Były minister zdrowia myśli o powrocie do zawodu
Ktoś zauważył, że czasem trzeba upaść nisko, by wzbić
się wysoko. To nie ironia wobec ministrów - oni wiedzą, co ich w każdej chwili
może czekać.
Po rekonstrukcji rządu dokonanej podobno przez
premiera Mateusza Morawieckiego, 9 stycznia 2018, spadli z urzędu najbardziej
nielubiani nawet przez środowiska prawicowe, ministrowie: Macierewicz, Szyszko,
Waszczykowski, Radziwiłł.
Były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł powiedział, 12
stycznia w RMF FM, że decyzję o odwołaniu przyjął z pokorą, bo "takie są
zasady służby".
Minister z "największą satysfakcją"
W pierwszym wywiadzie po dymisji, były minister
zdrowia Radziwiłł zdradził w radiu, że myśli o powrocie do zwykłego wykonywania
zawodu i "może także do nauczania medycyny". Pytany o to, czy wróci
do Naczelnej Izby Lekarskiej - stanowczo temu zaprzeczył.
Konstanty Radziwiłł, w rozmowie z RMF FM zapowiedział,
że nie zamierza iść na emeryturę. Przypomniał, że w dniu swojego odwołania (9
stycznia 2018) skończył "dopiero 60 lat".
Pytany o samoocenę własnych dokonań ministerialnych przyznał,
że jest to trudne, ale "ma poczucie satysfakcji", że "udało się
zrobić bardzo dużo sensownych rzeczy". Czy tylko dla siebie? Czy może
także dla pacjentów i rezydentów? - tego nie powiedział.
W kontekście świetnych dokonań wymienił: "sieć
szpitali, mapy potrzeb zdrowotnych i system oceniania wniosków inwestycyjnych w
służbie zdrowia". A, co to da pacjentom – płatnikom składek zdrowotnych?
Były minister Radziwiłł zaznaczył, że ma lepsze i
najlepsze osiągnięcia, jakie pozostawił po pełnieniu roli ministra zdrowia, z
których czerpie teraz "najwięcej satysfakcji".
"Dramatycznie wysokie" nakłady
"Najwięcej satysfakcji mam z tego, że udało się
zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia w sposób dramatycznie wysoki. Ubiegły rok
to ponad 6 miliardów złotych więcej niż dotychczas. Udało się wprowadzić w
życie ustawę, która gwarantuje stały, stopniowy wzrost na ochronę zdrowia w
kolejnych latach. Takiej perspektywy polska ochrona zdrowia jeszcze nie miała,
to jest zmiana rewolucyjna" - powiedział w wywiadzie.
Zapytajmy byłego ministra Radziwiłła, ile z tych "dramatycznie
wysokich" nakładów na ochronę zdrowia, zyskali rezydenci strajkujący w
całym kraju głodówką, i co dała ta rzekoma "zmiana rewolucyjna"
chorym pacjentom, którzy czekają w kolejkach do specjalistów czy na zabiegi
chirurgiczne - ponad rok dłużej, niż było to w latach wcześniejszych?
Sformułowanie dotyczące nakładów na ochronę zdrowia
"dramatycznie wysokich", ma wyraz w języku finansów może jakoś
zrozumiały, ale w języku polskim, gdy idzie o sens – dramatycznie błędny.
Minister, lekarz z tytułem naukowym doktora, nie powinien aż tak kaleczyć
języka.
Hojna ręka ministra
Określenie o "dramatycznie wysokich"
nakładach brzmiało rzeczywiście wielce dramatycznie, zwłaszcza, gdy media niezależne
donosiły o arogancji i lekceważącym stosunku ministra do młodych lekarzy i
rezydentów, którzy odmawiali dyżurów w szpitalach za "darmochę", czy
pracy po 48 godzin, czyli wbrew prawu pracy.
Skoro jednak nakłady były "dramatycznie
wysokie" to czy także na podwyżki wynagrodzeń dla młodych lekarzy i
rezydentów? Owszem. Minister wykazał się gołębim sercem i dał tej grupie swoich
kolegów młodziaków, co nieco. Lekarze rezydenci – zapowiedział - dostaną 400 do
501 złotych podwyżki.
Taką podwyżkę przyznał im minister zdrowia Konstanty
Radziwiłł na początku listopada 2017 roku. A o wiele bardziej był szczodry i
hojny dla swoich wiceministrów. W 2017 roku rozdał im 128 tys. zł nagród.
Rekordziści są nie tylko w sporcie
Dziennik "Fakt" podał, że minister zdrowia lekką
i hojną ręką rozdał swoim zastępcom i współpracownikom nagrody. Każdy z nich w
2017 roku dostał średnio od 1750 do 2711 zł nagrody miesięcznie.
Wiceminister Marcin Czech pracuje w resorcie zaledwie
od dwóch miesięcy i dostał już łącznie 3500 zł nagród. To oznacza, że do swojej
pensji, która wynosi ok. 9,1 tys. zł brutto, dostaje, co miesiąc średnio 1750
złotych dodatkowego wynagrodzenia – pisały gazety na początku listopada.
Zwolennicy i miłośnicy narodowej TVP dowiedzieli się w
tych dniach: "Ewolucja przekazu w TVP. Lekarze wczoraj żądali 3,5 tys. zł,
teraz już miliardów."
Wiceminister Józefa Szczurek-Żelazko, od lutego do
końca września 2017, otrzymała 21,5 tys. zł nagród, a Zbigniew Król - specjalista
w dziedzinie zdrowia publicznego i medycyny rodzinnej, wiceminister od połowy
lutego 2017 roku, otrzymał 18,6 tys. złotych.
Minister miał też prawdziwych rekordzistów w tej
kwestii - byli nimi wiceministrowie: Katarzyna Głowala, Piotr Gryza i Marek
Tombarkiewicz. Każde z tej trójki otrzymało po 39,4 tys. zł nagród, czyli
średnio po ponad 2,7 tys. zł miesięcznie.
Były minister Radziwiłł komentował trwający miesiącami
protest rezydentów, mówiąc, że medycyny nie da się uprawiać od ósmej do
piętnastej, a tym bardziej nie da się jej nauczyć, od ósmej do piętnastej.
Czy minister, mając do dyspozycji "dramatycznie
wysokie" pieniądze ze składek podatników, przeznaczał je na ochronę
zdrowia – nie było słychać, ale na podwyżki i nagrody dla swoich zastępców, i
owszem.
Źródło: rynekzdrowia.pl i wiadomosci.wp.pl.
Oprac. Stanisław Cybruch
Komentarze
Prześlij komentarz