Nasze pensje blisko końca średnich UE. Niemcy dogonimy za 50 lat


Jeszcze nie tak dawno Jarosław Kaczyński, jak dobry tata, obiecywał, że Polska pod rządami PiS, ma szanse dogonić w rozwoju gospodarczym, zamożne kraje Unii, np. Niemców, już za 15 lat.

Premier Morawiecki zaś, chciał być lepszy, biorąc pod uwagę swój szumny plan Odpowiedzialnego Rozwoju Polski, zapewniał, że dogonimy kraje zamożne UE pod względem rozwoju, nawet szybciej niż w 15 lat, pod warunkiem szybkich inwestycji.

Doganianie bogatych państw UE trzeba odłożyć

Problem w tym, że na szybkie inwestycje, nie ma pieniędzy. I raczej nie będzie. Z budżetu Unii trudno liczyć, a Polacy nie kwapią się swoje wykładać, np. na ogromny Centralny Port Komunikacyjny (CPK), którego koszt oszacowano na ok. 35 mld złotych.

A przecież, w założeniu prezesa PiS, Polska musi być w najbliższych latach potęgą komunikacyjną, nie tylko poprzez CPK, lecz także przez rozwój kolei, wielkich sieci wodnych i drogowych – od Bałtyku po Tatry i dalej do południowej i zachodniej Europy.

Na wszystko to konieczne są ogromne pieniądze z budżetu państwa, z kasy Brukseli, z baków naszych krajowych i komercyjnych zachodnich.

Jak na razie można przypuszczać,  iż uda się wykonać inwestycje w sybiraków – zesłańców polskich na Sybir, w czasach ZSRR, którym prezydent Duda obiecał dać po 200 zł dodatku, zależnie od czasu, jaki ktoś spędził na zesłaniu.

Doganianie w rozwoju bogatych państw UE trzeba będzie odłożyć na kolejne 20-50 lat i więcej. W pierwszej kolejności – zdaniem ekspertów – rząd musi uporać się z zatrzymaniem fali wyjazdów młodych Polaków do krajów Unii za lepszą płacą.

Kiedy nasze zarobki dogonią średnie unijne?

Tymczasem "w ostatnich latach poziom średniego polskiego wynagrodzenia rośnie i odrabiamy duży dystans względem bogatszych krajów UE". Ale, by nasze zarobki zrównały się z unijną średnią, trzeba blisko 60 lat - wynika z analizy Grant Thornton.

Choć dynamika rozwoju polskiej gospodarki, w minionych 20 latach była dość wysoka, nie przekłada się to w pełni na wzrost wynagrodzeń naszych pracowników. Oto płace w Polsce, w 2000-2017 rosły średnio rocznie, o 0,9 proc. wolniej, niż dynamika.

Jak wynika z raportu firmy Grant Thornton "Salary Catch Up Index. Kiedy zarobki w Polsce dogonią średnią unijną?", gdyby nie ta dysproporcja i wynagrodzenia w Polsce rosły w tempie PKB – to  przeciętny pracownik w Polsce w 2017 zarabiałby średnio o 1 834 zł brutto więcej, niż dziś zarabia, a  średnia pensja wynosiłaby, nie 4 517 zł, a 6 351 zł.

Średnie zarobki

Przestańmy się łudzić fałszywymi i złudnymi nadziejami. "Według danych Eurostatu, średnia miesięczna pensja w UE wynosi 2 904 euro, czyli około 12 670 zł (przy kursie 4,37 PLN)". A biorąc pod uwagę tylko państwa strefy euro wynagrodzenie wynosi już 3 094 euro.

Państwem, w którym odnotowuje się najwyższe średnie wynagrodzenie w UE jest Luksemburg - zarabia się tam 4 654 euro miesięcznie - to aż 20 336 zł. Najniższe miesięczne wynagrodzenia mają jedynie biedniejsze kraje Europy Środkowej i Wschodniej.

"Najmniej - tylko 460 euro (2 000 zł) miesięcznie otrzymują pracownicy w Bułgarii. Niewiele wyższa jest pensja w Rumunii (570 euro), na Litwie (718 euro) i Łotwie (799 euro)".

"Polska na 8. miejsce od końca"

"Polska zajmuje 8. miejsce od końca, w zestawieniu średnich wynagrodzeń w UE". Na pocieszenie przeciętna pensja polskiego pracownika wynosi 982 euro (4 287 zł), a więc Polacy zarabiają blisko dwa razy tyle, co Bułgarzy.

Wprawdzie polska gospodarka rozwija się dynamicznie, to na tle Unii wypada blado, gdyż zarabiamy prawie trzy razy mniej, niż wynosi średnia unijna. W dodatku, "w porównaniu z bogatym Luksemburgiem, polski obywatel zarabia średnio, o około 16 tys. zł mniej".

Średnia realna dynamika wzrostu wynagrodzenia dla najbiedniejszych 10-ciu państw UE, w tym Polski, wyniosła w 2016 roku 4,63 proc. (najnowsze dostępne, porównywalne dane).

Największą wartość odnotowano w Rumunii (8,32 proc. wzrostu) oraz Bułgarii (6,49 proc.). Polska idealnie weszła w średnią regionu. Tempo wzrostu płac polskich pracowników wynosi 4,53 proc.

A najniższy wskaźnik dynamiki wzrostu średniej pensji odnotowuje Grecja. Jako jeden z niewielu krajów w UE ma ujemną dynamikę (-1,36 proc.), co wynika ze skutków kryzysu gospodarczego 2010 r.

Kiedy dogonimy Unię?

Z raportu firmy badawczej wynika, że poziom polskich wynagrodzeń zrówna się z poziomem średniej unijnej, za 59 lat.

Przy założeniu, że przez kolejne lata zarobki w Polsce rosłyby realnie o 4,53 proc. rocznie, jak w ostatnich trzech latach, a średnia pensja unijna notowałaby coroczny wzrost o 2,65 proc., w maju 2077 roku, zarówno polskie jak i unijne miesięczne zarobki "przetną się", i wyniosą około 14 620 euro.

Ze wszystkich państw UE, które dziś mają wyższe zarobki od Polski, najszybciej dogonimy Portugalię. Stanie się to w marcu 2023 roku.

Także szybko przegonilibyśmy pod względem średniego wynagrodzenia Grecję. Jeżeli zostałaby zachowana aktualna dynamika zmian wynagrodzeń w obu państwach, Polska może dogonić Grecję już w marcu 2024 roku.

Kolejne państwa w UE dogonimy, niestety po dłuższym czasie. Hiszpanię - w sierpniu 2037 roku, Włochy - w sierpniu 2041 roku, a Belgię - we wrześniu 2045 roku.

Identyczną płacę, jak Irlandia i Wielka Brytania, będziemy mieć odpowiednio, dopiero pod koniec 2057 i 2059 roku. Dziesięć lat później - w lipcu 2067 r., poziom pensji polskich i austriackich obywateli, zrówna się i wyniesie około 114 tys. euro rocznie.

Gdyby przyjąć, że dynamika wzrostu wynagrodzeń w państwach UE, wciąż utrzyma się na obecnym poziomie, to we wrześniu 2070 roku Polska dogoni również Luksemburg, w którym według danych z Eurostatu, są dziś najwyższe płace w całej Unii.

Niemcy są w zasięgu 50 lat

I, co ciekawe, ze względu na niską dynamikę wzrostu (+1,58 proc.) dogonimy to państwo szybciej, niż Niemcy, gdzie pensje są niższe, niż w Luksemburgu. Nasz sąsiad zza Odry ma wszak relatywnie wysoką dynamikę płac - aż 2,17 proc. wzrostu rocznie.

Jak wskazują wyliczenia, Niemcy są ostatnim państwem UE, które Polska może dogonić, przy obecnych dynamikach. I stałoby się to dopiero w maju 2077 roku. Płace w obu krajach mogłyby wynosić wtedy około 175 tys. euro rocznie. Zatem, poczekajmy cierpliwie i spokojnie na ten czas, jakieś drobne 50 lat czy nieco mniej, ale nie 15.
Źródło: Money.pl i tvn24bis.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Komentarze