprawić ocen ani sprawdzianów, od których zależy ich średnia, jest już bezdyskusyjny. Pewne straty są nieodwracalne. Można myśleć tylko o ich zminimalizowaniu.
Trzeba o tym myśleć, bo młodzież, która w żaden sposób nie zawiniła, jest dzisiaj grupą wyraźnie poszkodowaną.
Od tego, czy nauczyciele wezmą pod uwagę los młodych ludzi, zależy przyszłość ich postulatów i sukcesu strajku.
Poparcie społeczne i empatia wobec nauczycieli - nawet w środowiskach opozycyjnych - kończy się bowiem tam, gdy w grę wchodzą osobiste wybory.
Ich walka, czy przyszłość mojego dziecka? To pytanie zadają sobie w tej chwili setki tysięcy rodziców. Jednym z nich jest Joanna Scheuring-Wielgus.
"Mój środkowy syn pisze egzamin. A razem wspieramy nauczycieli w 8. dniu strajku" - napisała w poniedziałek na Twitterze, w momencie trwania egzaminu ósmoklasistów.
Wspieram strajk, ale…
Ten logiczny łamaniec pokazuje jednak świetnie, gdzie leży "nerw" protestów. Nie da się jednocześnie wspierać nauczycieli, który wybrali strajk, i cieszyć się z tego, że dziecko pisze egzamin.
Pisze go gdyż - powiedzmy to jasno - wbrew woli strajkujących, którzy na egzaminach się nie stawiają.
Z dziennika strajkującej nauczycielki. "Pani Zalewska, nie poddam się".
To, że syn posłanki startującej do europarlamentu z listy Wiosny, może spokojnie myśleć o wyborze liceum, to zasługa pedagogów pogardliwie zwanych "łamistrajkami".
W tym punkcie jest granica, po której przekroczeniu, protestujący zaczną sami sobie robić krzywdę. I odejdą od stołu z niczym.
Na horyzoncie jest również matura, nazwana przez Sławomira Broniarza - w nieprzemyślanym przypływie szczerości - "bronią ostateczną".
"Broń ostateczna"
Gdyby okazało się, że w przypływie desperacji uda się zablokować jej przebieg, zaburzone zostanie nie tylko życie maturzystów, ale i cały polski system edukacyjny, z promocją na studia i funkcjonowaniem uniwersytetów, włącznie.
Nie mówiąc już, że egzaminy maturalne są wydrukowane, spoczywają w magazynach Wojskowego Zakładu Kartograficznego, a sam ich druk, kosztował kilkanaście mln złotych. Bez matur te pieniądze trafiłyby do kosza.
Dzisiaj odpowiedzialnością po stronie rządu, jak i nauczycieli, jest odnalezienie i wypracowanie takiego scenariusza, w którym do zaburzenia promocji i matur nie dojdzie.
Gdyby to się stało, stracą wszyscy: politycy, rodzina, wychowawcy, a najbardziej - ich podopieczni. To byłby "czarny dzień" polskiej edukacji.
W tym wielce skomplikowanym problemie strajkujących belfrów jest jedna bardzo istotna wiadomość: "W ósmym dniu strajku nauczycieli, ZNP informuje, że zebrano już 5 mln zł dla nauczycieli". Mimo wszystko - jak się wydaje - nadchodzi dla strajkujących krytyczny moment.
Źródło: opinie.wp.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz