"Od dawna mam spakowany plecak ewakuacyjny"
Mieszkańcy Lubelszczyzny pełni obaw po nalocie dronów.
11.09.2025 06:02 - Próbuję o tym nie myśleć, skupiać się na innych rzeczach.
Trzeba przyzwyczaić się, że takie sytuacje będą i liczyć, że nasze wojsko, będzie reagowało.
Bo co nam innego zostaje? – mówi jedna z mieszkanek gminy Wyryki. To tu w środę, 10 września, jeden z rosyjskich dronów, uszkodził dom.
Po serii podobnych incydentów, w ostatnich tygodniach, niepokój wśród mieszkańców wschodniej Polski, jest coraz większy.
Wyryki Wola, dom na który spadł dron.
Jak mieszkańcy wschodniej Polski reagują na incydenty z dronami.
Dlaczego turystyka na Lubelszczyźnie odnotowała spadek.
Jakie scenariusze rozważają mieszkańcy regionu.
- Wstałam po 3 rano, bo usłyszałam głośny huk. Samoloty u nas często latają, jak pojawia się komunikat, że są ataki na zachodnią Ukrainę. Ale tym razem było głośniej, niż zazwyczaj. Z sypialni popatrzyłam w niebo, ale nie było nic widać. Na balkon bałam się wyjść. Zamknęłam się w łazience i czekałam. Nie wiem, ile może pół godziny, może godzinę.
Przestraszyłam się na poważnie - opowiada RadioZET.pl Magda, mieszkanka Zamościa na Lubelszczyźnie. Kilkanaście kilometrów od miasta spadł lub został strącony jeden z dronów, które w nocy z wtorku na środę, 10 września, masowo nadleciały nad Polskę.
Kolejny znaleziono w Czosnówce, pod Białą Podlaską, na północy województwa.
- Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk. Jakby ktoś motorem jechał blisko domu, albo jakaś motolotnia leciała. Ale to było koło 4 rano, kto o tej porze motolotnią lata? Obszedłem wszystkie pokoje, ale nic nie było widać. Ile to mogło trwać? Kilkadziesiąt sekund - mówi Wojciech, mieszkający w jednej z miejscowości pod Białą Podlaską.
Rosyjskie drony nad Lubelszczyzną. "Ludzie boją się tu przyjeżdżać".
RadioZET.pl usłyszało więcej podobnych relacji. Mieszkańcy wschodniej Polski z dużym niepokojem obserwują to, co dzieje się w ostatnich dniach w związku z wojną w Ukrainie.
Potwierdza to Stanisław Grześko, starosta zamojski. To on przekazał, że w środę o godz. 3.28 nad powiatem zestrzelono jeden z dronów. Jego fragmenty spadły na terenie gmin Cześniki i Niewirków. Na szczęście na pole i las, z daleka od zabudowań. - Sytuacja nie jest dla nas komfortowa. Wśród mieszkańców, z którymi rozmawiałem, czuć zaniepokojenie.
Skoro coś wpada w naszą przestrzeń powietrzną i nie wiadomo gdzie spadnie, to trudno też się dziwić. Ludzie byli przyzwyczajeni do tego, że często mamy podrywane samoloty, ale takiej sytuacji jak teraz, nie mieliśmy – mówi RadioZET.pl starosta Grześko.
Upadek Drona. Ten dron wdarł się najdalej w głąb Polski. "Zaroiło się od służb specjalnych".
Wyryki. Rosyjski dron uderzył w dom.
W ten dom uderzył rosyjski dron. "Totalnie zniszczony dach".
Jak dodaje, już w ostatnich miesiącach widać było, że ludzie obawiają się rosyjskich ataków lub prowokacji.
- Sezon urlopowy, wakacyjny się kończy. Widzimy, że w tym roku było mniej turystów, ludzie się obawiali do nas przyjeżdżać. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że podobnych incydentów w przyszłości będzie mniej – dodaje starosta zamojski.
O rosnącym niepokoju mówi też Henryk Karwan, starosta tomaszowski. To na terenie tego powiatu w miejscowości Majdan-Sielec na początku września także spadł dron.
- Jaki by nie był, z ładunkiem czy nie, sytuacja jest poważna. Nasz powiat jest powiatem przygranicznym, najbardziej narażonym na takie ataki, więc te obawy się tu odczuwa.
Jest mniej turystów w ośrodkach wypoczynkowych. W ubiegłym roku mieliśmy zaplanowaną wizytę młodzieży z powiatu Freudenstadt w Niemczech, z którym współpracujemy od 20 lat. Rodzice, widząc, co się dzieje, jak ta wojna jest blisko, nie wyrazili zgody na przyjazd dzieciaków - opowiada RadioZET.pl starosta Karwan.
Polska wnioskuje do NATO, premier ostrzega.
W Osinach, gdzie pod koniec sierpnia także eksplodował dron, było spokojniej.
- Faktycznie na początku były obawy, ale kilka dni temu wyjechało wojsko, policja, nie ma już dziennikarzy. Życie wróciło do normy i mam nadzieję, że tak będzie już na dłużej - mówi Magda, mieszkanka gminy Wola Mysłowska, w której leżą Osiny.
W pobliżu miejscowości Mniszków (woj. łódzkie) 10.09.2025 spadł jeden z rosyjskich dronów.
W Wyrykach koło Włodawy, gdzie w środowy poranek jeden z dronów uszkodził dom starszego małżeństwa, było najgoręcej. Mieszkańcy rano zebrali się w pobliżu miejsca, gdzie interweniowały służby.
Ludzie starali się czegoś więcej dowiedzieć. Później w sieci pojawiły się zdjęcia wnętrza zniszczonego domu. Uszkodzony został nie tylko dach, jak pierwotnie podawano, ale też pomieszczenia na pierwszym piętrze. Dron przebił strop, a mieszkańcy, którzy spali na parterze, sami dogaszali płomienie.
- Wie pan, próbuję o tym nie myśleć, skupiać się na innych rzeczach. Trzeba swoją pracę robić. Przyzwyczaić się, że takie sytuacje będą i liczyć, że nasze wojsko będzie odpowiednio reagowało. Bo co nam innego zostaje? Zamartwianie się nic dobrego nie przyniesie – mówi jedna z mieszkanek gminy Wyryki.
Według słów premiera Donalda Tuska w nocy z wtorku na środę do Polski miało wlecieć co najmniej 19 dronów. Jednak według nieoficjalnych doniesień mogło być ich więcej. Grubo ponad 20.
Fragmenty maszyn znaleziono m.in. w Cześnikach (pow. zamojski, woj. lubelskie), Czosnówce (pow. bialski, woj. lubelskie), Wyrykach Woli (pow. włodawski, woj. lubelskie), Krzywowierzbie Kolonii (pow. parczewski, woj. lubelskie), Wohyniu (pow. radzyński, woj. lubelskie), Oleśnie (pow. elbląski, woj. warmińsko-mazurskie), a nawet w Mniszkowie (pow. opoczyński, woj. łódzkie). Z kolei w Wyhalewie (pow. parczewski, woj. lubelskie) odkryto szczątki pocisku.
- Rosjanie są zadowoleni. Swój cel osiągnęli. Zasiali wśród ludzi niepewność, teraz w sieci będą starali się szerzyć fake newsy. Już widziałem wpisy o tym, że nie wiadomo czyje to drony, że zapewne ukraińskie. O to właśnie im chodziło: sprowokować nasze służby do działań i wywołać w ludziach strach – mówi nam jeden z wojskowych.
Polska zwróciła się do NATO o uruchomienie art. 4, który mówi, że "strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek, ze stron".
Premier Tusk, przemawiając w Sejmie, ostrzegł też, że nocny atak "stawia nas bliżej, niż kiedykolwiek , otwartego konfliktu po II wojnie światowej".
Jak działa dron Shahed-136 wykorzystywany przez Rosję?
Jak działa dron kamikadze Shahed? Rosjanie atakują nimi Ukrainę.
Prezydent Karol Nawrocki
Padł termin Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Znamy szczegóły.
Rosyjskie drony w Polsce. Takich sytuacji będzie więcej, trzeba się przygotować.
O tym, że mieszkańcy powinni przyzwyczaić się do coraz częstszych incydentów z rosyjskimi dronami, mówił w RadioZET.pl Jarosław Wolski, politolog i ekspert w dziedzinie obronności. Jak tłumaczył, to efekt nałożenia się dwóch zjawisk.
Pierwszym z nich jest intensyfikacja rosyjskich ataków na cele w Ukrainie. O ile w ubiegłych latach Rosjanie wysłali około 14 tysięcy dronów, to obecnie jest to kilkadziesiąt tysięcy maszyn, tylko w tym roku.
Według Wolskiego, Rosja może coraz częściej stosować prowokacje wobec Polski, a nasze służby będą musiały podejmować decyzje o tym, czy strącać drony, czy nie.
- Wojsko Polskie powinno reagować na incydenty, gdy celowo jakiś dron narusza polską przestrzeń powietrzną. Jeśli wykryty zostanie jakiś pocisk samosterujący, który leci na terytorium Polski albo szached z głowicą bojową w kierunku Warszawy, Lublina, Przemyśla, tak on powinien być strącony.
Natomiast w przypadku tego, co przelatuje nad terytorium Polski albo wlatuje w sytuacji, gdy nastąpiła awaria systemu nawigacji, należy pozwolić spaść takiemu dronowi. Musimy się przyzwyczaić, że takie sytuacje będą się zdarzały, bo za naszą wschodnią granicą cały czas trwa wojna. Trzeba o tym pamiętać - tłumaczył ekspert.
Mieszkańcy wschodniej Polski pamiętają. - Od dłuższego czasu mam spakowany plecak ewakuacyjny. W środku jakieś konserwy, batony i to, co potrzebne do przeżycia przez kilka dni. Latarka, kompas, zapalniczka, nóż, tego typu rzeczy.
W domu stoją też dwie duże butle z wodą, paliwo w samochodzie, tankuję na bieżąco, jak tylko spadnie do połowy baku. Do tego trzymam trochę gotówki. Wolę być zabezpieczony, choć mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał korzystać z tego zestawu - mówi Andrzej, mieszkaniec Lublina.
Źródło: Radio ZET.
Oprac. Stanisław Cybruch
gotówka, kompas, korzystać, latarka, Lublin, plecak, woda, zabezpieczony, zapalniczka, zestaw,
Komentarze
Prześlij komentarz